Co o tym myślałby Giedroyć?


Jerzy Giedroyć, fot. ryga.polemb.net
"Kurier Wileński", 04.02.2011
Ciekawe, co sądziłby dzisiaj o stosunkach polsko-litewskich honorowy obywatel Litwy i człowiek, którego Czesław Miłosz uważał za jednego z odpowiedzialnych za rozpad ZSRR – Jerzy Giedroyć; twórca zeszytów literackich Paryskiej Kultury i kreator polskiej polityki wschodniej oraz twórca ULB (Ukraina, Litwa, Białoruś).
Giedroyć urodził się w Mińsku 27 lipca 1906 i zmarł 14 września 2000 w Maisons-Lafitte pod Paryżem. Był człowiekiem ze Wschodu, który czuł się równie dobrze w Mińsku, Wilnie, Warszawie lub Moskwie (jego pierwsza żona była Rosjanką). Pochodził z polsko-litewskiej rodziny książęcej. Przez 50 lat usilnie zabiegał o tworzenie dobrosąsiedzkich stosunków Polski z jej wschodnimi sąsiadami: Litwą, Białorusią, Ukrainą. Motywacją tych zabiegów była wiara w uzyskanie niepodległości tych państw, w co on zawsze wierzył, mimo istnienia ZSRR.

Koncepcja „dobrosąsiedzkich stosunków” Giedroycia powstała w okresie międzywojennym, kiedy był redaktorem „Buntu Młodych” i „Polityki”, jednak wtedy nie znalazła ona szerokiego poparcia. Później, w 1974 na łamach „Kultury” sformułował wspólnie z Juliuszem Mieroszewskim koncepcję uważaną przez historyków za niezmiernie istotną dla polskiej myśli politycznej. Twierdzili oni, iż suwerenność Ukrainy, Litwy i Białorusi jest czynnikiem sprzyjającym niepodległości Rzeczypospolitej, natomiast zdominowanie tych krajów przez ZSRR (Rosję) otwiera drogę do zniewolenia także Polski. Jednak kosztem tych dobrosąsiedzkich relacji było zrzeczenie się ze strony Polski — Lwowa, Grodna i Wilna, które dla wielu Kresowiaków na emigracji, np. byłych żołnierzy walczących w Armii Andersa a pochodzących z byłych wschodnich terenów Rzeczypospolitej, nie było do przyjęcia. Pamiętajmy o tym, że Wilno i Lwów były ważnymi przyczółkami wprowadzającymi na te tereny kulturę zachodnią i łagodziły w pewnym stopniu dominującą tu kulturę wschodnią.

Dlatego koncepcja Giedroycia i Mieroszewskiego była przyjmowana znacznie mniej entuzjastycznie wśród polskiej emigracji. Z kolei PRL akceptowała realia teherańskie i jałtańskie i jako sojusznik ZSRR była wrogo nastawiona tylko do byłych hitlerowskich Niemiec. Giedroyć na imigracji wiedząc, że rewanż w stosunku do ZSRR, lub do republik sowieckich: Litewskiej, Białoruskiej i Ukraińskiej był nierealny, dostosował swoją przedwojenną koncepcję do nowych realiów.

Jego myśl polityczna przewidywała rozpad ZSRR i pośrednio temu pomagała akceptując i popierając ruchy niepodległościowe na Litwie, Białorusi i Ukrainie.

Idea Giedroycia była również akceptowana w pewnych środowiskach ukraińskich, gdyż podobnie jak Kresowiacy z Armii Andersa, którzy pragnęli powrotu Lwowa i Wilna do Polski, także nacjonaliści na Ukrainie czekali na trzecią wojnę światową, by odzyskać Chełmszczyznę i Łemkowszczyznę.

Więc aby uniknąć takiego konfliktu, który byłby niekorzystny dla całej Europy, trzeba było zdobyć zaufanie wschodnich sąsiadów i zapomnieć na zawsze o Wilnie, Lwowie, o pozostałych tam kilkuset tysiącach rodaków na Wileńszczyźnie, na Ukrainie i Białorusi. Myśl ta była popularna. Zapomniano więc o zbrodniach ukraińskich nacjonalistów UPA-OUN, masowych mordach ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce wschodniej i o wymordowaniu ponad 20 000 wileńskich Polaków w lasach Ponarskich (około 20 000 Polaków, 70 000 Żydów, 5000 Rosjan) przez litewskich hitlerowskich kolaborantów. Pozostawiono pamięć o zbrodni sowieckiej w Katyniu, mówi się o niej głośno do dziś, mimo tego, że na Wołyniu i w Ponarach zginęło o wiele więcej polskich obywateli.

Z upływem czasu, po rozpadzie Związku Radzieckiego, można powiedzieć, że koncepcja Giedroycia była korzystna na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Wtedy Polska była jednym z pierwszych państw, które uznały niepodległą Ukrainę, Białoruś i Litwę, i kiedy Polska popierała starania Litwy o członkostwo do NATO i EU. Dzisiaj koncepcja Giedroycia nie wywołuje rezonansu wdzięczności u wschodnich sąsiadów Polski.

Litwa z bardzo małym sukcesem próbuje wzorować się na „modelu skandynawskim” i utrzymywać bardzo pragmatyczne stosunki z Białorusią i Rosją na niekorzyść regionu Nowej Europy i w tym Polski. Białoruś próbowała również z niewielkim sukcesem unii z Rosją (też na niekorzyść Polski). Ukraina, co byłoby z korzyścią dla Polski, chciała i próbowała być członkiem NATO i EU, ale niestety nie doszło do tego. Polskie szkolnictwo na Litwie miało się lepiej w czasach radzieckich niż w tzw. wolnej Unii Europejskiej. Na Białorusi, postsowiecki dyktator ma się dobrze zamykając niezależne związki Polaków i niszcząc białoruską kulturę i język, a we Lwowie niedawno radny miasta Rostysław Nowożenec nawoływał do oderwania od Polski Łemkowszczyzny, Nadsania, Chełmszczyzny oraz Podlasia. Były prezydent Ukrainy, Wiktor Juszczenko postawił pomniki partyzantom band UPA i robił z nich narodowych bohaterów. We Francji nie stawia się pomników nazistowskim kolaborantom, podobnie jak w Niemczech nie gloryfikuje się partii NSDAP. Została tam przeprowadzona zdrowa denazyfikacja. Na Litwie, jak i na Ukrainie, nie dokonano denazyfikacji ani de-sowietyzacji. Na Białorusi (nowy strategiczny partner Litwy) obserwuje się resentyment do czasów sowieckich, neosovietism. Nastroje takie stwarzają poważne zagrożenia dla bezpieczeństwa Europy i są źródłem rodzącego się konfliktu polsko-litewskiego. Wydaje się, że koncepcja Giedroycia nie wydaje oczekiwanych owoców.

Z dystansu, z Paryża lub z Warszawy, polityka wschodnia Giedroycia może być postrzegana jako pragmatyczny wzór. Jednak jeszcze wcześniej ostrzegano, że nie wolno spoczywać na trumnach polityki Romana Dmowskiego i Józefa Piłsudskiego, dzisiaj również powinno się krytycznie przypatrzeć koncepcji politycznej Giedroycia.

Wydaje się, że z tych powodów obecny minister spraw zagranicznych Polski Radosław Sikorski zmienił kurs i zaostrzył linię polityczną między Warszawą a Wilnem. W tym momencie Litwa nie pozostawia mu innego wyboru.