Zginęła cała wioska… Pamięć przywrócona


Na zdjęciu: Rytas Narvydas, fot. Facebook, Samorząd Rejonu Orańskiego
Pirciupie, wieś w rejonie orańskim, mogłyby pozostać niezauważone przez przejeżdżających tą trasą, gdyby nie monumentalny pomnik „Matka”, upamiętniający zagładę wioski, która miała miejsce 80 lat temu. „Kurier Wileński” rozmawia o tych wydarzeniach z Rytasem Narvydasem, kierownikiem działu badań specjalnych Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu Mieszkańców Litwy.




Ilona Lewandowska:
 Kim byli mieszkańcy Pirciupi w czasie wojny? 

Rytas Narvydas: Zwykli, spokojni ludzie, zajmujący się rolnictwem, pszczelarstwem. Jeśli chodzi o skład narodowościowy, byli to przede wszystkim Litwini, choć wieś w okresie międzywojennym znajdowała się w granicach Polski. Dlaczego zginęli? Pretekstem do masakry był atak na konwój niemiecki. Była sobota, 3 czerwca 1944 r., pogoda była chłodna i deszczowa. Rano 13 żołnierzy w ciężarówce i dwóch na motocyklach wyjechało z Ejszyszek do Wilna po żywność. Między godziną 8.30 a 9, około 1,5 km na południe od wsi Pirciupie, konwój wpadł w zasadzkę grupy sowieckich partyzantów. Zginęło 6 Niemców, a 8 dostało się do niewoli, tylko jednemu udało się uciec. Motocyklista-łącznik Karl Heiman został ranny w lewą nogę w wyniku ostrzału, jego kolega pozostał na miejscu zasadzki i prawdopodobnie zginął. Heiman dotarł do punktu łączności w Starych Pirciupiach i zgłosił incydent. Domyślił się, że zostali zaatakowani przez czerwonych partyzantów, ale nie wiedział, jaki konkretnie oddział to zrobił. Odpowiedzią na te wydarzenia była okrutna zemsta…

Decyzję podjął dowódca 16. Pułku SS i Policji płk Walter Titel. Rozkazał on zniszczyć wieś Nowe Pirciupie wraz ze wszystkimi jej mieszkańcami. Egzekucję zorganizowali i wykonali dowódca 3. batalionu, kpt. Schleiker, ze swoim adiutantem, szefem policji por. Wernerem Akermanem. Akcja rozpoczęła się po południu. Bez wyjątku wszyscy mieszkańcy wioski – mężczyźni, kobiety, dzieci – zostali wypędzeni ze swoich domów i skoncentrowani w kilku miejscach, kobiety z dziećmi, mężczyźni osobno. Kilka osób zostało oddzielonych i wywiezionych ze wsi. Niemcy zabrali inwentarz żywy, kury i cenniejsze mienie.

Kpt. Schleiker rozkazał utworzyć dwie grupy egzekucyjne. Jedna rozstrzeliwała kobiety i dzieci, a druga mężczyzn. Strzelano z broni automatycznej, pistoletów, rzucano granaty. Po zakończeniu egzekucji wieś została podpalona. W niektórych miejscach w płonących budynkach słychać było krzyki, więc zdarzało się, że ludzie jeszcze żyli. Płk Titel kazał przekazać list partyzantom z ostrzeżeniem, że ataki się powtórzą, a za każdego zabitego Niemca zostanie zniszczona wieś.

Czy dla partyzantów miało to znaczenie? 

Nie wiem, ale wydaje mi się, że zemsta Niemców musiała wywołać szok. Czegoś takiego po prostu wcześniej nie było. Okrucieństwo było charakterystyczne dla 16. Pułku SS i Policji. To była jednostka, która działała wcześniej w głębi Rosji i tam prowadziła walkę z partyzantką. Wymordowanie wsi w ramach odwetu za atak partyzantów było tam często praktyką. Nie sądzę jednak, że sowieccy partyzanci, niezależnie od tego, jakie były ich relacje z miejscową ludnością, mogli się spodziewać takiej zemsty. 

Jak wiele osób zginęło? 

Niemal wszyscy mieszkańcy wioski… W dniu egzekucji we wsi Nowe Pirciupie mieszkały 152 osoby: 79 kobiet i 73 mężczyzn. Miejscowa ludność składała się z 36 rodzin, 143 osób: 74 kobiet i 69 mężczyzn. 

Liczba ofiar śmiertelnych spośród mieszkańców wyniosła 104, w tym 56 kobiet i 48 mężczyzn. W sumie zginęło 119 osób – 61 kobiet i 58 mężczyzn. Wśród nich 49 to dzieci poniżej 15. roku życia (22 dziewczynki i 27 chłopców). A idąc głębiej – 14 to dzieci poniżej pięciu lat, nie przeżyło też czworo kilkumiesięcznych niemowląt. Najbardziej ucierpiała rodzina Vilkišów – zginęły 24 osoby, mord przeżył tylko jeden starzec.

Jak to się stało, że mieszkańcy wsi zostali powiązani z sowiecką partyzantką? Czy ich wsparcie dla partyzantów było realne? 

Pirciupie nie były pod tym względem wyjątkowe. Oczywiście, jak w każdej wsi były tam osoby, które miały pewne związki z Sowietami. To byli przede wszystkim ci, którzy pełnili jakieś funkcje w czasie pierwszej okupacji sowieckiej, zadeklarowali się jako komsomolcy. Po wejściu Niemców tacy ludzie musieli oczywiście uciekać, często dołączali do sowieckiej partyzantki, gdzie schronienie znajdowali również Żydzi. W tej konkretnej wsi jakiekolwiek związki z sowieckimi partyzantami miało może 10 osób. To naprawdę nie było ani masowe, ani wyjątkowe poparcie. Co więcej, niecałe dwa miesiące wcześniej, w kwietniu, partyzanci zabili całą rodzinę z tej wioski: Vincentasa Jalmokasa, jego żonę Jadvygę i dwie córki – 2- i 4-letnią, gdyż uznali Jalmokasa za sprzymierzeńca Niemców. Dla SS nie miało to jednak znaczenia. Zadecydowało miejsce. To była wieś najbliżej położona od miejsca starcia z partyzantami. Ktoś miał być zamordowany w ramach odwetu… 

O przypadkowości ofiar świadczyć może też to, że razem ze stałymi mieszkańcami zostali zamordowani goście, który w tym czasie odwiedzali swoich krewnych – było to 9 osób – a także Jurgis Kazlauskas, stary rzeźnik, który pojawił się w wiosce już podczas trwania egzekucji, i pięciu postronnych świadków: trzech mężczyzn, którzy przejeżdżali na rowerach, i dwóch chłopców.

Skąd w takim razie mit o czerwonej litewskiej wiosce? 

Ten mit miał dwa źródła. Po pierwsze, był potrzebny sowieckim władzom. Wpisywał się doskonale w narrację wyzwolenia sowieckiej Litwy. Dla Sowietów pamięć o tej zbrodni miała znaczenie przede wszystkim propagandowe. Miała być dowodem na przychylny stosunek litewskiej wsi do sowieckich partyzantów, a co za tym idzie – do Związku Sowieckiego. Drugie źródło było oddolne. W czasie, gdy władza sowiecka nagradzała tych, którzy ją wspierali, po prostu opłacało się mieć w życiorysie związki z sowiecką partyzancką. Nic więc dziwnego, że ludzie chętnie je sobie przypisywali, korzystając z aktualnej koniunktury. Kiedy Związek Sowiecki upadł propagandowa narracja się wyczerpała i, niestety, pamięć o wymordowaniu całej wioski niemal zanikła. 


Na zdjęciu: pomnik „Matka”, Fot. Facebook, Samorząd Rejonu Orańskiego

Wcześniej ten temat był bardzo szeroko obecny. Po II wojnie światowej odbudowano wioskę, a w 1960 r. został zbudowany przez rzeźbiarza G. Jokūbonisa i architekta V. Gabriūnasa pomnik „Matka”, który zresztą w 1963 r. zdobył Nagrodę Leninowską. Od roku 1960 istniało Muzeum Wsi, które po 2000 r. przestało istnieć. Dlatego cieszę się, że w tym roku, w związku z 80. rocznica mordu, udało się zorganizować oficjalne obchody, przypomnieć o okolicznościach zdarzeniach, uczcić ofiary. W wolnej Litwie obchody były też organizowane w 2014 r. Ale w porównaniu z czasami sowieckimi okazały się znacznie skromniejsze.








Na zdjęciu: obchody 80. rocznicy zagłady wsi Pirciupie odbyły się 6 czerwca 2024 r. Wydarzenie zostało zorganizowane przez Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu Mieszkańców Litwy we współpracy z Samorządem Rejonu Orańskiego, Facebook, Samorząd Rejonu Orańskiego 

Wywiad opublikowany w wydaniu magazynowym „Kuriera Wileńskiego” nr 23 (68) 15-21/06/2024