Duch Prowansji pod Wilnem


Czupryńska chętnie radzi klientom, gdzie najlepiej lawendę posadzić i jak ją pielęgnować, fot. tygodnik.lt
"Tygodnik Wileńszczyzny", 8-14.08.2013, nr 673
Gdy lawendowe pole Jolanty Czupryńskiej spod Solenik (przedmieście Wilna) zamienia się w fioletowy kobierzec, można się tu poczuć jak w Prowansji. Już ponad 16 lat zakochana w lawendzie rolniczka wyznała, że nawet pielenie tego aromatycznego, miododajnego ziela, wśród towarzystwa pszczół i trzmieli, sprawia jej wielką radość.
Mimo, że pani Jolanta zajmuje się lawendą już od ponad szesnastu lat, jej uprawą na sprzedaż zajęła się dopiero przed czterema laty. „Moja mama, siostra i ja od dawna miałyśmy w ogródkach lawendę. Uprawiałam ją dla siebie. Potem wertując czasopisma zauważyłam, że w każdym było coś o lawendzie. Ludzie zaczęli się nią interesować, pojawiło się na nią zapotrzebowanie. A jako że od dawna uprawiam tę roślinę, to pomyślałam, że mogę się z ludźmi podzielić swoim doświadczeniem i zaczęłam rozpowszechniać sadzonki lawendy” – opowiadała Czupryńska. W ten sposób hobby przekształciło się w podstawowe zajęcie pani Jolanty. Jak wyznała, zawsze marzyła o tym, by połączyć pasję i sposób zarabiania na życie. Zaczęła intensywniej się interesować sposobem uprawy lawendy zarówno w kraju, jak i za granicą. Według rolniczki, w kraju nad Wisłą największa plantacja lawendowa wynosi 12 hektarów, większość jednak stanowią gospodarstwa półhektarowe. Zaś na Litwie, zaznaczyła, przed paroma laty nie słyszała jeszcze o takich gospodarstwach. Wie jedynie o pewnym gospodarstwie agroturystycznym pod Mejszagołą, którego właściciele mają hektarowe pole lawendy, ale hodują tę roślinę nie na sprzedaż. 

Po lawendę przyjechali botanicy

Gospodarstwo lawendowe Czupryńskiej nie jest duże – zaledwie 8 arów. Oprócz lawendy oferuje klientom również byliny, krzewy dekoracyjne oraz rośliny przyprawowe ze swego ogrodu. Część roślin uprawia na sprzedaż. (Dwa tygodnie przed wyruszeniem na targ, roślinki przesadza z gruntu do doniczek, by się przeżyły). Część lawendy hoduje do ścinania i suszenia. Ze świeżych i suszonych kwiatów robi bukieciki oraz aromatyczne saszetki. Po pachnące kwiatki zwracają się też do pani Jolanty producenci mydła. Rolniczka marzy ponadto o nabyciu alembika – urządzenia do pozyskiwania olejków eterycznych. Mogłaby produkować z lawendy olejek i wodę lawendową, gdyż ponoć wyhodowana u nas lawenda zawiera sporo olejków eterycznych.

Swoją produkcję realizuje na ryneczku w Safianikach, Rudominie oraz rozmaitych kiermaszach ogrodniczych, m.in. w Ogrodzie Botanicznym w Kojranach. Pracownicy tej ostatniej instytucji nabyli nawet u pani Jolanty kilka sadzonek, bo, jak się przyznali rolniczce, nie udawało się im wyhodować swojej lawendy.

Udziela rad klientom

Rolniczka z Solenik nie czyni żadnych sekretów ze swych metod uprawy. Kupującym tłumaczy, jak należy lawendę sadzić, pielęgnować. „Każdego klienta pytam o to, gdzie zamierza posadzić sadzonkę. Najpierw tego nie robiłam i często ludzie wracali z pretensjami, dlaczego lawenda nie rośnie. Okazuje się, że trzymali ją w domu, a lawenda nie jest rośliną domową, ale ogrodową i powinna rosnąć w ziemi” – powiedziała rozmówczyni. Zaś tym, którzy chcą lawendę umieścić na tarasie czy balkonie, radzi przesadzić ją do obszernej donicy. Będzie cieszyła oko aż do października, ale przed zimą obowiązkowo należy ją przesadzić do ziemi.

Choć lawenda jest rośliną ciepłolubną i chłodów się boi, pani Jolanta jeszcze żadnej zimy swej lawendy nie okrywała. „Tej zimy w Polsce wiele lawendy wymarzło. A moja, o dziwo, dobrze przezimowała. Nigdy jej nie okrywam, tylko przycinam krzaczki – jeden raz jesienią, drugi wiosną” – opowiadała rolniczka z Solenik. Podkreśliła, że na ogół lawenda jest rośliną niewymagającą. Potrzebuje jedynie dużo słońca i nie lubi wilgotnej gleby.

I do mięsa, i jako herbatka

Pani Jolanta bardzo lubi krzątać się na swym lawendowym polu. Jak powiedziała, praca wśród pachnących, miododajnych kwiatów, wesoło brzęczących pszczół i trzmieli jest bardzo przyjemna. „Nawet pielenie sprawia wielką radość” – powiedziała rozmówczyni. Pachnie lawendą również w domu Czupryńskich. Chociaż zioła suszy się na strychu, ale produkcję z nich pani Jolanta przygotowuje w domu. Choć sama, jak wyznała, na okrągło mając do czynienia z lawendą, jej zapachu już nie odczuwa.

Ta roślina z rodziny jasnotowatych nie tylko cieszy oko fioletowymi kwiatkami, a nozdrza odurzającym aromatem, ale też ma wiele zastosowań w kuchni i kosmetologii. Pani Jola ze świeżych bądź suszonych kwiatków parzy aromatyczną herbatkę, a suszone zioła stosuje jako przyprawę do mięsa. Na szybsze gojenie się ran i suchą skórę robi też olejek lawendowy do smarowania. Do buteleczki o ciemnym szkle wsypuje suszone lub świeże kwiatki lawendy i zalewa je dobrym olejem tłoczonym na zimno. Zamyka i stawia na parapet okienny. Po upływie dwóch tygodni olejek jest gotowy. Można go przecedzić. „Jeszcze jedno zastosowanie lawendy podpowiedzieli mi klienci. Dobrze wysuszone łodygi można palić jak kadzidełka. Mają bardzo przyjemny zapach” – opowiadała rozmówczyni.

Moda na lawendę

Czupryńska uprawia jedną odmianę przystosowaną do naszych warunków klimatycznych – lawendę wąskolistną (lavandula angustifola). Z Polski przywiozła też lawendę o różowych i białych kwiatkach, ale klienci woleli tradycyjną o fioletowych, dlatego nie wzięła się za jej uprawianie na sprzedaż. „Ostatnio polskie czasopisma o tematyce ogrodniczej wiele uwagi poświęcają lawendzie, która teraz jest dosłownie hitem w Polsce. U nas też wzrasta zainteresowanie tą rośliną” – powiedziała Czupryńska. Najwięcej sadzonek lawendy sprzedaje mieszkańcom stolicy, posiadającym działki na wsi. Zaś np. w Rudominie, gdzie większość kupujących to mieszkańcy wsi, lawenda nie ma popytu. „Jeśli kupują, to najczęściej ci, którzy przyjechali na ryneczek z miasta” – dzieliła się swymi spostrzeżeniami rozmówczyni, podkreślając, że wiejska ludność woli kwiaty jaskrawe. Prognozuje jednak, że lawenda z czasem zyska większą popularność. I nie obawia się, że kiedyś moda na maleńkie fioletowe kwiatki minie. „Już tyle lat jestem zafascynowana lawendą, więc mam nadzieję, że ona zawsze będzie miała swoich miłośników” – powiedziała Czupryńska. Nie zna żadnej innej takiej rośliny, która byłaby i dekoracyjna, i pożyteczna jednocześnie. 

Komentarze

#1 Naszym zdaniem, moda na

Naszym zdaniem, moda na lawendę dopiero się w Polsce zaczyna. Świadomość ogromu jej właściwości w połączeniu z urokliwymi kwiatami sprawia, że coraz więcej ludzi się na niej poznaje. Do tego podróże po krajach południa europy sprawiają, że fascynuje ona coraz więcej ludzi.

Pozdrawiam
Marcin

Sposób wyświetlania komentarzy

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zachowaj ustawienia", by wprowadzić zmiany.