500 lat Reformacji


Oryginał 95 tez spisanych przez Marcina Lutra, fot. luter2017.pl
Typ: 
Artykul
Pod koniec października 2016 roku w Lund odbyło się nabożeństwo ekumeniczne, które celebrowali papież Franciszek i hierarchowie kościoła luterańskiego. Spotkanie było inauguracją roku jubileuszu 500-lecia Reformacji i pierwszym takim katolicko-luterańskim upamiętnieniem. Było ono również zwieńczeniem 50 lat dialogu ekumenicznego między dwoma wyznaniami.




Od 1536 roku, po tym jak król duński Chrystian II zerwał ze zwierzchnictwem papieża i powołał do życia narodowy kościół luterański, centrum reformacji stał się Lund, miejscowość w Szwecji.

Nabożeństwo ekumeniczne w Lund odzwierciedliło to, o czym wcześniej mówiono i pisano: wspólna modlitwa, słuchanie Bożego Słowa, wspólny śpiew i zobowiązanie do składania wspólnego świadectwa o Jezusie Chrystusie są możliwe dla luteranów i katolików, możliwe jest też wspólne dziękowanie, pokuta i wzajemne przebaczenie.

Legenda Marcina Lutra, a jak było naprawdę

Czy Marcin Luter przybił swoje 95 tez do drzwi katedry 31 października 1517 roku? Tak głosi legenda, ale czy to prawda? Skąd się wzięła owa legenda?

Lucas Cranach. Portret Marcina Lutra (fot. pinterst.com)

Praktyka przybijania pism do drzwi była w średniowieczu powszechna - uczelnie upubliczniały w ten sposób decyzje władz uczelni, informowały o tym, który student został wyrzucony i za co, kto zalega z czesnym, a poborcy podatkowi informowali o nowych podatkach. Statut Uniwersytetu w Wittenberdze z 1508 roku definitywnie stwierdza, że przybijanie ogłoszeń poprzedzone jest odpowiednią procedurą, a samego aktu nie dokonuje główny zainteresowany, lecz wyznaczony do tego przez władze uczelni posłaniec lub po prostu woźny. Te same statuty nakazują umieszczanie ogłoszeń na drzwiach kościoła uniwersyteckiego i ważniejszych kościołach miasta. Nawet na niektórych starszych rycinach przedstawiających legendarne przybicie tez Lutra widać, że to nie on, ale inna osoba przybija do drzwi plakat z tezami.

Tak naprawdę, Marcin Luter, jak sam wspomina, rozsierdził się, gdy tezy pojawiły się i zaczęło być o nich głośno.

Dzieciństwo

Rodzice Marcina, Hans Luther wraz z żoną Małgorzatą przenieśli się w poszukiwaniu lepszego życia z rodzinnej wsi do Turyngii, ośrodka górnictwa i hutnictwa. Tu w Eisleben przyszedł na świat Marcin. Ojciec, zgromadziwszy trochę pieniędzy, przenosi się do Mansfeld, gdzie staje się właścicielem pieca hutniczego. Dzięki poprawie sytuacji materialnej postanawia wykształcić syna. Widział dla niego karierę prawniczą.

Po nauce w szkołach w Mansfeld i Eisenach, w 1501 roku osiemnastoletni Marcin rozpoczął studia na uniwersytecie w Erfurcie, które ukończył w styczniu 1505 roku jako magister filozofii. Dalsze studia kontynuował zgodnie z życzeniem ojca - na wydziale prawa.

17 lipca 1505 roku Marcin Luter wstąpił do zakonu augustianów. Bezpośrednią przyczyną takiej decyzji było - jak twierdzi sam Luter - ślubowanie, które złożył "przejęty śmiertelną trwogą, powalony na ziemię piorunem podczas burzy 2 lipca".

Reformacja: jak się zaczęła?

W 1505 roku papież Juliusz II postanowił wybudować w Rzymie nową bazylikę św. Piotra. Miała ukazywać potęgę papiestwa i Kościoła katolickiego. Nie liczył się z kosztami, a te były olbrzymie. Zgodnie z panującym wówczas zwyczajem papież w 1507 roku ogłosił odpust, aby pokryć koszty budowy. Zanim jednak cala sprawa ruszyła, musiało minąć kilka lat. Nie wszędzie odpusty spotykały się z zachwytem, i Luter wcale nie był pierwszym, który je krytykował. Było więcej znacznie bardziej krytycznych głosów przeciwko odpustom, koncentrujących się głównie na zachłanności kleru i władz kościelnych w poszczególnych państwach.

W Niemczech odpusty szły nie najlepiej. Sytuacja zmieniła się w 1515 roku, gdy biskup Magdeburga - niespełna 23-letni Albrecht z rodziny Hohenzollernów - zapragnął objąć kolejne i znacznie bogatsze biskupstwo Moguncji. Dawało mu ono tytuł prymasa i w praktyce kontrolę nad całym Kościołem w Niemczech. Nie wszystko było jednak takie proste: prawo kanoniczne zabraniało obejmowania dwóch stolic biskupich jednocześnie. Jednak pieniądze i tu otwierały wszelkie możliwości. Dyspensa sporo kosztowała, ale Rzym chciał sobie zagwarantować lepszy napływ funduszy z handlu odpustami. Uzgodniono więc, że Albrecht otrzymuje biskupstwo Moguncji, płaci za dyspensę i zostaje papieskim pełnomocnikiem ds. sprzedaży odpustów w Niemczech, a w zamian może zatrzymać aż 50% przychodów z listów odpustowych. Albrecht też potrzebował pieniędzy. Musiał bowiem spłacić nie tylko dług u papieża, ale również zadłużenie nowej diecezji.

Abp Albrecht Hohenzollern wydaje wobec tego specjalną instrukcję dotyczącą sprzedaży. "Oferta" była szeroka: od wykupienia siebie i zmarłych członków rodziny od kar czyścowych za wybaczone już grzechy, aż po listy odpustowe umożliwiające uzyskanie rozgrzeszenia zastrzeżonego dla Stolicy Apostolskiej.

Luter nieświadom umowy Albrechta z papieżem - była to wiedza znana wąskiemu gronu - sporządził słynne 95 tez, w których skrytykował nadużycia związane z odpustami. Nie atakował jednak wprost samej instytucji odpustów. Nie wiedząc, kto stoi za handlem, swoje tezy wysłał do dwóch przełożonych: biskupa diecezjalnego Hieronymusa Schultza oraz... biskupa Albrechta Hohenzollerna. Temu ostatniemu zadedykował pismo, błagając o ojcowskie wysłuchanie i położenie kresu nadużyciom - przede wszystkim herezji, że pozyskanie odpustu oznacza pewność zbawienia i uwolnienie od kary za grzechy. Nie miał pojęcia, że to właśnie Albrecht stoi za całą akcją. Dla Lutra było oczywiste, że Jezus Chrystus odpuszcza każdemu, kto szczerze wyzna swój grzech i odczuwa prawdziwą skruchę z miłości do Boga. W jego mniemaniu nie było miejsca na list odpustowy i handel.

Luter wysłał swoje tezy (napisane po łacinie) nie tylko do biskupów, ale także do kilku kolegów-naukowców. Prawdopodobnie to oni, bez wiedzy i zezwolenia Lutra, przetłumaczyli tezy na język niemiecki. Kolportaż odbywał się początkowo głównie za pomocą odpisów. Później pojawiają się też wersje drukowane. Do biskupich kancelarii korespondencja trafiła dopiero po ponad dwóch tygodniach. Uruchomiono wówczas kościelną machinę, by nałożyć na Lutra ekskomunikę.

Początkowo papież Leon X nie zwracał specjalnie uwagi na wystąpienie Lutra, widząc w nim tylko zatarg mnichów, ale gdy spór zaczął przybierać coraz szersze formy, wezwał Lutra by stawił się w Rzymie i usprawiedliwił z czynionych mu zarzutów. W 1518 roku Luter stanął przed obliczem legata papieskiego kardynała Kajetana, który zażądał od niego bezwarunkowego odwołania błędów, oświadczając, że w żadne dysputy wdawać się nie chce. Pisma Lutra miały być spalone, a on sam i jego zwolennicy w ciągu dwóch miesięcy mieli pojednać się z papieżem, w przeciwnym wypadku miały ich spotkać wszelkie konsekwencje ekskomuniki. W odpowiedzi Luter przeciwstawił się ostro papieskiej supremacji, poddał krytyce wszelkie nauki i objawy życia kościelnego nieznajdujące według niego potwierdzenia w Biblii. Wreszcie, w obecności licznie zgromadzonych studentów, profesorów i ludu 10 grudnia 1520 roku na przedmieściach Wittenbergi spalił na stosie papieskie księgi prawnicze wraz z bullą papieską (o czym początkowo nikt nie wiedział). Czynem tym zrywał ostatecznie z Kościołem, a konsekwencją tego było to, że wkrótce potem 3 stycznia 1521 papież Leon X ekskomunikował Lutra na zawsze. Od tej chwili każdy, kto schwytał Lutra lub któregoś z jego zwolenników, mógł bezkarnie ich zabić.

Aby ocalić Marcina Lutra od prześladowań, książę saski Fryderyk Mądry upozorował napad na niego i porwanie, a następnie pod przybranym imieniem ukrył na zamku w Wartburgu. W tym odosobnieniu spędził Luter 10 miesięcy. W czasie pobytu tam studiował język hebrajski i grecki, przekładał psalmy, pisał traktaty, ale przede wszystkim dokonał tłumaczenia na język niemiecki Nowego Testamentu. Tam powstała również postylla, czyli zbiór kazań na każdy dzień roku kościelnego. Cała ta jego praca stała się podstawą nauki ewangelickiej.

XIX-wieczne drzwi kościoła zamkowego w Wittenberdze (naspacery.blogspot.com)

To jednak przybił czy nie przybił?
 
Według najbardziej rozpowszechnionej legendy, Luter około południa 31 października 1517 roku miał przybić 95 tez do drzwi kościoła zamkowego w Wittenberdze. Przede wszystkim nie istnieje żadne świadectwo samego Marcina Lutra, w którym mówiłby on o przybiciu tez.

Natomiast wszystkie relacje, wypowiedziane już po jego śmierci, nie są wiarygodne. Nikt z opowiadających nie widział tego wydarzenia na własne oczy - wszyscy "łyszeli opowieści od innych". O "przybiciu tez" milczą ówcześni kronikarze - zarówno przychylni, jak i wrodzy reformacji. Milczy choćby ks. Friedrich Myconius, który opiekował się Lutrem na łożu śmierci w 1537 roku i spisywał jego testament. 

Przeciwko legendzie o przybiciu tez przemawiają przede wszystkim także wspomnienia Lutra, zawarte w listach. Luter wielokrotnie podkreślał, że nie było jego zamiarem wszczynanie publicznej(!) debaty. Upublicznienie tez przed zajęciem się sprawą przez biskupów zupełnie się Lutrowi nie opłacało. Nie ukrywał irytacji, że tezy są bez jego wiedzy drukowane i krążą po całym kraju. Lutrowi zależało na tym, aby dać czas biskupom na usunięcie nadużyć. A wywieszenie tez na drzwiach kościoła należącego do przełożonego - a jednocześnie beneficjenta odpustowego handlu - byłoby niebywałym afrontem i niewybaczalnym aktem nieposłuszeństwa wobec Kościoła.

Uderzenia tego młotka słychać było w Rzymie, fot. lutheranreformation.org

Przybijali też następcy Lutra
Tezy Lutra - w całości lub we fragmentach - były później rzeczywiście przybijane do drzwi kościołów, również poza granicami Saksonii. Tezy trafiły na podatny grunt. Średniowiecze bowiem obfituje w wiele krytycznych głosów wobec Kościoła, a antyklerykalne treści nie były średniowiecznym chrześcijanom obce. Tezy Lutra czytali i rozpowszechniali nie tylko możnowładcy, profesorowie akademiccy czy księża, ale nawet niektórzy biskupi. Tradycja "przybicia tez" jest jednak silniejsza - przez wieki kształtowała legendę o drzwiach, młotku i wbijaniu gwoździ, którego dźwięk dochodził aż do Rzymu. Dziś na drzwiach kościoła zamkowego w Wittenberdze wyryte są tezy, które przypominają o kluczowych postulatach początku reformacji. Drzwi te pochodzą jednak już z XIX wieku. Poprzednie, te ze śladami gwoździ, niestety spłonęły.

Opracował Krzysztof Szymański

Tekst ukazał się w nr 20 (288) 31 października - 16 listopada 2017