Młodzież z Niemieża w służbie Miłosierdzia


fot. archiwum organizatorów
Wiemy, że o dobru można dużo mówić, jeszcze więcej myśleć, ale realizować je nie jest łatwo. Młodzież kościoła św. Rafała Kalinowskiego w Niemieżu (rej. wileński) próbuje jednak odpowiedzieć na zaproszenie papieża i stara się przeżyć niezwykły czas Nadzwyczajnego Jubileuszu Miłosierdzia w sposób czynny. A mianowicie orientując się w kierunku służby człowiekowi – „w każdym jego położeniu, w każdej jego chorobie i w każdej jego potrzebie” (Paweł VI).
Główną inspiracją dla młodzieży z Niemieża w tym roku jest jedno z ośmiu błogosławieństw Jezusa: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”. Jest to zarazem hasło tegorocznych Światowych Dni Młodzieży (ŚDM), które odbędą się w Krakowie (Polska). Przy kościele w Niemieżu już od jesieni, co tydzień, prowadzone są przygotowania do tego spotkania Młodego Kościoła.

Spotykamy się i budujemy wspólnotę, byśmy już w lipcu mogli wyruszyć w pielgrzymkę do Krakowa, gdzie razem z młodzieżą z całego świata przejdziemy przez Jubileuszowe Drzwi Święte. Z resztą, nasze przygotowania już są początkiem pielgrzymowania – początkiem drogi, w którą się angażujemy, by otworzyć się na dar Ojcowskiego miłosierdzia i zobowiązać się do okazywania miłosierdzia innym. Młodzież niemieskiego kościoła spotyka się, by rozważać Pismo Święte – czasami dyskutując, innym razem w ciszy – bo to właśnie Żywe Słowo otwiera nas na potrzeby innych. Co więcej, wspólne spotkania pokazują, jak bardzo młodzi ludzie potrzebują rozmowy. I nie chodzi tu o to, że chcą pogadać o sprawach bieżących (bo to łatwo załatwiają na Facebooku). Oni chcą szukać prawdy. Bo nie z każdym powszechnym układem się zgadzają. Ktoś zapyta, czy znajdą tą prawdę w kościele? To się okaże. Na pewno jednak będą uwrażliwieni na to, co przeżywają w sercu. A to już coś. Z okazji Nadzwyczajnego Roku Świętego, członkowie grupy przygotowującej się do ŚDM otrzymali symboliczną kartkę z wypisanymi uczynkami miłosierdzia względem ciała i duszy. Jest to jak gdyby program szkoły dla chrześcijan – ma pokazać, czy żyjemy jak uczniowie Jezusa. Więc każdy – osobno i we wspólnocie – próbuje ten program zrealizować.

Wspólnie spędzany czas owocuje różnymi inicjatywami. Kreatywne spojrzenie na katechizmowe ujęcie uczynków miłości pozwoliło nam dostrzec różne możliwości działania. Na przykład, nie szukaliśmy okazji, by pogrzebać zmarłego, lecz łatwo było znaleźć groby tych, o których inni zapomnieli. Być może uporządkować je, pomodlić się i zapalić znicz na zapomnianych grobach to nie jest wielki uczynek, ale jak mawiała bł. Teresa z Kalkuty: „Rzecz nie w wielkości czynu, ale w wielkości miłości, jaką w najdrobniejszy czyn wkładamy”. W okresie Bożego Narodzenia skupiliśmy się na nakarmieniu głodnych. Natchnieni wzorem bł. Teresy, która wolała pomagać konkretnym osobom, niż organizować masowe akcje, szukaliśmy potrzebujących ludzi w swoim otoczeniu. Tak często jesteśmy gotowi pomagać z daleka, a nie zauważamy kogoś, kto jest tuż przy nas. Tym razem zauważyliśmy. I doświadczyliśmy ogromnej radości dawania. Udało się też przekazać kilka paczek z żywnością dla caritasowej Betanii, gdzie wolontariusze uczą dzielić się miłością, rozdając chleb głodnym. Inną, bardziej wielkopostną, inicjatywą było spotkanie w wileńskim Hospicjum im. bł. ks. Michała Sopoćki. Tak naprawdę, byliśmy trochę zaskoczeni bardzo ciepłym przyjęciem w tej placówce. Koordynator wolontariatu, p. Aušra Toločkaitė, opowiedziała nam o początkach hospicjum i jego codzienności oraz dzieliła się swoim osobistym doświadczeniem w pracy z nieuleczalnie chorymi. Mam ogromną nadzieję, że nasza mała pomoc jednego dnia w domu opieki paliatywnej jakoś zaowocuje osobistymi decyzjami młodych. Z resztą – już owocuje. Od razu po wizycie w swoim kościele rozpoczęliśmy zbiórkę ofiar dla hospicjum. Prosimy od wiernych o datek dla chorych, a w zamian darujemy swoją modlitwę – w każdy piątek, w godzinie miłosierdzia, wspólnie odmawiamy koronkę w intencjach ofiarodawców i oczywiście cierpiących.

Jeszcze jeden uczynek miłości, którym się dzielimy, to przedstawienie o Męce Pańskiej „Sąd nad Jezusem”. Jest ono próbą spojrzenia na drogę krzyżową jako na wydarzenie, które dzieje się też dzisiaj, w naszej codzienności. Realizacja tej idei miała dwa główne cele: wspólna, nieco niezwyczajna, modlitwa oraz ewangelizacja – wyjście do innych, by mówić im o Bożej Miłości, która nie zna granic. Gościliśmy w parafii rudomińskiej (rej. wileński) oraz na parafialnych rekolekcjach w Wilnie: w kościele bł. Jerzego Matulewicza i w kościele p.w. Ducha Świętego. Ciekawe jest przypatrywanie się reakcjom ludzi (w tym – grających młodych aktorów), którzy niby drogę krzyżową tak „doskonale” znają, a jednak odkrywają coś nowego, aktualnego i podobnego do swojej drogi. Być może to jest dobry sposób: wątpiącym dobrze radzić, nieumiejętnych pouczać, strapionych pocieszać, a grzeszących upominać.

Dlaczego o tym wszystkim piszemy? Po pierwsze, papież Franciszek woła, byśmy dawali świadectwo swojej radości z pełnienia uczynków miłosierdzia. Więc dajemy! Chcemy oświadczyć, że można być dobrym – to nie jest trudne. Wystarczy trochę zapomnieć o sobie i bardziej pomyśleć o innych. Nie stawiamy siebie za wzór – bo kto wie, co będzie z naszą dobrą wolą, gdy wrócimy z Krakowa. Ale chyba lepiej coś teraz, niż nic kiedyś. Po drugie, zachęcamy wszystkich, by „skosztowali” uczynków miłosierdzia – jest wiele miejsc, gdzie da się to zrobić. Być może nie spodoba się. Tyle z tym. Ale popróbować warto. Przy okazji warto przypatrzeć się służbie ludzi, dla których dzieła miłosierdzia nie są okazyjną imprezą, ale codziennością. Warto przypatrzeć się ich rękom i oczom – bo w nich coś, a może nawet Ktoś jest. Słowem, „dajmy się Bogu zaskoczyć” (papież Franciszek).

Artur Adam Markiewicz, animator młodzieży w kościele św. Rafała Kalinowskiego w Niemieżu