Koza jest. Kto będzie kozłem... ofiarnym?


To wielce wymowne zdjęcie (aut. Irzhi Korn) można oglądać na wystawie polskich i rosyjskich artystów w wileńskim DKP, fot. Wilnoteka.lt
Z cyklu PL.LT (1)
Lody ruszyły, panowie przysięgli!, jak mawiał Ostap Bender. Obserwując ostatnio rozmaite reakcje po polskiej i litewskiej stronie najbardziej uderza fakt, że tysiące przeciętnych obywateli dwóch bratnich od wieków narodów nagle spojrzało na siebie z przerażającym zdumieniem, jakby właśnie wyrwano ich z letargu! Co się dzieje??? W ostatnich tygodniach najczęstszym pytaniem, jakie zadawali mi znajomi Litwini z Litwy i Polacy z Polski, było: Nie wierzę już politykom ani mediom, powiedz, o co tak naprawdę chodzi? I jak w dwóch słowach rozsupłać ten żmut pod nazwą "Wileńszczyzna"? Postanowiliśmy więc w nowym roku szkolnym uraczyć naszych czytelników nowym cyklem felietonów "PL.LT". Czyli coś o kimś na styku Polski i Litwy, jednym słowem o Polakach na Litwie. Ostatnio modne są te skróty, zaczerpnięte z dróg, a upowszechnione w Internecie, różne LT.United czy Tożsamość.LT. Piszący o mieszkańcach Wileńszczyzny często dość już mają lawirowania między określeniami "Polak na Litwie" czy "litewski Polak", więc dla uproszczenia - PL.LT i już. Ponadto mamy już do czynienia z nowym zjawiskiem społecznym, kulturalnym i narodowym, jak pokolenie PL.LT - pokolenie młodych Polaków Wileńszczyzny, które wyrosło i ukształtowało się w wolnej Litwie, i często już nie może zrozumieć nawet swoich rodziców lub dziadków, którzy często wciąż hołdują "zakazanej polskości" z czasów ZSRR, i w XXI w. wydają się rozbrajająco anachroniczni... Kiedyś do tego wątku powrócę.
Dziś natomiast przerabiamy "Folwark zwierzęcy", a raczej polsko-litewskie ZOO (oj, przydałby się tu kabaret Wolskiego!). Dialog Wilna z Warszawą osiągnął niebywały poziom merytoryczny - na arenę międzynarodową wkroczyła ...Koza. Zdaniem szefa polskiej dyplomacji nie pasuje ona do europejskiego salonu, Prezydent Najjaśniejszej (kolejny już rodem z Litwy) lepiej zna kozią mentalność i przyznał, że gdzież jej do salonów, ale do wozu też nie przyjdzie (no chyba że to będzie przebojowa Marussia czy inne Porsche). Litwini poznali piękno i moc polskiej mądrości ludowej. A co dalej?

To, co się dzieje ostatnio w stosunkach polsko-litewskich, bardziej przypomina wulkan niż lody. Przez pół wieku był uśpiony, potem zawrzało, dał trochę ognia i dymu w latach 1989-1992, potem znowu na dwie dekady ucichło, ale wszyscy zdawali sobie sprawę, że wulkan jest wciąż groźny. Ta magma wzajemnych uprzedzeń i stereotypów wciąż gdzieś wewnątrz bulgotała i nikomu nie zależało na działaniach prewencyjnych, by zapobiec wreszcie kolejnym erupcjom. Stało się więc to, co musiało się stać: Od prawie roku temperatura tych relacji stale rosła, zimą buchnęły kłęby dymu, wiosną zapachniało spalenizną, nawet lato nie ostudziło tej lawy - no i gruchnęło. Co to? Kolejna kampania polityczna czy bezczelność za miedzą sięgnęła zenitu - padają pytania po obu stronach granicy. A może gospodarka już tak "leży", że tylko jakieś nowe Kosowo pozwoli zatuszować bezradność i nieudolność rządzących?

Litewscy Polacy z ciekawością przyglądają się walce o ich interesy, ale wielu zadaje sobie pytanie: Skoro już jest koza, kto w tej sytuacji zostanie kozłem? Czy aby nie będzie to kozioł ofiarny i czy przypadkiem nie będą nim właśnie oni -PL.LT? Wiosną, gdy rozgorzała walka o fotel mera Wilna, dowiedzieli się sporo o sobie z litewskich mediów: że nie znają języka litewskiego, że są wrogo nastawieni i podejrzanie niepewni (czytaj: nielojalni), że nie chcą się "integrować", a gdy ktoś zapytał o szczegóły tej integracji, natychmiast odsądzono go od czci i wiary. Ok, mieszkańcy Wileńszczyzny są już przyzwyczajeni do podobnych nagonek, ale litewskie społeczeństwo przyjęło to wszystko za dobrą monetę! Znajomy wraca z Kowna i mówi: Słuchaj, tam dzieciaki się bawią w "wojnę" na podwórku i słyszę "Dabar tu būsi lenkas!" (Teraz ty będziesz Polakiem!), na co wskazne dziecię w płacz, za żadne skarby, taka obelga!!! Pamiętam swoje lata szczenięce, też nikt nie chciał być Niemcem, szczególnie po emisji "Czterech pancernych" w TV...

Kampania wrześniowa dla braci-Litwinów musi być szczególnie bolesna. Najpierw z przykrością się dowiedzieli, że w Polsce, gdzie ponoć wciąż cierpią w szponach orła ich rodacy na Sejneńszczyźnie, są litewskie napisy, ba, jak ktoś je zamaluje, to nawet polskie władze to potępiają! Najpewniej to była polska prowokacja - w jedną noc tabliczki postawili, w drugą zamalowali! Potem nagle wyszła na ulice grodu Giedymina lokalna polska "V Kolumna", podjudzana przez różne "awupeele-zetpeele", ale to też nic nowego, bo nasz rząd weźmie ich w garść i zmusi do nauki języka litewskiego. Aż tu nagle spada na kark "dwulicowy" polski premier i chociaż przyznaje, że każdy porządny Polak musi znać język litewski, to już od ołtarza szantażuje: Jak wy naszym rodakom, tak my wam! Że jego minister nie chce pogodzić się z polską okupacją Wilna, to już wiemy, nie darzy Litwy sympatią, ale premier? Wyglądał na takiego swojskiego chłopa... A lider opozycji, brat tak kochanego przez nas Kačinskasa (świeć Panie nad jego duszą!) to już przekroczył wszelkie granice - pojechał na Sejneńszczyznę do naszych cierpiących rodaków  i na tle naszego trójkoloru bronił praw tych spolonizowanych renegatów z Wileńszczyzny! Chcieliśmy nawet ulicę w Wilnie jego nazwiskiem mianować, tylko sami Polacy nie zechcieli, nie wiedzieć czemu, Lechasa uwiecznić po litewsku. Niewdzięcznicy! Jak by tego było mało Kamarauskas, co to tak mile do naszej Dalii zawsze się uśmiechał i w rączkę całował, też dołączył do tego chóru, ba - nazwał nas kozą! Nawet ten Valensa (sic! pisownia oryginalna!), co to już nic wspólnego z Litwą nie ma, tylko o solidarności ciągle gada i rowerem chciał do nas jeździć,spoliczkował nas! Nie przyjął Vytautasa w orderze, którego my mu z całego serca, z okazji 20-lecia naszych nowych stosunków... I czego oni się czepiają - jak tu potem wierzyć, że nie chcą nam znów Wilna zabrać? Że Tomaszewski to nie nowy Żeligowski?

Ta lawina zdecydowanie przekroczyła możliwości percepcyjno-interpretacyjne przeciętnego Litwina. Szczególnie, gdy się uwzględni, że w wielu wciąż żyje polski dualizm - jest Polak prawdziwy, ten z Polski, trochę zbyt emocjonalny, ale w sumie niezły i da się nawet lubić, a jest ten wredny "tutejszy", co to za Polaka się podaje, a gada we wszystkich słowiańskich językach naraz i na pewno nie lubi Litwy, no bo inaczej by się potulnie lituanizował, czyż nie? Aż tu nagle ci kochani "koroniarze", co to przez dwadzieścia lat ze smakiem konsumowali wszystkie cepeliny obietnic i dobrej woli, jakimi ich karmiły litewskie władze, nagle się zbuntowali, zamachali szabelką, ale - co najgorsze - stanęli murem w obronie niby-rodaków, co to im w zasadzie bardziej zawadzają, niż jakiś pożytek przynoszą? Kto by pomyślał... A tak dobrze szło, już zaczynali zapominać o tych swoich "kresach"...

I kto jest winny całej tej chryi? - zastanawiają się Litwini. Z pewnością nie nasze władze, które ostatnio coraz skuteczniej pomagają Słowianom powrócić na łono litewskości. Ktoś coś kiedyś obiecał i nie spełnił? A toż taka robota tych polityków, mało to nasze władze nam, Litwinom, obiecały, a nic nie zrobiły? I nikt z tego powodu na ulice nie wychodzi. Z pewnością winne są wybory w Polsce - każdy teraz rozgrywa kartę PL.LT, więc może darujmy im, wybiorą sobie nowy rząd i nadal będzie po staremu. Ale prezydent? Valensa? Coś jednak nie gra. Winni są jednak ci bezczelni, wsiowi "tutejsi". Żyją sobie jak pączki w maśle wokół stolicy i jeszcze podskakują - daj im napisy po polsku, nazwiska, co byśmy nie mogli przeczytać, zaraz jeszcze o pomnik tego faszysty Piłsudskiego poproszą. Tak, zdecydowanie to ich robota, tych wywrotowców. Jak źle im, to niech się wynoszą do swojej Polski - nie, siedzą tu, jak żywy wyrzut litewskiego sumienia, niezabliźniona rana wielowiekowej polonizacji...

I już nie tylko dzieci na podwórku, ale i panie w urzędach, babcie w trolejbusach, faceci w barach czy błękitne kołnierzyki w skandynawskich bankach (czy są inne na Litwie?) zaczną z nieskrywaną niechęcią, coraz bardziej ostentacyjnie dawać do zrozumienia, co sądzą o współpracownikach, kolegach, interesantach czy nawet przechodniach spod znaku PL.LT... W zasadzie ta niechęć istniała i przez te dwadzieścia lat, i wcześniej, ale sporadycznie. W którym narodzie nie ma szowinistów, niech pierwszy rzuci we mnie kamień. Czy jest szansa, że reakcja będzie odwrotna, że zaczną się zastanawiać, może jednak część winy leży po stronie litewskiej? Z pewnością tak, być może pojawią się i tacy. Jednak pamiętajmy, że najmniejsze propolskie gesty - to w litewskich realiach wciąż "krzyżyk" na polityku lub dziennikarzu. No chyba że we własnym gronie intelektualistów, w końcu stać nas na europejskość...

Litewska koza - tego pojęcia w polskim słowniku frazeologicznym jeszcze nie ma, a tępy upór bardziej się kojarzy z osłem. Mimo to bracia-Litwini poczuli sie urażeni - ktoś im przyprawia brodę i rogi! "Z brodą" to są polskie problemy na Litwie, wciąż te same od dwudziestu lat. W litewskim mniemaniu wydumane i na wyrost. Co gorsza, ktoś twierdzi, że niby to Litwa bez Polski nie poradzi, a tu Wam pokażemy swoje rogi! I chociaż premier Kubilus nie cieszy się wyjątkową miłością własnego ludu, to jednak wizerunek chorążego w tej wyprawie krzyżowej przeciwko polonizacji XXI wieku z pewnością mu się przyda. Dumnie stawi więc czoła polskim naciskom - możecie nam podskoczyć, nawet w Europie, załatwialiśmy sprawy w Moskwie, załatwimy i w Brukseli czy Strasburgu! Nie będzie Polak pluł nam w twarz! Ni dzieci nam...

Taki przeciętny Kaziuk z Pornuszek (moja ulubiona wieś na Wileńszczyźnie! Litwini piszą "Purnuškės", ale na brak poczucia humoru nie ma rady) w tym wszystkim też się już pogubił. Najpierw im ruskie w głowach mącili, potem niby wolność i w starostwach czy samorządach niby swoje, "Poliaki" zasiedli, a jakieś głupie sprawy ciągle się pałętają. Chodzili, prosili - nic, ani w Wilnie, ani w Warszawie. Nu... to i machęnli ręką. Jak się uspokoili, to ci z Wilna, bracia-Litwiny, wzięli się za szkoły. Aha, to zaraz i za kościoły, i za cmentarze się wezmą! Nic z tego! Ruskie zmuszali iść do kołchozu, ziemia zabrali, ale szkoły i kościoła nie ruszyli. To co, teraz Litwiny będą podskakiwać? Najpierw ziemia obiecali oddać i do dziś oddajo, a teraz to że niby ja na własnej ścianie trzech ruskich liter nawet nie moga napisać, wsio trzeba po litewsku? A jaż nawet nie wiem, jak te trzy ruskie litery po ichniejszemu, pewnie dłużej pisać. Dzieciukom trzeba bendzie, to sień nauczo, angielski lepiej by się  przydał...

No i jak tu ktoś taki nie wyjdzie na wiec, gdy jego dzieciom zabierają lekcje angielskiego na rzecz litewskiego, i to w XXI wieku, w Europie?

Tymczasem Patriarcha litewskiego odrodzenia (dziś europoseł) już wszystkich uspokaja i prosi nie reagować na  Polskę starotestamentowo (koza za kozę!). Dość autentycznie wygląda też jego zdziwienie, że polityka obłudy wobec Polski, którą sam stworzył przed dwudziestu laty, raptem zawiodła! Wtóruje więc premierowi, że "opinia Warszawy wobec sytuacji Polaków na Litwie może być nie do końca obiektywna"! Pomóżmy tym warszawiakom poznać prawdę! Naszą prawdę!

Polacy na Litwie już dziesięć-piętnaście lat temu mieli podejrzenie, że są kozłami ofiarnymi na ołtarzu polsko-litewskich stosunków, że przysypano ich popiołem w imię UE i NATO. Popiół ten powoli się rozwiewa i wystająca głowa PL.LT pyta dziś - kto następny? No bo jak warszawskie "silni, zwarci, gotowi" spłynie po raz kolejny po ślepym litewskim murze - wiadomo, kto będzie mógł sobie najwyżej w brodę napluć. A i wileńska trzódka, jeżeli wreszcie przetrze oczy i skoczy po rozum do głowy - jak potem spojrzy w oczy prawdziwym Litwinom, takim z krwi i kości, nie tym "spolonizowanym"? Wizja realnego pojednania zwykłych Polaków i Litwinów znów się oddala. Najbardziej szkoda będzie, jak samotne "beee, beee, beee" nadal będzie się donosiło z okolic Niemenczyna, Solecznik i Podbrodzia... Albo ktoś się wreszcie wkurzy i raz na zawsze utnie ten beczący łeb.

Aby jednak nie kończyć rzeźniczo kwestii "Koza a sprawa polska", mam konkretną propozycję na rzecz polsko-litewskiego zbliżenia. Dotychczas Polacy kojarzyli się Litwinom z Bolkiem i Lolkiem. Proponuję wydać wreszcie po litewsku "Przygody Koziołka Matołka", udostępnić Telewizji Litewskiej polskie kreskówki z tymże Matołkiem, a w ramach finansowanej przez Unię wymiany młodzieży wysłać kilka autokarów litewskich dzieci do Europejskiego Centrum Bajki w Pacanowie!

Żeby kózka nie skakała...

Komentarze

#1 Doroslych do Pornuszek a

Doroslych do Pornuszek a dzieci - do Pacanowa. Bedzie spoko i porzadek.

#2 Gratuluje felietonu! Walenty

Gratuluje felietonu! Walenty na "polonijnego senatora" w RP .

#3 Głupia ta litewska koza, oj

Głupia ta litewska koza, oj głupia, drażni tygrysa.

#4 Wszystkie obrady wszystkich

Wszystkie obrady wszystkich polsko lit. zespołów eksperckich, międzyparlamentarnych ,przenieść do Pacanowa.

#5 super napisane szczególnie

super napisane szczególnie "Najpierw ziemia obiecali oddać i do dziś oddajo"
dokładnie jakbym słyszał swoją rodzinkę z innej wioski na Wileńszczyźnie !

#6 Pane Walenty ,aby nie dac z

Pane Walenty ,aby nie dac z siebie zrobic "kozla ofiarnego " najlepiej samemu zatroszczyc sie o swoje Ile to juz raz inni decydowali o losach ludnosci Wilenszczyzny ? Czas powiedziec " oto jest co my chcemy" Demonstracja 2 wrz.i strajk byly krokiem w slusznym kierunku .

#7 Doskonały tekst panie

Doskonały tekst panie Walenty!

#8 Zacząć się rządzić sobą. I

Zacząć się rządzić sobą.
I litewskie ataki upubliczniać przy każdej najmniejszej okazji. Jeżeli Wileńszczyzna jeszcze naprawdę wam miła. Bo inaczej będzie trzeba ją opuścić. albo upodlić się. Polacy na Lt nie mają nic do stracenia. Walka trwa o zachowanie pryncypiów narodowej , kulturowej i ludzkiej tożsamości.

#9 Brawo!

Brawo!

#10 http://www.rp.pl/artykul/6199

http://www.rp.pl/artykul/61991,714739-Polskie-szkoly-na-Litwie-nie-przet...

Albo asymilacja, albo status obywatela drugiej kategorii. Taki wybór narzucają władze litewskie polskiej młodzieży

Jak zachowują się Arabowie w zachodniej Europie? Lepiej niż Polacy na Litwie. Nie żądają, by nazwy ulic pisać w ich języku. Nie toczą bojów o pisownię nazwisk i w ogóle zachowują się pokorniej, czyli stosowniej. Takie porównanie przeprowadził ostatnio znany polityk litewski Vytautas Landsbergis, któremu wyraźnie umyka fakt, ze Polacy na Litwie nie są imigrantami. Walka o polskie szkolnictwo na Litwie to jedna z odsłon trwającego od dawna konfliktu.
- Wyszło szydło z worka. Minister oświaty wysłał list do każdego rodzica, którego dziecko chodzi do polskiej szkoły.
Miły gest,prawda ? Ale co czytamy w trzecim zdaniu ? Że od dziesięciu lat litewskie partie polityczne miały w swym programie zmianę systemu oświaty. No i wszystko jest jasne – to wola polityczna a nie jakieś względy merytoryczne zadecydowały ,że zmienią się zasady działania szkół polskich – mówi Waldemar Tomaszewski, prezes reprezentującej mniejszość polską Akcji Wyborczej Polaków na Litwie.
Tydzień temu dzieci polskie na Litwie podjęły strajk i nie poszły do szkoły. Tego samego dnia kilka tysięcy Polaków demonstrowało na placu przed Pałacem prezydenckim w Wilnie. Protesty zostały zawieszone, gdy z wizytą na Litwie pojawił się premier Donald Tusk i po rozmowach z premierem Andriusem Kubiliusem oświadczył, że zostanie powołany polsko- litewski zespół ekspertów, którzy mają rozmawiać o spornej ustawie oświatowej. Nie wiadomo , jakie są granice kompromisu, bo premier Kubilius zapowiedział od razu litewskiej opinii publicznej, że Litwa nie ma zamiaru zmieniać ustawy.
- Co będzie sie dalej działo na Litwie ? To wielka niewiadoma. Mamy wrażenie, że odbijamy się od muru.Zebralismy przecież 60 tysięcy podpisów pod protestem przeciw ustawie, zanim jeszcze została uchwalona. Liczba olbrzymia, bo przecież Polaków jest tu 200 tysięcy, a niemowlęta i małe dzieci podpisać się nie umieją. Politycy litewscy zachowali się tak , jakby tych podpisów nie było, choć przekazalismy im petycję – mówi Mirosław Szejbak z Forum Rodziców Szkół Polskich na Litwie, nieformalnej organizacji, która spontanicznie zaczęła się organizować w internecie, gdy do Polaków na Litwie zaczęły docierać wiadomości o przygotowywanych zmianach.
W dobre intencje litewskich władz nikt z Polaków już raczej nie wierzy. Przekaz litewskiego Ministerstwa Oświaty jest czytelny: Polacy powinni bez dyskusji zaakceptować zmiany. Początkowo motywowano je dobrem polskich uczniów – jak oznajmił litewski minister oświaty, chodzi o to , by Polacy doskonalili swoją znajomość litewskiego , bo inaczej nie będą konkurencyjni na rynku pracy i będą skazani na posady kasjerów w supermarkecie i sprzątaczy.
W ostatnich dniach ministerstwo przestało jednak z troską pochylać się nad losem polskiej mniejszości. – publicznie oświadczono, że nie ma obowiązku zdawania matury na nowych zasadach. Jeśli komuś się one nie podobają, można zakończyć edukację w wieku 16 lat , gdy wygasa obowiązek szkolny.
- Czujemy się upokorzeni. Nasi uczniowie mówią otwarcie, że zrozumieli iż są obywatelami drugiej kategorii. Decyduje się o nas ponad naszymi głowami. Jak mam mówić dzieciom o wychowaniu obywatelskim i patriotycznym ?- pyta nauczycielka w jednej z polskich szkół w rejonie wileńskim.
Bylibyśmy wdzięczni, gdyby zmiany polegały na tym, że rozszerza się nauczanie języka litewskiego, ale nie kosztem języka polskiego – mówi dyplomatycznie Adam Błaszkiewicz, dyrektor wilenskiego Gimnazjum im. Jana Pawła II, największej polskiej placówki oświatowej na Litwie. Jak podkreśla, istota zmian jest jednak inna, ogranicza się bowiem liczbę przedmiotów w języku polskim.
- To regres. Litwa szczyciła się, że ma tak doskonały system oświaty dla mniejszości narodowych. Dlaczego teraz go psuje ? – pyta Błaszkiewicz.
Jeszcze nigdy mniejszość polska na Litwie nie czuła się tak zjednoczona, solidarna i zdeterminowana jak teraz.
Każdy z moich rozmówców opowiada mi tę samą historię – w najgorszych latach stalinowskich do Moskwy wybrała się delegacja niedobitków polskiej inteligencji , która nie repatriowała się do Polski. Prosiła , by przywrócić polskie szkolnictwo zlikwidowane przez Litwinów.
- Nie byli pewni nie tylko, czy im się uda , ale czy w ogóle z Moskwy wrócą. To im zawdzięczamy, że mieliśmy polskie szkoły. Jak moglibyśmy z nich teraz rezygnować ? – pyta Waldemar Tomaszewski.

KARIERA DLA SYNA SPRZĄTACZKI

Do szkoły litewskiej w Rudziszkach syn Anny Sobolewskiej miał 200m. do najbliższej szkoły polskiej mieszczącej się w innej miejscowości 30km.
- Nie miałam wątpliwości , jaką decyzję muszę podjąć.Moje dziecko powinno wzrastać w kulturze i tradycji polskiej. To był bardzo świadomy wybór- podkreśla Alina Sobolewska.

Jak mówi , jej sytuacja jest typowa dla Polaków na Wileńszczyznie. Z kolejnymi falami powojennej repatriacji odpłynęła stąd polska inteligencja, zostali głównie chłopi i robotnicy. Awans społeczny mniejszości polskiej zaczął się stosunkowo niedawno, w końcu lat 80.
- Należę do inteligencji polskiej w pierwszym pokoleniu. To właśnie tacy ludzie jak ja oddają swoje dzieci do polskich szkół, są odporni na naciski i argumenty, że niepotrzebnie komplikują sobie życie – mówi Alina Sobolewska.
Tę zależność zna każdy nauczyciel i dyrektor szkoły na Wileńszczyżnie - rodzice słabiej wykształceni chętnie wierzą, że
dla dobra dziecka powinni posłać je do szkoły litewskiej.
- Ty jesteś sprzątaczką , ale Twoje dziecko może zostać adwokatem albo posłem. Zrobi karierę w Wilnie, będzie mieć lepsze życie. Co roku nauczyciele szkół litewskich tak agitują Polaków. Są żywo zainteresowani by mieć uczniów o polskich nazwiskach – dostają za to dodatek w wysokości 40 % pensji – opowiada nauczycielka polskiej szkoły podstawowej.
Często ten przekaz wzmocniony jest dodatkowym argumentem: jesteś sprzątaczką, jest bezrobocie, a w naszej szkole jest właśnie nowy etat sprzątaczki. Oczywiście , jeśli twoje dziecko będzie do nas uczęszczać...
- Jeśli rodzice w czasach radzieckich chodzili do szkoły rosyjskiej, a nie polskiej, to z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że w wolnej Litwie poślą swoje dziecko do szkoły litewskiej. Taki jest trend. Ci ludzie zawsze wolą płynąć z falą. Za każdym razem decyduje argument, że to pomoże w karierze – mówi Adam Błaszkiewicz.
Jak dodaje, nie ma żadnych badań, które by wskazywały, że jest jakaś zależność między wyborem litewskiej szkoły a lepszym radzeniem sobie w życiu zawodowym.
Istnieje za to oczywista i prosta zależność - wybór szkoły dziecka przesądza często o identyfikacji narodowej całej rodziny.
Na wywiadówce w litewskiej szkole rodzice dowiadują się, że
ich dziecko szybciej i lepiej opanowałoby język litewski , gdyby posługiwano się nim także w domu. Sugeruje się ,że powinni rozmawiać w tym języku. Oczywiście dla jego dobra. I rodzice zaczynaja mówić w domu po litewsku. Nawet żle , topornie i z błędami. ale konsekwentnie – mówi jeden z moich rozmówców.
- Następnym krokiem jest dodanie litewskiej końcówki do nazwiska i już jest mniej o jedną polską rodzinę na Litwie.

TO NIE JEST GRA FAIR

Jeśli trwa gra, to nie można zmieniać jej reguł. To jeden z najważniejszych argumentów, jakie wysuwają rodzice polskich uczniów na Litwie krytykujący zmiany w systemie oświaty.
- Starszy syn jest w 11.klasie , za dwa lata będzie zdawał maturę. Oznacza to, że będzie musiał zdawać litewski jako ojczysty, choć do tej pory uczył się go jako języka państwowego.Co mam mu powiedzieć ? Chce być inżynierem , a ja mam mu radzić, by zaniedbał przedmioty ścisłe i wkuwał niuanse lituanistyki ? – denerwuje się Alina Sobolewska. – To zupelnie inna sytuacja niż w przypadku młodszego syna, który chodzi do zerówki. On będzie miał czas , by przestawić się na nowe wymagania.
Jak mówi Sobolewska, która zresztą sama jest nauczycielką, zmiany oznaczają dyskryminację polskiej młodzieży.
Zmuszanie uczniów szkół polskich , by nagle rywalizowali z etnicznymi Litwinami w znajomości litewskiego, nie jest grą fair. – To tak jakby ktoś miał na budowę domu 12 lat , a jego konkurent musiał go wybudować w dwa lata. Kto przegra w tej rywalizacji ? – pyta Sobolewska.
Ta rywalizacja ma bardzo wymierny, praktyczny kontekst. Egzamin maturalny w litewskim systemie jest egzaminem konkursowym, a zdobyte punkty przesądzają o tym , czy uczeń dostanie się na państwowe studia. Państwowe , czyli bezpłatne
- Jeśli zabraknie paru punktów, bo absolwent polskiej szkoły w wypracowaniu powoła się na przykład na siedmiu noblistów, a premiowane jest powołanie się na pisarza litewskiego, to zaprzepaści swoje szanse – mówi Adam Błaszkiewicz. A Polacy na Litwie nie są grupą zamożną. Czesne w wysokości 30 tysięcy litów , czyli około 40 tysięcy złotych , może się okazać dla nich barierą nie do przebycia. I w ten sposób zahamowany zostanie awans cywilizacyjny Polaków na Litwie, którzy w ostatnich latach dystansowali młodzież litewską w statystykach pokazujących , jaki procent uczniów dostaje się na studia.

WIELKA POLSKA ZA PLECAMI

Redakcja jest zasypywana listami uczniów polskich szkół, którzy chcą sie pochwalić na całą Wileńszczyznę, gdzie była ich klasa podczas wakacji. Niektórzy byli nad Bałtykiem, inni w Tatrach albo zwiedzili Kraków – opowiada Robert Mickiewicz, redaktor naczelny „Kuriera Wileńskiego”, jedynej polskiej gazety codziennej. – Listy nie są specjalnie odkrywcze , ale je publikujemy, bo wiemy , jak są ważne nie tylko dla tych dzieci, ale całej mniejszości polskiej.
Wycieczki do Polski są stałym elementem w życiu polskich szkół na Litwie. Każdy dyrektor poczytuje sobie za punkt honoru nawiązanie kontaktów w Polsce i wysłanie tam uczniów.
Trudno przecenić znaczenie tych wyjazdów.
- Nie chodzi tylko o to , że dzieci mają kontakt z żywym współczesnym językiem polskim.
Dociera do nich , że po polsku mówi 40 milionów ludzi. A oni sami są częścią tej wspólnoty i stoi na nimi tradycja dużego, silnego kraju – mówi Mickiewicz. – To bardzo wzmacnia ich narodową identyfikację.
Wsparcie moralne i materialne Polski ma dla mniejszości polskiej fundamentalne znaczenie. Można się zastanawiać , czy wszystkie środki , jakie przeznacza się dla Polaków na Wschodzie, sa wydawane w sposób właściwy i czy trafiają zawsze do adresatów. Jednak nie ulega wątpliwości, że bez płynących na Litwie pieniędzy wiele szkół po prostu nie mogłoby funkcjonować.
- Nie ma wątpliwości, że bez polskiej pomocy i moja szkoła by nie istniała. Nie bylibyśmy w stanie spełnić wymogów stawianych przez władze litewskie dotyczących odpowiedniej sali gimnastycznej, wyposażenia w pomoce dydaktyczne czy nawet kupna specjalnie tłumaczonych dla nas podręczników – przyznaje Alina Sobolewska, administrator Szkoły imienia Andrzeja Stelmachowskiego w Starych Trokach. To twarda rzeczywistość, w której żyją Polacy na Litwie. Szkoły polskie mogą funkcjonować bez wsparcia w rejonach, gdzie większość stanowią Polacy , którzy po wygranych z reguły wyborach obsadzają samorządy i decydują o finansowaniu szkolnictwa. W przeciwnym wypadku, a tak jest w Starych Trokach, gdzie Polacy są mniejszością , tylko wsparcie z RP umożliwia polskiej szkole przetrwanie.

NIECH SIĘ WYNOSZĄ

Elity litewskie przestały się bawić w tolerancję. Rok temu wpływowy polityk partii socjaldemokratycznej Justinas Karosas powiedział publicznie, że jeśli Polakom na Litwie coś się nie podoba, to proszę bardzo, granica jest otwarta. Niech się wynoszą do swojej Polski. Wstrząsające jest to , że nie oburzył się i nie zareagował żaden poważny polityk litewski – mówi jeden z moich rozmowców. – A dla nas to zabrzmiało jak
„Juden raus”.
Kiedy rozmawia się z litewskimi Polakami , uderza, że ustawa o oświacie najbardziej zaskoczyła tych, którzy do tej pory wierzyli, że można być Polakiem i dobrze funkcjonować w środowisku litewskim. Wystarczy porządnie opanować język litewski , być lojalnym obywatelem republiki Litewskiej, a w swojej dziedzinie być, powiedzmy, dwa razy lepszym niż etniczni Litwini. Czasem trzeba zacisnąć zęby i znieść jakieś upokorzenie, ale droga do kariery stoi otworem.
Kariery w pewien sposób ograniczonej, bo trudno oczywiście sobie wyobrazić, by Polak przyznający się do polskości był na Litwie ministrem, ale niższe szczeble w administracji wydawały się osiągalne.
Dzisiaj ta grupa najlepiej funkcjonujących w spoleczeństwie litewskim Polaków, którzy od razu na początku poparli litewska niepodległość, jest najbardziej rozgoryczona i wyciąga wnioski z zaostrzajacego się kursu wobec mniejszości polskiej.
- Moje dzieci nie mają przyszłości w tym kraju. Jeśli oczywiście chcą być Polakami. Wybór jest oczywisty: albo maja się zasymilować , albo będą traktowani jak obywatele drugiej kategorii. Których najchętniej by deportowano, ale Europa się przecież nie zgodzi – mówi , zastrzegając anonimowość, mój rozmówca. – To krach wszystkiego, w co wierzyłem. Dziś wiem ,że Polak na Litwie jest traktowany przez państwo jak anomalia, którą trzeba naprawić, by stał się prawdziwym Litwinem.

#11 " i już jest mniej o jedną

" i już jest mniej o jedną polską rodzinę na Litwie." polacy ksau powiedzhiecz zhe nie traktuje liudzhi jako liudzhi. I czluowiek niema prawa do wyboru. To jest obzhydliwe. Litwa stwozhyla nailepsze warunki polskeii oszwiaty na szwieczie i tile oczernujoncai propogandy leczy jej strone.

#12 Do Dar-Karta :Litva nie

Do Dar-Karta :Litva nie stworzyła żadnych warunków , Litva je odziedziczyła po ZSRR. Litva te warunki systematycznie ogranicza i prowadzi politykę asymilacji mniejszości narodowych

#13 Dur Karta - mącicielu

Dur Karta - mącicielu bolszewicko- nacjonalistyczny- nieczego Pan nie kumasz , nie kumałeś i kumać Pan nie bedziesz

#14 Żeligowski " Litva te warunki

Żeligowski " Litva te warunki systematycznie ogranicza " pszestanczie klamacz. Pszy sowietuv niebylo tak zhe na polskim jendzyku od pszeskole do uniwersitetu.

#15 Bowbli czasami wasze polsty

Bowbli czasami wasze polsty dlenmie sau podobne do marszu. "Marsz marsz....papara papara...nacionaliszczi faszyszczi...papara papara... szowiniszczi bolszewicy....papara papara" . Wy Bowbli czasami nie jesteszczie muzikiem?

#16 Dar Karta :Powstał jeden

Dar Karta :Powstał jeden uniwersytet , zniknęło kilkadziesiąt szkół...

Sposób wyświetlania komentarzy

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zachowaj ustawienia", by wprowadzić zmiany.

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.