Wczoraj, dziś i jutro festiwalu w Mrągowie


Festiwal Kultury Kresowej, fot. ckit.mragowo.pl
"Tygodnik Wileńszyzny", 23-29.08.1012, nr 623
10-12 sierpnia br. w Mrągowie odbył się tradycyjny już 18. Festiwal Kultury Kresowej, pierwotnie zwany Festiwalem Polskiej Kultury Kresowej. Z upływem lat założenia programowe twórców imprezy ulegały nie zawsze korzystnym zmianom.
Festiwal jest nierozerwalnie związany z Towarzystwem Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej. Towarzystwo zostało zawiązane w 1988 r. przez uczonych, o rodowodzie kresowym, Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, z prof. Wilhelminą Iwanowską na czele. W krótkim czasie, w kilkudziesięciu miastach Polski, zaczęły powstawać oddziały. Mrągowo nie pozostało w tyle, powstał oddział, a pierwszym jego prezesem został Ryszard Soroko, a po jego śmierci w 1999 „buławę” prezesa przejęła Aniela Dobielska i mocno ją dzierży po dzień dzisiejszy.

W gronie przyjaciół, z inicjatywy Ryszarda Soroki, w początkach lat 90. zrodził się pomysł zorganizowania Festiwalu, w którym rodacy, od których Ojczyzna odjechała „jałtańskim pociągiem” mogliby przedstawić własne osiągnięcia artystyczne, swoje tęsknoty, przywiązanie do mowy ojczystej i kultywowanie kultury polskiej. Pomysł wsparły władze Mrągowa z burmistrzem Otolią Siemieniec na czele, zyskano poparcie 2 Programu TVP, Senatu RP, Urzędu Marszałkowskiego. Rozpoczęły się żmudne prace organizacyjne, a każda tego typu impreza wymaga pieniędzy, odpowiednich założeń programowych i doboru zespołów, artystów i twórców na najwyższym poziomie. Po intensywnych przygotowaniach w 1995 mógł się odbyć 1. festiwal, jeszcze Polskiej Kultury Kresowej.

Zaciskanie pasa

Organizatorzy pierwszych festiwali nie natrafiali na poważniejsze kłopoty finansowe, choć jak zawsze pieniędzy było za mało. Senat RP hojnie dofinansowywał imprezę, a i TVP nie szczędziła grosza. Z każdym rokiem było jednak coraz trudniej. Jeszcze w 2011 udało się uzyskać dofinansowanie na Festiwal w kwocie 200 tys. zł, ale już w 2012 organizatorom pozostało do dyspozycji zaledwie 116 tys. Niestety, perspektywy nie rysują się różowo. Decyzją Sejmu RP, pieniądze na rzecz Polonii i Polaków za granicą zostały przekazane z Senatu do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Przed 2011 do dyspozycji Senatu, z przeznaczeniem na wsparcie Rodaków poza granicami, było 75, 90 i więcej milionów złotych. W 2012 na cele, o których mowa, pozostało w MSZ 10 milionów, pozostałe kwoty podobno przejęło Ministerstwo Finansów.

Siłą rzeczy w 2012 trzeba było zacisnąć pasa. Do 16 zespołów zmniejszono liczbę uczestników, skrócono do minimum pobyt artystów w Mrągowie, a nawet rozpoczęto koncert galowy o godzinie 17.00, by zaoszczędzić na energii elektrycznej. A co będzie z 19 Festiwalem..? Drzewiej nie brakowało sponsorów, a teraz o darczyńców jest coraz trudniej. Gdzie te czasy, w których uczestnicy wyjeżdżali z Mrągowa z niebagatelnymi nagrodami. Przykładowo, w 2012 Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przekazało na nagrody 10 tys. złotych!

Gorące serca artystów

W pierwszych Festiwalach Polskiej Kultury Kresowej selekcji i kwalifikacji dokonywał sam Ryszard Soroko. Wsiadał do samochodu, objeżdżał ośrodki polskie na Ukrainie, Białorusi, Litwie i Wileńszczyźnie, dobierał zespoły i artystów, prawie wyłącznie Polaków i z polskim repertuarem. Na ogół nie mylił się i poziom artystyczny tych pierwszych imprez był wysoki, ale było i ogromne, patriotyczne zaangażowanie wykonawców, choć ci nie zawsze mieli odpowiednie stroje, ale serca za to gorące. Swoje przywiązanie do Ojczyzny wyrażali w pieśniach i tańcach, w wierszach i rękodziełach. W pamięci utrwalił się wspaniały program „Z dymem pożarów” w wykonaniu zespołu „Wileńszczyzna” kierowanego przez mistrza Jana Mincewicza. Każdy galowy koncert kończył się wspólnym odśpiewaniem „Roty” artystów i widowni, a wszyscy mieli łzy w oczach.

Bez łezki w oku

Z biegiem lat charakter Festiwalu zmieniał się i słowo „Polskiej” wymazano z afisza. Zaczął przeważać program ludowych tańców i wiejskich przyśpiewek. Z pewnością są to ważne elementy kulturowe, ale nie tylko one powinny być przedstawiane. Niżej podpisany określił to zjawisko „cepeliadą”. Akordem końcowym stały się „Sokoły”, też ochoczo śpiewane, ale już bez łezki w oku.

Na scenie amfiteatru pojawiać się zaczęły zespoły, z polskim repertuarem, ale bez znajomości języka polskiego. Warto przecież zaprezentować taki program, który gwarantowałby sceniczny występ w amfiteatrze, a przy okazji i jakąś nagrodę można było zdobyć. Oczywiście, były również zespoły polskie, ale jakby trochę spychane do drugiego szeregu. W ostatnich latach coraz trudniej jest określić jaką narodowość reprezentują wykonawcy. Idea, jaka przeświecała Ryszardowi Soroce, ulega stopniowemu zatarciu.

Brak koordynacji

Przyszłość rysuje się jeszcze gorzej. Padło hasło odnacjonalizowania Festiwalu Kultury Kresowej, na rzecz kultury różnych narodów zamieszkujących Kresy Wschodnie, a więc w jednakowy sposób należy traktować kulturę polską, rosyjską, białoruską, litewską, ukraińską, żydowską, huculską, cygańską i kulturę innych narodów mieszkających na tamtych ziemiach. To nie jest szczęśliwy pomysł. Należy przypuszczać, że w takiej formule Festiwal zostanie zdominowany przez zawodowe lub półzawodowe zespoły litewskie, białoruskie, ukraińskie i rosyjskie, mające bogate wsparcie finansowe „mecenasów” państwowych, a polskie zespoły, bez porównania uboższe finansowo, nie będą w stanie sprostać konkurencji. Najlepszym rozwiązaniem byłoby zorganizowanie dwóch festiwali, jeden kultywujący kulturę polską, a drugi dla pozostałych narodowości z Kresów Wschodnich.

Daje się odczuwać brak koordynacji między organizatorami Festiwalu w Mrągowie, a centrami kultury polskiej na Litwie, Białorusi i Ukrainie. Owe centra nie zawsze przysyłają do Mrągowa takie zespoły, które odpowiadają założeniom programowym i wymaganiom telewizyjnym. Dobór zespołów jest często subiektywny. Niektóre kapele i piosenkarze nie znajdują akceptacji w ośrodkach decyzyjnych. Nie szuka się artystów wyrażających nowoczesne formy wyrazu, a lansuje się muzykę ludową, czyli „cepeliadę”. Koordynacja programowa jest nieodzowna. Rzeczą konieczną jest powołanie rady programowej, w skład, której powinni wchodzić organizatorzy z Mrągowa, kierownicy centrów z Kresów oraz kompetentne osoby spoza Mrągowa związane z Towarzystwem Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej.

Wieczornica – mocnym akordem

18. Festiwal Kultury Kresowej przeszedł do historii. Główne imprezy odbywały się w amfiteatrze, który kosztem 10 mln złotych został prawie od podstaw zbudowany i może pomieścić prawie 5.300 widzów, spełniając wszystkie warunki bezpieczeństwa. Wystrój robi wrażenie, ale te siedziska, trochę przymałe nawet dla widzów o średnich gabarytach.

Przez trzy dni Festiwalu w małym amfiteatrze odbywały się koncerty zespołów i demonstrowano rękodzieła kresowe.

Festiwal rozpoczął się mocnym akordem. Wieczornica poświęcona była wybitnej śpiewaczce operowej, rodem z Landwarowa koło Wilna, Teresie Żylis-Gara. Widzowie mogli zapoznać się z życiem i działalnością artystyczną śpiewaczki. Artystka jest w znakomitej formie, pełna temperamentu ukazała widzom całe bogactwo swojej osobowości.

Koncert galowy odbył się w amfiteatrze nad jez. Czos i trwał prawie pięć godzin, a publiczność, mimo dokuczliwego chłodu (na szczęście nie padał prognozowany deszcz) towarzyszyła wykonawcom aż do ostatnich akordów „Hej, hej sokoły…”.

Subiektywne uwagi

Klimat każdej imprezy tworzą wykonawcy, konferansjerzy, a publiczność dostosowuje się do stworzonej atmosfery. W Mrągowie dobór konferansjerek nie był najszczęśliwszy. Panie Anna Adamowicz, czyli „Ciotka Franukowa” i Anna Popek raczej nie błyszczały. Obowiązkiem prezenterek jest dokładne przedstawienie każdego zespołu, jak również autorów poszczególnych utworów. Widzowie natomiast dowiedzieli się, że mazur tańczony przez „Sto Uśmiechów” pochodzi z „Zemsty”, być może A. Fredry? Błędem było niewyeksponowanie w amfiteatrze Teresy Żylis-Gara; artystka być może poczuła się dotknięta i wyszła w połowie koncertu. Po pierwszej godzinie, kiedy amfiteatr opuściły kamery telewizyjne, obie panie zaczęły popisywać się nie zawsze trafionymi żartami. Taki repertuar godny jest biesiady w przydrożnej karczmie, a nie na imprezie takiej rangi jak Festiwal w Mrągowie.

Oceny poziomu artystycznego zespołów i poszczególnych wykonawców są zawsze subiektywne. Jednym podoba się to, inni wyżej klasyfikują zupełnie co innego. Nam szczególnie podobały się „Młode Liście” z Baru, śpiewaczka Luba Skyba z Żółkwi, „Sto Uśmiechów” z Gimnazjum im. A. Mickiewicza w Wilnie, „Akwarele” z Grodna, kapela „Wesołe Wilno” i oczywiście, bezkonkurencyjna „Wileńszczyzna” pod kierownictwem dr. Jana Mincewicza. Ten ostatni zespół znalazł się w Mrągowie dzięki bojowej postawie Anieli Dobielskiej.

Chodziło o coś innego

18. Festiwal Kultury Kresowej zakończył się w niedzielę wspaniałym koncertem Reprezentacyjnego Zespołu Wojska Polskiego. Artyści w mundurach, w części pierwszej, zaprezentowali chwytający za gardło repertuar patriotyczny, część druga to piosenki rozrywkowe.

Jak rysują się perspektywy tej imprezy? W znacznym stopniu będzie to zależało od finansów, ale czy min. Radosław Sikorski okaże hojność? Tego nie jesteśmy pewni. Drugą sprawą, budzącą wątpliwości, jest propozycja, by „odnacjonalizować” festiwal. Trudno pochwalać ten pomysł, jego realizacja spowoduje zepchnięcie polskich zespołów na dalszy plan, a przecież pomysłodawcom imprezy w Mrągowie chodziło o coś zupełnie innego. Jest jeszcze jedna sprawa, mogąca przesądzić o losach festiwalu w Mrągowie. Współorganizatorem jest Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej. Biologia jest nieubłagana, a czy znajdą się kontynuatorzy szlachetnej idei?