Harcerska Miłość


fot.: freepic.com
Drogi czytelniku, nie wiemy czy lubisz Walentynki, czy nie, ale myślimy, że jest to świetna okazja do tego, by zastanowić się, jak pięknym uczuciem jest miłość. Chcemy Ci przybliżyć trzy historie, które swój początek miały na harcerskiej drodze. Związek Harcerstwa Polskiego na Litwie działa już 28 lat. W tym czasie wśród jego członków miłość rozbłysła dziesiątki razy. Jedne historie zgasły razem z ostatnim obozowym ogniskiem, a inne przyczyniły się do rozpalenia nowych rodzinnych ognisk.
Dziś poznasz trzy pary, które są bardzo różne, ale jednocześnie wszystkie mają wspólny mianownik - krzyż na harcerskim mundurze i harcerskie ideały w duszy. Czasem opowiadane historie były przerywane gromkim śmiechem, czułymi spojrzeniami i dziecięcymi krzykami. Każda para zdradziła kilka swoich tajemnic i podzieliła się swoją wizją miłości z harcerstwem w tle.

Czytajmy, inspirujmy się i nie traćmy wiary, że prawdziwa miłość istnieje.

ELA I WŁADEK

Ela i Władek z dziećmi fot.: Jurek Sargelis/ dział "HD"

Gdzie się poznaliście?
Ela i Władek: Na obozie harcerskim w 2007 roku, przy jeziorze Arinas. Tak naprawdę to wcześniej byliśmy na pielgrzymce w Rzymie, natomiast nie pamiętamy tego, wiemy ze zdjęć. Wtedy nie zwróciliśmy na siebie uwagi, więc spotkanie na obozie można uznać za pierwsze.

Jak wyglądało to Wasze pierwsze spotkanie?
Ela: Władek był kwatermistrzem podobozu chłopców i kucharzem, ja byłam oboźną w podobozie dziewczyn, a kuchnia była po środku. Władek: W ciągu całego obozu gdzieś tam widzieliśmy się od czasu do czasu.

Kuchnia podobno łączy?
Władek: Nie, Elę chyba coś innego przyciągnęło. To było "do serca kobiety przez czystą menażkę" (śmiech). Osobiście tego nie pamiętam, ale Ela zapamiętała, że moja menażka była czysta.
Ela: W porównaniu z innymi druhami (śmiech). Ale tak, to była jedna z tych rzeczy, na którą zwróciłam uwagę. Większość chłopców myje menażki dopiero przed jedzeniem, a u Władka była czysta.
Władek: Do dziś nie wiem, kto mi ją umył (śmiech).

A co jeszcze oprócz czystej menażki Cię we Władku zaciekawiło?
Ela: Gotowość niesienia pomocy, życzliwość, optymizm. I jeszcze - poczucie odpowiedzialności. Pełnił dwie funkcje podczas obozu, a po nocach jeździł do pobliskiej miejscowości i pracował. Nigdy nie pomyślałabym, że podczas obozu tak się da.

Władek, a co Ciebie przyciągnęło w Eli?
Władek: Był jeden taki moment. Spałem. Prawie spałem. Byłem bardzo zmęczony i postanowiłem, że pójdę poleżeć. Ela wyjeżdżała wtedy do Polski na egzaminy wstępne, a ja się leniłem - nie chciało mi się wstawać, aby się pożegnać i udałem, że śpię. Wówczas Ela weszła do namiotu i pogładziła mnie po głowie, myśląc, że śpię. Wtedy poczułem coś takiego... nie wiem jak to nazwać...

Czyli to była nie miłość od pierwszego wejrzenia, ale od pierwszego dotyku?
Władek: Tak (odpowiada, śmiejąc się).

Ela, a w Twoim przypadku to była miłość od pierwszego wejrzenia?
Ela: Hmm, miłość rodzi się, kiedy już znasz tego człowieka, ale na pewno była to fascynacja od pierwszego wejrzenia.

Kto zrobił ten pierwszy krok ku czemuś większemu niż przyjaźń?
Ela: Władek zaprosił na randkę na Walentynki.
Władek: Ale przedtem dużo rozmawialiśmy przez Skype.

Jak szybko zakochanie przekształciło się w miłość?
Ela: W walentynki, rok po pierwszej randce, Władek powiedział, że mnie kocha.

Czyli wasza historia jest bardzo związana z walentynkami. Pierwsze wspólne walentynki - pierwsza randka, drugie wspólne walentynki - wyznanie miłości?
Ela: A trzecie wspólne walentynki to były zaręczyny. Chcę jeszcze dodać, że zdziwiło mnie, ale tak pozytywnie, że nie było od razu wyznań miłosnych, wszystko rozwijało się stopniowo. Bo nie można takich słów wypowiadać pochopnie. To było właśnie takie dojrzałe uczucie.

Jak zmieniło się życie po tym, jak staliście się parą?
Władek: Musiałem nauczyć się lepiej planować czas. Ela mieszkała w Warszawie, więc trzeba było wszystko planować, by móc się zobaczyć.

Jak dlugo przyjaźniliście się na odległość?
Ela: Od 2008 roku do ślubu w 2011 roku. No i po ślubie miałam jeszcze rok studiów.
 
 fot.: Jurek Sargelis - dział "HD"/ZHPnL

Czy motyw harcerski pomógł wam przeżyć te 4 lata na odległość?
Władek: Na pewno tak, dużo wyjazdów harcerskich nam w tym pomagało. Biwaki, wyjazdy do Polski, staraliśmy się jechać razem.

Najbardziej szalone wspólne przeżycie?

Ela do Władka: Zaręczyny?
Władek: Jedne z nich to na pewno zaręczyny. Zaprosiłem Elę na wyjazd do lasu pod namiot - w lutym... Wszystko było zaplanowane, uzgodnione z leśniczym - gdzie ładniej, gdzie lepiej. Czyli tak planowane jak obóz harcerski - dodaje ze śmiechem.
Ela: Same zaręczyny też odbyły się w lesie. Władek poprosił mnie o zabranie "stroju obrzędowego" - sukienki.

Sukienka w lesie... w lutym?! Chyba domyśliłaś się, o co tu chodzi?

Ela: Władek ma szalone pomysły do dzisiaj, więc uznałam to za normalne - śmiejąc się opowiada - tak naprawdę, to niczego się nie domyślałam. Wieczorem przebrałam się w sukienkę, wyszłam z namiotu, a na polanie stoi mnóstwo rozpalonych świeczek i czerwonych róż, Władek w garniturze (to też wielka rzadkość), i dopiero, gdy ukląkł na śniegu, to dotarło do mnie, że to nie jest po prostu wspólnie spędzony wieczór.

Od razu powiedziałaś tak?
Władek: Nie od razu, pomyślała jeszcze, pamiętam - śmiech. Szkoda się jej mnie zrobiło, bo klęczałem na śniegu, więc powiedziała "tak" - żartując, opowiada Władek.

Jakie harcerskie doświadczenia pomagają w życiu rodzinnym?
Ela i Władek: rozpalanie kominka (śmieją się). Mamy w domu kominek i ta umiejętność się nam przydaje.


 fot.: Jurek Sargelis - dział "HD"/ZHPnL

Czy opowiadacie dzieciom o harcerstwie?
Ela i Władek: Opowiadamy. Helenka już była na obozach jako gość i patrzy na to z zainteresowaniem.

Czy harcerskie piosenki nadają się na kołysanki?
Władek wykrzykuje: Taaak! Wiele pasuje, na pewno "Szara lilijka", "Płonie ognisko", "Zielony płomień"...

Czy mąż w mundurze jest bardziej przystojny, a żona jest jeszcze ładniejsza?
Ela: Mój mąż jest zawsze przystojny.
Władek: Ela wówczas wygląda tak patriotycznie.

Czy swoje dzieci wyślecie do zuchów i dlaczego?
Ela i Władek: Chcemy, bo to bardzo rozwija - zaradność, samodzielność, komunikacja, odpowiedzialność.

Jak wygląda definicja miłości w waszej rodzinie?
Władek: Według mnie miłość ma różne etapy - najpierw to coś bardzo romantycznego, później z tego wyrasta szacunek, dojrzałość, docenianie.
Ela: Zgadzam się. Mogę tylko dodać, że później miłość wyrasta również w większą odpowiedzialność - za rodzinę.
 

 fot.: Jurek Sargelis - dział "HD"/ZHPnL
 
Czy znacie jakąś parę, która jest dla Was przykładem? 
Ela i Władek: Dziadkowie. Pomimo wszystko, pomimo wielu spotkanych przez nich trudności, oni nie zrezygnowali z siebie, zostali ze sobą na zawsze.

Czy dzielą się z wami przepisami? 
Ela i Władek: Na pewno dzielą się optymizmem. 

Wasze miłosne porady dla młodszego pokolenia?
Ela: Starać się zrozumieć inną osobę.
Władek: Rozumieć, że nie ma ludzi idealnych.
 

SABINA I PATRYK

 

 fot.: Agata Radulewicz - dział "HD"/ZHPnL
Gdzie się poznaliście?
Patryk: Za górami, za lasami... - śmiejąc się zaczyna historię. Jak niedawno się okazało, są różne wersje, w jakim momencie to nastąpiło, ale według mnie poznaliśmy się jeszcze przed wejściem do autobusu w Warszawie.
Sabina: Ja nie pamiętam, ale wiem, że to było 9 października o 6.00 w 2015 roku. Ale nie wiem, czy to było przed autobusem, czy w autobusie, ale na pewno był to wyjazd harcerski - pielgrzymka do Dachau, a życie tak się złożyło, że jechaliśmy tym samym autobusem.
Patryk: A były dwa do wyboru.
Sabina: Podróż trwała 12h w jedną stronę, więc było dużo czasu do poznania się.
Patryk: Męczyliśmy się razem.
Sabina
: A jak wiemy męczenie się zbliża...

Czy to była miłość od pierwszego wejrzenia?
Sabina: To dopiero stwierdzenie... Znaczy ty na pewno często na mnie patrzyłeś - zwraca się ze śmiechem do Patryka. Było tak, że siedziałam z przodu autobusu, a często klęczałam na siedzeniu, żeby rozmawiać z druhnami siedzącymmi za mną, więc widziałam, jak spoglądał. Na pewno pod koniec naszego wyjazdu chciałam tę osobę poznać bliżej, tego jestem pewna, bo to sobie odnotowałam.
Patryk: W ciągu życia zrozumiałem, że po spojrzeniu na człowieka często można stwierdzić, że wow - bardzo ciekawy, ale zakochać się, nie wiem, trudno mi powiedzieć. Natomiast słuchając jej przez całą tą podróż i obserwując, zrozumiałem, że to faktycznie człowiek, którego warto poznać.
Sabina: O, i ja pamiętam frazę, którą powiedziałam. Sprawdzałem listę osób jadących w autobusie i ktoś mnie spytał o to, jaką pełnię funkcję. Powiedziałam, że jestem przewodniczącą, dodając: "Tak, stawiamy na młodość i kobiecość" i poszłam. Wspomina śmiejąc się.

Kto zrobił ten pierwszy krok ku czemuś większemu niż zwykła znajomość?
Sabina: Ja mogę pokazać palcem - śmieje się delikatnie wskazując na Patryka. Patryk postanowił dać namiar na siebie, wyrwał kartkę z notesu, napisał imię i nazwisko, adres e-mail. Zdziwiło mnie to, że napisał nie na liniach, bo to była kartka w linie, a tak dookoła, tak wbrew zasadom. A on dalej nie miał do mnie namiaru.
Patryk: Tak. I żyłem w takiej przepaści.
Sabina: Jak się okazało, Patryk nie ma Facebooka, więc jak przyjechałam do domu, to mogłam albo wyrzucić kartkę, albo napisać. A to jest trochę to, czego nigdy, nigdy nie robię, ale postanowiłam napisać. Napisałam maila, ale nic więcej, tylko te same dane, co podał mi Patryk. Żebym to nie ja miała ostatecznie decydować.
Patryk: i maila do mnie zaczęłaś od słów: "Wysoki Druhu".
 

 fot.: Agata Radulewicz - dział "HD"/ZHPnL
 
Wymieńcie to, co najbardziej was w sobie zaciekawiło?
Sabina: Kartka z niestandardowym nadpisem i to, że Patryk zagadywał do ludzi. Kiedy widział, że ktoś czyta książkę, to mimo że nie zna tej osoby, to podchodził i pytał, co to za książka. Taka otwartość.
Patryk: Dokładnie to samo. Takie zainteresowanie Sabiny światem i sarkastyczność. Mówienie tak jak jest, ale mówienie tego z takim dystansem, że nie bolało o tym słyszeć.

Jak zmieniło się życie każdego z Was po Waszym spotkaniu?
Sabina: Ja się zmieniłam. Doszłam do wniosku, że w trakcie naszego związku, zaczęłam korzystać z takich słów jak "cudownie" czy "pięknie". Ze względu na to, że twardo stąpam po ziemi i mam takie racjonalne podejście do wszystkiego, bo to studia, bo to funkcja, to nie umiałam tak latać. Nigdy nie korzystałam takich słów, a teraz korzystam, bo Patryk ich używa. No i też rozwijam się.
Patryk: Myślę więcej o domu i o pracy. Dotychczas cały swój wolny czas poświęcałem studiom i poznawaniu ludzi i  świata. Lubiłem to i zabierało to mi sporą ilość czasu. Dzisiaj nie mam już takiego poczucia, że mogę cały wolny czas oddawać tylko na to. Muszę oddzielać pracę od czasu wolnego, bo tylko wtedy druga osoba może się włączyć.

Najbardziej szalone wspólne przeżycie?
Sabina: Zależy, co uważamy za szaleństwo. Może dla kogoś wstanie o 5.00 rano i pójście na poranną mszę świętą może być szaleństwem. Dla mnie szaleństwem jest to, co wymaga najwięcej skupienia, na przykład wspólne uczenie się do sesji letniej, co było szaleńczo trudne, ale daliśmy radę.
Patryk: Albo to, jak raz poszliśmy na spacer wzdłuż torów.
Sabina: Patryk lubi tory i pociągi...
Patryk: ...ale Sabinę najbardziej, dlatego poszedłem za Sabiną, a nie za torami - śmieje się. Szliśmy torami, był już późny wieczór i myślałem, że jeżeli tu właśnie będą jechać te szybkie pociągi Pendolino, to wiedziałem, że masz tylko 20 sekund od usłyszenia pociągu, do momentu kiedy on będzie już w tym miejscu, gdzie stoisz, więc ciągle miałam myśl przed oczami, że robimy najgłupszą rzecz na świecie.
Sabina: ale szedł dalej.
Patryk: Szedłem dzielnie. Faktycznie w pewnym momencie usłyszałem taki ostry dźwięk silnika czy coś takiego, a byliśmy na zakręcie, więc nic nie było widać i pomyślałem, że doczekałem się tego, na co czekałem i szarpnęłam Sabinę. Okazało się, że blisko jechał po prostu samochód.

Czym harcerska para różni się od nieharcerskiej?
Sabina: Tym, że dobrze rozumiemy czym jest harcerstwo i, że mamy też takie harcerskie obowiązki. Oprócz tego myślę, że tematy rozmów. Często rozmawiamy na takie tematy, jak różne kwestie wychowawcze, albo w czym jest różnica między autorytetem a przymusem. Różnimy się również naszym wyborem czasu wolnego. Ciągnie nas do przyrody.

Czy harcerstwo jest romantyczne?
Sabina: Myślę, że tak. Może skupianie się na przykład nie na sobie, a na zachodzie słońca nad jeziorem.
Patryk: ...albo wspólne gotowanie w dużym garze.
Sabina: O, na przykład. Bardzo cenię ten gest, że kiedy Patryk przyjechał do nas na obóz i odszorował wszystkie garnki do połysku. Również uważam, że harcerska romantyczność wykracza poza granice tandetnej romantyczności typu kwiaty, ładne ubrania, makijaż. Wszystko to nie oznacza, że harcerka nie potrafi elegancko wyglądać, bo potrafi, ale na pewno odnajduje się w obu tych płaszczyznach.

Wasze określenie miłości?
Patryk: Kiedyś ktoś już za nas to zrobił i powiedział, że miłość to patrzenie w tym samym kierunku.
Sabina: Patryk też już kiedyś mówił, że miłość to chęć zrozumienia drugiej osoby. Chęć bycia z tą osobą ze świadomością tego, że życie bywa różne i wiele rzeczy może się wydarzyć. Nikt z nas nie jest ideałem i to, że kogoś kochasz, nie znaczy, że on myśli i robi tak samo, jak ty. To taka duża dawka akceptacji.
 

fot.: Agata Radulewicz - dział "HD"/ZHPnL

Wasz przepis na idealny związek?
Patryk: Nie trzeba mieć wszystkiego i nie trzeba być ideałem. Skoro ja jestem szczęśliwy, a ona jest szczęśliwa ze mną, to nie potrzebuję być idealnym.
Sabina: Czyli nie trzeba być idealnym i trzeba być tego świadomym.
Patryk: A także wdzięczność i radość za to, co mamy.
Sabina: Kwestia rozmawiania. Chodzi o to, że często nie mówimy o czymś, co jest dla nas ważne, i myślimy, że ta druga osoba się domyśli. Sami się tym przejmujemy, zamiast ułatwić sobie życie i powiedzieć, co się myśli.

Wasze porady dla młodszego pokolenia?

Sabina: O, ja wiem! Poleciłabym poznawanie siebie i polubienie siebie. Polubienie samotności jest potrzebne po to, żeby nie szukać osoby, która wypełni twoje "ja". Musisz dobrze siebie znać i musisz wnieść do związku pełne "ja", żeby z "ja" i "ja" zrobić "my".
Patryk: Nic mądrzejszego nie wymyślę. Nie wolno żyć z uczuciem, że potrzebuję kogoś innego, żeby czuć się pełnym.

 
 
 
LORETA I ANDRZEJ 
 
 
fot.: Seweryna Kardis - dział "HD"/ZHPnL
 
Gdzie się poznaliście?
Andrzej: Poznaliśmy się w harcerstwie.
Loreta: Uczyliśmy się w jednej szkole, ale najwięcej wspomnień to właśnie mamy z harcerstwem: wspólne wyjazdy, obozy, biwaki.

Loreta, czy pamiętasz kiedy pierwszy raz Andrzej wpadł Ci w oko?
Loreta: Ciekawie, kto komu pierwszy wpadł w oko - wspomina, śmiejąc się.
Andrzej: Loreta wpadła mi w oko pierwsza. Wtedy zacząłem polowanie.

Czy pamiętacie pierwsze myśli o sobie?
Andrzej: Tam jeszcze i myśli żadnych nie było. Loreta była dobrą przyjaciółką mojej koleżanki z klasy. Jakoś one szły korytarzem, rozmawiały, a ja podsłuchałem trochę.
Loreta: Pamiętam, że spytałam przyjaciółkę, czy ona pójdzie dzisiaj na podwórko, ona odpowiada, że może, na co ja zareagowałam słowami: "morze jest głębokie i szerokie". Andrzej te słowa zapamiętał. To była chyba 4. klasa.

A od kiedy jesteście parą?
Loreta: Od 2005, od 11 klasy.

Kto zrobił ten pierwszy krok ku czemuś większemu niż przyjaźń?
Loreta: Andrzej. Zaprosił mnie na imprezę, powiedział, że będzie tam wiele moich koleżanek, a okazało się, że tam większość jego kolegów, a mnie przywiózł jako swoją dziewczynę.

To i była Wasza pierwsza randka?
Andrzej: Randka była następnego dnia po imprezie.

Pamiętacie jak to było?
Andrzej: Wyznałem Lorecie sympatię. Pojechaliśmy na Górę Trzech Krzyży, siedzieliśmy na ławeczce.
Loreta: Jeździliśmy na skuterze. Pamiętam, że jeszcze gdy siedziałam na lekcjach i usłyszałam za oknem dźwięki motoru - zawsze zaglądałam i zauważałam, że Andrzej przyjechał.

Jak szybko zakochanie przekształciło się w miłość?
Loreta i Andrzej: Z latami wszystko stawało się mocniejsze i bardziej zrozumiałe. Nie pamiętamy konkretnej chwili, wszystko z czasem.

fot.: savifoto.lt
 
Jak harcerstwo wpłynęło na kształtowanie się Waszego związku?
Andrzej: Na pewno dawało więcej wspólnych wieczorów.
Loreta: Spędzany wspólnie czas, organizowanie wyjazdów harcerskich, wszystko to nas zbliżało. Na obozach też tyle różnych wybryków było, raczej za sprawą Andrzeja.

Opowiedzcie nam o jakimś wybryku?
Andrzej: Chciałem zwrócić uwagę Lorety na siebie, więc robiłem.
Loreta: A ja nie rozumiałam, co on ode mnie chce - wspomina śmiejąc się.
Andrzej: Była to klasa 6 czy 7, nie pamiętam dokładnie. Ja byłem szczupły, Loreta szczupła, wiec wziąłem jej ubrania, nałożyłem na siebie, wszedłem do rzeczki, a później wyskakiwałem z niej.
Loreta: ostatnie suche ubrania na obozie...
Andrzej: Tam był taki biały sweterek, czerwona kurtka skórzana. To był ostatni dzień na obozie.
Loreta: A ja przyjeżdżam do domu, kapie z tych ubrań, a mama pyta: "To tak lało u was na obozie?".

Jak patrzycie na młodsze harcerskie pary, to co podobnego w nich widzicie?

Loreta: Bieganie jeden za drugim, takie pytania jak: "A chłopcy będą?", "A ich podobóz blisko czy daleko?"

Harcerstwo jest romantyczne?
Loreta: Myślę, że tak. Ogniska to w ogóle największy romantyzm.
Andrzej: Albo pląs "chusteczka".

Najbardziej szalone wspólne przeżycie?
Andrzej: W harecerstwie wszystko szalone - mówi śmiejąc się.

W jakich codziennych rzeczach przydaje się harcerskie doświadczenie?

Loreta: Oj, w wielu. Bardzo widoczne w niektórych cechach charakteru, na pewno wypracowana cierpliwość. Albo kiedy jesteś w nieharcerskim towarzystwie, to kto pali ognisko? Andrzej. Kto robi szaszłyki? Andrzej.
Andrzej: W wychowaniu dzieci. Jako drużynowy, zastępowy też wychowujesz, tylko trochę starszych, a później już swoich.

Opowiadacie synkowi o harcerstwie?
Loreta: Staramy się. Był już jeden raz na obozie i spodobało się mu. Biegał po lesie, do namiotów zabiegał.
 

fot.: Seweryna Kardis - dział "HD"/ZHPnL

Czy Danielek widział rodziców w mundurze?
Loreta: Tatę widział, a na mamę mundurek za mały.
Andrzej: Ale jeszcze nie bardzo rozumie, więc nie zwrócił większej uwagi, że jakoś inaczej byłem ubrany.

Czy puścicie Danielka do zuchów?
Loreta: Na pewno, bo to bardzo wychowuje.
Andrzej: Ja sam poszedłem, a Daniela ukierunkujemy my. My puścimy, a on sam podejmie decyzję.

Czym według was jest miłość?
Loreta: Kiedyś wyglądało, że miłość to randki, kwiaty, a teraz całkiem coś innego: szacunek, wyrozumiałość, wspólne interesy. 
Andrzej: Wspólne dzieci. 

Czy w takim Waszym codziennym obcowaniu pomaga Wam harcerskie doświadczenie, na przykład w kłótniach? 
Andrzej: Wyjść do lasu i przenocować - mówi, żartując,
Loreta: Na pewno harcerstwo też wpłynęło na nasze charaktery, na rozwój, ale do tego też duże znaczenie miała szkoła, rodzina.

Kto w waszej parze jest drużynowym?
Loreta: Andrzej ty kwatermistrz, ja oboźna, a komendant to siedzi na sofie (synek Danielek) - rozdziela funkcje, śmiejąc się.

Przyjaźnicie się z innymi harcerskimi parami i czy odczuwa się różnice między harcerskim a niehrcerskim otoczeniem? 
Loreta: Ja to bardzo odczuwam. Harcerska paczka, może jest taka bardziej szalona. No i komuś w głowie kluby, a u nas las.

Miłosne porady dla młodszego pokolenia?
Andrzej: Przyjaźnijcie się, kochajcie jeden drugiego i na nikogo nie zwracajcie uwagi.
Loreta: Najważniejsze, by dobrze wam ze sobą było. Żeby był między wami szacunek, wyrozumiałość.
Andrzej: I ta iskierka, która zamieni się w goracą miłość.    
 

fot.: Seweryna Kardis - dział "HD"/ZHPnL

 
"W chwili, gdy poczujesz w sercu miłość i doświadczysz jej głębi, odkryjesz, że dla ciebie świat nie jest już taki sam, jaki był do tej pory".
Jiddu Krishnamurti

Kochającym życzymy owocnie pielęgnować swoją miłość, a poszukującym cierpliwości i szeroko otwartych oczu, żeby napotkanej miłości nie przegapić.  

Ciąg dalszy za rok...


Serdecznie dziękujemy parom, za chęć podzielenia się swoją miłosną historią!

 
Autorzy: Kamila Urbanowicz, Seweryna Kardis – dział "HD"/ ZHPnL
 
 
 

Komentarze

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.