Siostry Mackojć – pomiędzy liryką a nauką

– Tak naprawdę miało być jedno dziecko i to chłopiec. A przyroda spłatała niespodziankę: dwie dziewczynki – śmieje się Agnieszka, która, choć nieco młodsza, jest wierną kopią swojej siostry Marzeny. Kopią, oczywiście, wyłącznie pod względem fizycznym i to dla niewprawnego oka. Siostry starają się podkreślać, że są zupełnie inne. Wyraziło się to chociażby przy wyborze kierunku studiów – po maturze Marzena ukończyła fizykę, zaś Agnieszka wybrała biologię molekularną.

Wbrew stereotypom

W świecie nauk ścisłych i przyrodniczych, zdominowanym przez mężczyzn, nie jest łatwo odnaleźć się kobiecie. Tymczasem i jedna, i druga siostra zaprzeczają tej zasadzie. W karierze naukowej nie przeszkadza im ani kobieca płeć, ani młody wiek – mają zaledwie 26 lat. Agnieszka i Marzena pochodzą z Nowej Wilejki, uczyły się tutaj w polskiej szkole – najpierw początkowej „Zielone Wzgórze”, potem – Gimnazjum im. J. I. Kraszewskiego. Wychowane w polskich tradycjach, nigdy nie miały problemu z odnalezieniem się w litewskim środowisku. Koledzy na jednym i na drugim kierunku wybrały Agnieszkę i Marzeną, aby były starostami. Teraz ich środowisko pracy jest wielonarodowościowe, zaś prym wiedzie język angielski.

Już na drugim roku wykładowcy zauważyli potencjał sióstr, które od dzieciństwa wyróżniała aktywność i chęć uczestniczenia we wszelkich przedsięwzięciach. Nigdy nie ograniczały się wyłącznie do obowiązkowego programu, cechuje je też działalność społeczna.



Agnieszka (od lewej) i Marzena wiedzą, że z nauką jest jak z wiosłowaniem: skoro tylko zaprzestaniesz pracy,
zaraz spycha cię do tyłu – podejmują się różnych wyzwań

– Pamiętam, gdy podczas studiów znajdowałam rozwiązanie trudnego zadania, to wykładowcy pytali, czy jestem absolwentką liceum. Zaprzeczałam i z dumą odpowiadałam, że jestem po „Kraszewskim” – w rozmowie z „Tygodnikiem” opowiada Marzena. Jej siostra dodaje, że promowanie swojej szkoły sprawiało im wielką przyjemność, ponieważ uczelnie wyższe (w tym wypadku stara Wileńska Alma Mater) zbierają dane o tym, jakie szkoły są potencjalną kuźnią przyszłych talentów.

Czy trudno było Polkom – tym bardziej że zarówno imię jak i nazwisko zdradzają pochodzenie – odnaleźć się wśród Litwinów? Na razie ani Agnieszka, ani Marzena nie mają negatywnych doświadczeń na tym tle. Czasem któryś z profesorów, tłumacząc naukowe zawiłości, zażartował z Polaków, wtedy cała sala milkła i czekała na reakcję Marzeny, niejako na jej przyzwolenie, by wybuchnąć śmiechem… – Żartobliwe sytuacje mnie nie obrażały. Lubimy żartować z różnych narodowości. Gdy zostałam starostą, to koledzy stwierdzili: „No teraz będzie nami rządził Piłsudski”. Tak mnie nazwali – śmieje się Marzena i podkreśla, że profesorowie podczas egzaminów oceniali przede wszystkim wiedzę i kreatywność. Siostry są przekonane, że świat nauki może być i jest ponad jakiekolwiek uprzedzenia.

Bio – mój żywioł

Agnieszka zrobiła licencjat na wydziale nauk przyrodniczych z biologii molekularnej. Jej praca była związana z medycyną, mianowicie dotyczyła molekularnej onkologii.

– Jeszcze przed maturą bardzo imponowała mi medycyna. Niemniej jednak zrozumiałam, że świat medycyny jest bardzo szeroki, to także badania naukowe, których wyniki kiedyś znajdą praktyczne zastosowanie. Szeroko pojęte bio- stało się moim żywiołem – opowiada Agnieszka, która swoją pracę magisterską w Centrum Badań Ludzkiego Genomu u prof. Kęstutisa Sužiedėlisa, poświęciła tematyce onkologicznej. Przedmiotem jej badań był materiał genetyczny i jego predyspozycja do zachorowań nowotworowych. – Badałam zmiany w genach, które są niezależne od warunków dziedzicznych, lecz od wpływu środowiska, odżywiania się, czy też ewolucji – tłumaczy Agnieszka, dodając, że takie badania dają naukowcom odpowiedź, co powoduje, że człowiek choruje na raka, gdy np. w rodzinie i wśród krewnych nie ma przypadków onkologicznych.

Jeszcze w czasie studiów Agnieszka uczestniczyła w konkursach, które otworzyły jej drogę na międzynarodowe konferencje. Na ostatnim roku studiów magisterskich miała nawet propozycję wykładania biochemii hormonów dla studentów medycyny. Jak sama przyznaje, propozycja była kusząca, tym bardziej, że Agnieszka posiada w sobie żyłkę pedagogiczną. Będąc studentką, jeździła do szkół, spotykała się z maturzystami, którym pomagała w wyborze studiów i udzielała im korepetycji.

Jednak zwyciężyło podejście praktyczne. Chciała najpierw zdobyć więcej doświadczenia. Miejscem jej pracy stała się firma „Thermo Fisher Scientific”, której oddział bałtycki znajduje się w Wilnie. Ta amerykańska wielonarodowa firma zajmująca się rozwojem produktów biotechnologicznych jest wiodąca na rynku testowania genetycznego i precyzyjnego wyposażenia laboratoryjnego.

– Przygotowujemy różne materiały, instrumenty i testy na zamówienia naukowców z całego świata. Prowadzimy konsultacje, wspólnie staramy się znaleźć jak najlepsze rozwiązanie, żeby produkt sprostał oczekiwaniom klienta. M.in. przygotowujemy testy dla badań komórek, badamy bakterie, np. ich odporność na antybiotyk, produkujemy odczynniki hematologiczne – wyjaśnia Agnieszka, która w ubiegłym roku otrzymała nominację na najlepszego pracownika wśród trzech oddziałów firmy znajdujących się w Europie. (Pozostałe dwa są w Niemczech i Szkocji). Bierze udział w seminariach i konferencjach organizowanych w różnych krajach Europy. Firma obsługuje klientów w 8 językach – angielskim, polskim, rosyjskim, hiszpańskim, francuskim, holenderskim, włoskim, niemieckim. Pierwsze cztery Agnieszka zna biegle, teraz poznaje podstawy francuskiego, choć motywacją do nauki była nie tylko praca, ale... o tym poniżej. Telefony i listy są z całego świata: Rosji, Kazachstanu, Turkmenistanu, krajów Europy Zachodniej, a nawet Zjednoczonych Emiratów Arabskich czy Republiki Południowej Afryki.

– Kiedy odbieram telefon od klientów, to się uśmiecham, bo wiem, że moje pozytywne nastawienie i optymizm są odczuwalne nawet przez telefon, czy w liście elektronicznym – tłumaczy Agnieszka.

Miejsce pod słońcem fizycznym

– Znalazłam swoje miejsce pod słońcem i cieszę się, że jestem w środowisku, gdzie każdy mnie zrozumie i gdzie mogę się dzielić swoimi przemyśleniami, osiągnięciami, czy też wątpliwościami – opowiada o swojej naukowej drodze Marzena, która studia bakalarskie zrobiła z fizyki stosowanej, a jej magisterka dotyczyła technologii półprzewodnikowych. Doktorat robi z optyki kwantowej. Temat pracy brzmi „Defekty w heksagonalnym azotku boru jako źródła pojedynczych fotonów”. – Po prostu badam diamenty i ich defekty (w strukturze atomu) – wyjaśnia młoda doktorantka, która w tym semestrze rozpoczęła wykłady dla studentów III roku fizyki.

Tym najszczęśliwszym miejscem pod słońcem dla Marzeny jest należące do uczelni Centrum Nauk Fizycznych i Technologii. Tutaj może się skupić nad swoją pracą, tutaj też jest gwiazdą. Jako jedna z nielicznych kobiet i jedyna w swojej ekipie badawczej.

– Centrum zostało powołane w roku 2010 na bazie kilku odrębnych instytutów. Kierownictwo centrum zabiega m. in. o to, żeby ściągnąć na Litwę tych naukowców, którzy opuścili Litwę i zrobili karierę na uczelniach zagranicznych. Jednym z nich jest promotor mojej pracy doktorskiej dr Audrius Alkauskas. Powrócił on na Litwę z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara – opowiada Marzena, którą całkowicie pochłonęła praca naukowa.

Jej grupa badawcza współpracuje z naukowcami w Europie, Ameryce i Australii – prowadzą wspólne badania, spotykają się na konferencjach, szykują prelekcje. – To jest niesamowite wrażenie, gdy ma się możliwość uczestnictwa w zjeździe 10 tys. naukowców. Jest wtedy okazja porozmawiać z profesorami, znanymi z artykułów czy książek – twierdzi Marzena.

Poza tym Marzena jest prezesem stowarzyszenia skupiającego w swych szeregach młodych fizyków „European Physical Society Young Minds Vilnius”, które każdego roku jest współorganizatorem naukowych konferencji „Open Readings”. To dzięki jej staraniom do Wilna przybyły gwiazdy świata nauki, jak laureat Nagrody Nobla, holenderski naukowiec Ben Feringa. Tegoroczną konferencję zaszczyci m.in. profesor z NASA Richard Brice Hoover.

Prelekcja o defektach w atomach została oceniona jako najlepsza podczas VIII Konferencji Młodych Naukowców

Odkąd Marzena pamięta, pociągało ją to, co trudne – lubiła poszukiwać, odnajdywać odpowiedzi na trudne pytania, szukać rozwiązania. – Teraz moim studentom powtarzam, żeby nie bali się poszukiwać, eksperymentować. Błędy też nas czegoś uczą – opowiada Marzena i cieszy się doświadczeniem pracy ze studentami.

Ostatnio udziałem Marzeny stały się aż dwa sukcesy. Jej praca i prelekcja o defektach w atomach została oceniona jako najlepsza podczas VIII Konferencji Młodych Naukowców, zorganizowanej przez Litewską Akademię Nauk. Prace te ocenia także Stowarzyszenie „Infobalt Lietuva”, które dąży do zapewnienia najlepszych warunków dla rozwoju sektora technologii teleinformatycznych, funduje stypendia dla naukowców za najbardziej nowatorskie pomysły. Marzena, jako jedna z trzech osób, otrzymała stypendium za swoją publikację. – Po raz pierwszy praca z fizyki teoretycznej została dostrzeżona i nagrodzona przez fundatorów stypendium. Jest to dobry znak dla naukowców – twierdzi Marzena.

Flirt z nauką

Od pół roku Marzena jest szczęśliwą mężatką. Obok panieńskiego nazwiska dopisała nazwisko po mężu – Sinkevičienė. Jej mężem został Jurgis Sinkevičius, o rok starszy kolega ze studiów, któremu Marzena od początku nauki wpadła w oko. – Swoje studia wykorzystał w nieco inny sposób niż ja: został programistą. Zarabia pieniądze i utrzymuje żonę-naukowca. Zaimponował mi tym, że nie bał się silnych i inteligentnych kobiet. Rozumie moje zamiłowanie, akceptuje je i nie przeszkadza mu ten mój „flirt z nauką” – opowiada Marzena, a śmiejąc się dodaje: – Kiedyś zarzekałam się, że do 30 lat będzie tylko nauka i nawet nie pomyślę o zamążpójściu. Tymczasem życie ułożyło nieco inny plan, gdy między fizykami zadziałała chemia miłości.

Z kolei chłopak Agnieszki jest Francuzem, zapoznali się dzięki pracy w tej samej branży. Żeby być bliżej Agnieszki, przeprowadził się nawet do Polski i uczy się… polskiego. Z kolei Agnieszka poznaje podstawy francuskiego. – Co z nami będzie dalej, czas pokaże. Emmanuel, choć jest Europejczykiem, jednak wychowany w nieco odmiennej niż ja kulturze i tradycjach, więc staramy się znaleźć ten złoty środek, który nas połączy – dzieli się spostrzeżeniami Agnieszka.

Obie siostry, jak to bywa z bliźniaczkami, są bardzo ze sobą związane. Należą do poetyckiego stowarzyszenia „Młoda Awangarda Wileńska”, uczestniczą w przedsięwzięciach środowiska poetyckiego. Na swoim koncie mają też wydane tomiki wierszy. Możliwe, że wrażliwość, która jest domeną poetów, sprawiła, że świata nauki nie postrzegają wyłącznie jako zbiór zasad i teorii. O swoich odkryciach potrafią opowiadać godzinami, zaciekawić i zaintrygować.

Dziewczęta dbają o rodzinne spotkania. I choć Marzena już od pół roku nie mieszka w rodzinnym domu, stale się widują. Szczególny jest dla nich Dzień Babci, kiedy to 21 stycznia Agnieszka obchodzi imieniny. Dlatego dbają o odpowiednią celebrację tego dnia. – Kobiety w naszej rodzinie mają mocne geny, jesteśmy wszystkie do siebie podobne: babcia, mama i my – wnuczki. Seniorka rodu cieszy się z każdych naszych odwiedzin. I choć do końca nie zdaje sobie sprawy, czym się zajmujemy (opowiada, że Marzena liczy gwiazdy, a Agnieszka bada motylki na łące), zawsze podkreśla, że jest z nas dumna – opowiadają siostry.

– Ponieważ nie byłyśmy tym oczekiwanym synem, tato zatroszczył się o nasze „męskie” wychowanie. Oddał nas na zajęcia z karate. Agnieszka pływała i grała w siatkówkę. W tych dziedzinach sportu reprezentowała swój rocznik na studiach – opowiada Marzena.

A na pytanie, jak ludzie je odróżniają, mówią, że z tym bywa różnie. Same też nie stronią od żartów. – Czasem zapraszałam siostrę na wykłady, które interesowały mnie mniej, a ją bardziej. U profesorów liczyła się nie tylko obecność, ale i aktywny udział. Marzena siedziała w pierwszym rzędzie i mogła się wykazać znajomością fizyki, gdy ja „odpoczywałam” w ostatnich ławkach – śmieje się Agnieszka, zaznaczając, że już jej nie dziwi, gdy zupełnie obca osoba podchodzi do niej na ulicy, obejmuje i coś tam opowiada. – Podobnie bywa wtedy, gdy odwiedzam Marzenę u niej w pracy, to ze wszystkimi na korytarzu się witam, gdyż ludzie nie od razu spostrzegą, czy spotkali mnie, czy siostrę – tłumaczy Agnieszka. Dziewczęta nie obrażają się, gdy ktoś je pomyli: w gronie kolegów z klasy, czy bliskich przyjaciół zdarza się to rzadko. – W szkole, wśród kolegów, mogłyśmy pozwolić sobie na pomyłki, bawiły one nas. Gdy w rolę wchodziły sprawy sercowe i któryś chłopak starał się o nasze względy, to miał trudne zadanie, bo pierwszy egzamin, jaki musiał zdać, był właśnie na odróżnianie nas – śmiejąc się opowiadają Agnieszka i Marzena. Takie podobne i tak różne.