Klasztory rzymskokatolickie na wschodzie Rzeczypospolitej. Trynitarze. Cz. 2


Potrynitarski klasztor w Stanisławowie, fot. Dmytro Antoniuk
Trynitarze na terenach Rzeczypospolitej nie tylko głosili słowo Boże, ale i wykupywali jeńców z niewoli muzułmańskiej.







Stanisławów (Iwano-Frankiwsk).
 W 1690 roku kasztelan krakowski Jędrzej Potocki, wsławiony w bitwach pod Beresteczkiem, Konotopem, Chocimiem i Jazłowcem, zapisał 17 tys. złotych na budowę drewnianego klasztoru z kościołem Trójcy Św. i Najświętszej Maryi Panny oraz na utrzymanie sześciu zakonników, którzy mieli przybyć tu z Warszawy. Jednak powierzchnia klasztoru okazała się zbyt mała i już syn fundatora, wojewoda kijowski i wielki mecenas Józef Potocki, wspólnie z żoną Wiktorią z Leszczyńskich, przekazał na potrzeby klasztoru ziemię i 20 tys. złotych. Dzięki temu ilość zakonników wzrosła do trzynastu.

W 1718 roku pułkownik Paweł Nitosławski przekazał fundusze, konieczne do wystawienia murowanego ośrodka zakonu wraz z kościołem. Obiekt powstał po 24 latach dzięki wsparciu syna fundatora Franciszka Ksawerego. Nie wiadomo dlaczego, ale świątynię konsekrowano pod wezwaniem św. św. Piotra i Pawła. Do krypt nowego kościoła przeniesiono szczątki zmarłych trynitarzy z drewnianego kościoła.

W nowej świątyni było dwa cudowne obrazy: „Chrystus upadający pod krzyżem” ofiarowany przez Józefa Potockiego i obraz św. Feliksa Valois – założyciela zakonu. W połowie XVIII wieku świątynia otrzymała nowe ołtarze, ambonę i obrazy, autorstwa prawdopodobnie Józefa Prechtla. Wówczas w krypcie spoczął po śmierci Franciszek Ksawery Nitosławski.

W 1783 roku klasztor podpadł pod kasatę józefińską. Przez pewien czas mieściła się tu lokalna kapelania, ale wkrótce organy z kościoła zostały przeniesione do kościoła Jezuitów, a w klasztorze, którego część zajmowała szkoła prowadzona przez zakonników, umieszczono sąd i więzienie. Obrazy Najświętszej Maryi Panny i Chrystusa przekazano do sąsiedniego kościoła ormiańskiego (znajdowały się tam do 1922 roku).

Świątynia przestała istnieć w roku 1868 po słynnym „marmoladowym” pożarze (wybuchł od kuchni, w której mieszczka smażyła konfitury). Wypalone ściany świątyni i połowę klasztoru rozebrano. Dziś piętrowa budowla klasztoru trynitarzy, gdzie mieszczą się prywatne biura, znajduje się przy ul. Starozamkowej 2, obok pałacu Potockich. Zachowały się tu sklepione korytarze, a od tyłu – przypory w miejscach zamurowanych okien.


Potrynitarski kościół w Bursztynie, fot. Dmytro Antoniuk

Bursztyn.
 W centrum miasta przy głównej drodze przejazdowej stoi kościół Trójcy Św., pierwotnie należący do trynitarzy. Zakon zaprosił do miasta kasztelan warszawski Paweł Benoit w 1740 roku. Główną misją zakonu, również fundatora, było duszpasterstwo wśród okolicznych katolików. Budowę kościoła i klasztoru ukończono w 1774 roku i całość konsekrował arcybiskup lwowski Wacław Hieronim Sierakowski. Ale już po dziewięciu latach władze austriackie skasowały klasztor. Dopiero wystawione zabudowania klasztorne zostały prawie całkowicie rozebrane. Pozostawiono jedynie część na plebanię dla proboszcza, teraz już kościoła parafialnego.

Za kolejnego władcy Bursztyna Ignacego hrabiego Skarbka, który rozbudował znacznie miasto, fasadę kościoła potrynitarskiego ozdobiono wysoką wieżą. Był to rok 1841. W kościele wówczas było pięć ołtarzy, a jego główną relikwią była figura Jezusa Nazareńskiego w ołtarzu głównym, z którą związane były coroczne odpusty.

W czasie I wojny światowej i tuż po niej świątynia została znacznie uszkodzona przez pożary, ale ją wyremontowano. W 1944 roku UPA zamordowało matkę ostatniego proboszcza ks. Wojciecha Olszowskiego, po czym opuścił on Bursztyn, ale dojeżdżał tu na nabożeństwa. Wkrótce zabroniono mu pełnienia posługi, jednak formalnych przyczyn do zamknięcia świątyni nie było. Wówczas NKWD zmusiło parafian do podpisania listu do władz, że nie mają kosztów na utrzymanie kościoła i przekazują go państwu. W 1951 roku urządzono tu salę sportową, a od 1980 trzymało tu karmę dla ryb lokalne gospodarstwo rybne. Przed przekazaniem zabytku wiernym w 1991 roku w kościele wybuchł pożar, który znacznie uszkodził wieżę. Po zwrocie kościoła nie zachowało się w nim nic z dawnego wyposażenia wnętrza oprócz szkieletu ołtarza głównego. Rozpoczęto remont, podczas którego odkryto XVIII-wieczne freski: w tęczy prezbiterium alegorie wiary, nadziei i miłości, a na kopule – postacie ewangelistów. Najbardziej interesujące i cenne są jednak malowidła przedstawiające „Trynitarzy przed chanem tatarskim” i „Trynitarzy wykupujących niewolników Porty” na chórze. Niestety niefachowa konserwacja mocno uszkodziła postacie ewangelistów.

Niektóre figury z ołtarza głównego jednak się zachowały (strażnik Grobu Pańskiego) i obecnie są przechowywane na plebanii. Zostały zwrócone z cerkwi greckokatolickiej, gdzie przebywały dotychczas. Natomiast cudowna rzeźba Jezusa Nazareńskiego znajduje się obecnie w kościele w Wąsoszu na Śląsku.

Obecnie w bardzo złym stanie po pożarze w 1990 roku jest wieża kościoła. Jej odchylenie od pionu wynosi już kilka centymetrów i nawet pojawiły się znaczne spękania. Jej zawalenie zagraża unikalnym freskom i grozi większymi zniszczeniami. Ustawiono już rusztowania, ale jej konstrukcja wymaga natychmiastowego remontu.


Baniłów Podgórny na Bukowinie.
 W tej miejscowości należy odszukać dziecięcy obóz wypoczynkowy, leżący w zakątku Koszczuja. Niegdyś nosił on nazwę Augustendorf, bowiem w XIX wieku mieszkali tu koloniści z Bawarii. Mieli swój drewniany kościółek, na którego miejscu w 1907 roku trynitarze wybudowali swój klasztor z kościołem pw. św. Marcina. Przypuszczam, że zakonnicy z pewnością nie wykupywali już tu nikogo z niewoli osmańskiej, ale koncentrowali się na swojej działalności oświatowej. Ośrodek wypoczynkowy znajduje się właśnie w dawnym klasztorze trynitarzy, gdzie z pewnością istniała też szkoła. Żadnych widocznych oznak zewnętrznych, jak i dekoracji wewnątrz nie pozostało, oprócz chyba obramowań okiennych. To samo można powiedzieć o kościele, w którym w okresie sowieckim była sala sportowa. Świątynia do dziś przedzielona jest ścianą. Część ołtarzowa została zwrócona wiernym i przywrócono jej pierwotny wygląd. Natomiast na frontonie nad chórem wyrosło już niewielkie drzewko. Trudno kogoś o to oskarżać, bo liczba katolików jest tu niewielka. Wewnątrz można zobaczyć konchy na wodę święconą, również niewielki neogotycki ołtarz z figurą świętego z zakonu trynitarzy.
Dla wymagającego poszukiwacza architektury sakralnej nie ma za wiele do oglądania, ale rozejrzyjcie się wokoło: Karpaty, odetchnijcie wspaniałym górskim powietrzem. I być może droga powrotna nie wyda się tak okropną. Jeszcze dla odważnych: wracać można drogą przez Czeresze i obejrzeć dawny pałac, gdzie teraz mieści się przychodnia psychoneurologiczna. Do niedawna na jego dziedzińcu stały pomniki Lenina i Stalina, przywiezione tu z Czerniowiec. Obecnie przeniesiono je na teren prywatny.


Potrynitarski klasztor w Baniłowie Podgórnym, fot. Dmytro Antoniuk

Kamieniec Podolski.
 Ojcowie trynitarze pojawili się w mieście po wyzwoleniu od Turków w 1699 roku. Pierwotnie zaproponowano im na klasztor meczet turecki obok bramy Polskiej. Niestety po powodzi nie nadawał się on do użytku. Jeden z zakonników miał testament mieszkańca Kamieńca Dominika Chocimirskiego, w którym przekazywał trynitarzom swoje obejście koło mostu zamkowego. Tu braciszkowie osiedli i w 1712 roku wznieśli obok drewniany kościół Trójcy Św. Po 50 latach został on zamieniony na murowaną barokową świątynię, wówczas też dobudowano na zabudowaniach Chocimirskiego piętro i zamieszkało tu czternastu zakonników. Pracami kierował komendant twierdzy kamienieckiej Jan de Witte. Wewnątrz świątynię upiększył freskami Józef Prechtl. Było tu siedem ołtarzy. W głównym ołtarzu umieszczono obraz Chrystusa w więzieniu. Przed wejściem umieszczono schody udekorowane figurami Madonny oraz Jana z Mathy i Feliksa de Valois. Fronton kościoła zdobiły figury żołnierza i więźnia, symbolizujące ratowanie więźniów. W 1907 roku ustawiono ołtarz główny, bowiem poprzedni malowany był na ścianie prezbiterium. Zachował się do dziś.

O kamienieckich trynitarzach nie mamy wiele wiadomości. W informacji Wiktorii Kołesnyk odnalazłem jedynie wzmiankę, że w wieku 11 lat(!) do nowicjatu wstąpił przyszły działacz religijny i pisarz Seweryn Krzyszkowski. Po kasacie zakonu w 1842 roku świątynia pozostawała parafialną do czasów II wojny światowej, kiedy to zniszczono część dachu. Zabudowania klasztorne wykorzystywał wydział mienia komunalnego, później milicja i straż pożarna. Przez pewien czas zamieszkiwał tu przyrodnik i zoolog Gustaw Belke. Budynek został zniszczony prawdopodobnie w okresie komunistycznym.

W latach powojennych do kościoła przeniesiono magazyny Archiwum obwodowego i wstawiono regały ze zbiorami. Prawdopodobnie wówczas zniszczone zostały freski Prechtla. Zachowała się jednak wspaniała sztukateria ołtarzy, która została odrestaurowana po przekazaniu świątyni grekokatolickim redemptorystom. Wówczas cerkiew konsekrowano pw. św. Jozafata. Zakonnicy wstawili ikonostas, który jednak nie przesłania ołtarza głównego. Na pilastrach zachowały się świeczniki, umieszczone na tle sztukaterii w kształcie krzyży i kajdanów. Figury na fasadzie i na schodach szczęśliwie przetrwały okres sowiecki. W latach 70. XX wieku, gdy odnawiano zabytek, architekci Tiupacz i Płamenyćka zaproponowali odtworzenie klasztoru. Ale ich pomysły nie uzyskały poparcia. Do dziś teren klasztoru pozostaje niezabudowany. Leży za dzwonnicą. Po prawej od świątyni jest natomiast uroczy ogródek z fontanną, ławeczkami i strzyżonym trawnikiem.

Dmytro Antoniuk
Tekst ukazał się w nr 13 (305) 17-30 lipca 2018