Major Łupaszko. Żołnierz wyklęty? *
Piotr Magiera, 13 lutego 2010, 11:04

"... Nie jesteśmy żadną bandą, tak jak nas nazywają zdrajcy i wyrodni synowie naszej ojczyzny. My jesteśmy z miast i wiosek polskich [...] My chcemy, by Polska była rządzona przez Polaków oddanych sprawie i wybranych przez cały Naród, a ludzi takich mamy, którzy i słowa głośno nie mogą powiedzieć, bo UB wraz z kliką oficerów sowieckich czuwa. Dlatego też wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków domagających się wolności i sprawiedliwości."
Niewiele osób zdaję sobie sprawę, kim tak naprawdę był major Łupaszko, nazywany przez niektórych żołnierzem wyklętym. Do dziś trwa spór, czy rzeczywiście działalność Łupaszki w Okręgu Wileńskim AK była aktem bezgranicznego patriotyzmu, czy może heroicznej brawury połączonej z okrucieństwem. To Zygmunt Edward Szendzielarz, ps. ”Łupaszko”, ur. 12 marca 1910 r. w Stryju, w rodzinie Karola Szendzielarza, urzędnika kolejowego, i Eufrozyny z Osieckich. Początkowo pobierał nauki w gimnazjum we Lwowie, a następnie w Stryju. Od zawsze interesował się hippiką i to właśnie z kawalerią postanowił związać swe losy. Podjął decyzję o kontynuowaniu nauki jako słuchacz Kursu Unitarnego w Szkole Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej, a następnie w Szkole Podchorążych Kawalerii w Grudziądzu (od 1 października 1932 do 5 sierpnia 1934 r.). W tymże roku prezydent RP promował Zygmunta Szendzielarza na stopień podporucznika. Po tym awansie został skierowany do 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich, gdzie objął stanowisko dowódcy plutonu. Przez cały okres służby wojskowej por. Szendzielarz brał udział w licznych zawodach jeździeckich, zajmując wysokie miejsca na podium.
W styczniu 1939 r. ożenił się z Anną Swolkień (ich córka Barbara przyszła na świat 16 listopada 1939 r.). Podczas kampanii wrześniowej zajmował stanowisko dowódcy 2. szwadronu w 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich wchodzącego w skład Wileńskiej Brygady Kawalerii. Po licznych walkach i rozbiciu Wileńskiej Brygady Kawalerii, oddziały te,podążając w kierunku granicy węgierskiej, dołączyły do Nowogródzkiej Brygady Kawalerii. Jednakże wobec przeważających sił niemieckich i sowieckich gen. Anders postanowił rozwiązać swoje oddziały i wydał rozkaz przebijania się małymi grupami na Węgry. Porucznik Szendzielarz najprawdopodobniej dostał się wówczas do niewoli niemieckiej, z której wkrótce uciekł, kierując się do Lwowa. Nieudana próba przedostania się do Francji wymusiła na nim przyjazd do Wilna, gdzie czynnie włączył się w działalność konspiracyjną w ramach struktur ZWZ-AK. Przyjął pseudonim „Łupaszko” na cześć słynnego kawalerzysty z okresu wojny polsko-bolszewickiej Jerzego Dąbrowskiego, zamordowanego w 1940 r. Można przypuszczać, że por. Szendzielarz od września 1940 r. stanął na czele sformowanego szwadronu wchodzącego w skład Wileńskiego Pułku Ułanów Śmierci.
Od początku 1942 r. do sierpnia 1943 r. przebywał w majątku rodzinnym swojej żony w Szajkunach, poczym całkowicie poświęcił się działalności konspiracyjnej. Pod koniec sierpnia 1943 r. Komenda Okręgu Wileńskiego AK oddelegowała go na dowódcę do pierwszego oddziału partyzanckiego Armii Krajowej na Wileńszczyźnie pod wcześniejszą komendą ppor. Antoniego Burzyńskiego ps. "Kmicic”. Na przełomie września i października 1943 r. oddział por. Szendzielarza liczył już około 100 członków. Przyjął on nazwę 5 Wileńskiej Brygady AK, zwanej też nieoficjalnie "Brygadą Śmierci". Terenem operacyjnym grupy był odcinek północno-wschodni okręgu. Brygada prowadziła walki zarówno z Niemcami i ich litewskimi sojusznikami, jak również z partyzantką sowiecką. W kwietniu 1944 r. Szendzielarz został aresztowany przez Litwinów i przekazany Niemcom, którzy wypuścili go na wolność, okazując „gest dobrej woli”. Liczyli w ten sposób na nawiązanie współpracy w walce z Sowietami. W czasie przygotowań do akcji Ostra Brama Łupaszko awansował do stopnia rotmistrza. Oddział Szendzielarza nie brał udziału w wyzwalaniu Wilna - w tym czasie był się na innym terenie operacyjnym. W celu zmylenia przeciwnika Łupaszko zmuszony był także do zmiany nazwy oddziału na „Brygadę Warszawską” oraz przyjęcia nowego pseudonimu „Żelazny”. Pod koniec lipca 1944 r. brygada, manewrując między oddziałami niemieckimi i sowieckimi, przedostała się w lasy Puszczy Grodzieńskiej. Tam otoczona została przez Sowietów. Rotmistrz Szendzielarz rozkazał rozformować oddział, a żołnierzom wydał polecenie powrotu do domu lub przebijania się małymi grupami na zachód, w stronę Lasów Augustowskich. Większość oficerów z dowódcą na czele wybrała wariant drugi. Formalne rozwiązanie 5 Wileńskiej Brygady AK nastąpiło 23 lipca 1944 r. w okolicy wsi Porzecze (Puszcza Grodzieńska).

(od lewej: ppor. Henryk Wieliczko ''Lufa'', por. Marian Pluciński ''Mścisław'',
mjr Zygmunt Szendzielarz ''Łupaszko'', plut. Jerzy Lejkowski ''Szpagat'',
ppor. Zdzisław Badocha ''Żelazny". Podlasie, Białostockie 1945 r.)
mjr Zygmunt Szendzielarz ''Łupaszko'', plut. Jerzy Lejkowski ''Szpagat'',
ppor. Zdzisław Badocha ''Żelazny". Podlasie, Białostockie 1945 r.)
We wrześniu 1944 r. Łupaszko wraz ze swoimi żołnierzami podporządkował się komendantowi Okręgu Białostockiego AK ppłk. Władysławowi Liniarskiemu ps. "Mścisław". Po dwumiesięcznej działalności awansowano go do stopnia majora. Prowadził ze swoimi podkomendnymi regularną walkę przeciwko Armii Czerwonej, rozbijał komunistyczne oddziały partyzanckie i posterunki MO. Wrzesień 1945 r. był dla majora trudnym momentem, gdyż zmuszony został do rozformowania swojego oddziału. Podjął jednak decyzję o dalszej walce. Kolejne trzy lata przyniosły próby formowania następnych formacji bojowych, czego konsekwencją było aresztowanie mjr Szendzielarza w Osielcu pod Jordanowem (1948 r.). W październiku 1950 r. rozpoczął się proces byłych członków Okręgu Wileńskiego AK, a 2 listopada 1950 r. Szendzielarz został skazany przez sędziego Mieczysława Widaja na wielokrotną karę śmierci. Wyrok wykonano 8 lutego 1951 r. w więzieniu na Mokotowie.
Białostocczyzna. Ostatnia koncentracja V Brygady Wileńskiej. 7 września 1945 r.
Historycy do tej pory spierają się co do jednoznacznej oceny postaci i działalności Zygmunta Szendzielarza, nazywając go żołnierzem wyklętym. Niezaprzeczalnym faktem pozostaje jednak, iż Łupaszko jako dowódca nie zawiódł swoich żołnierzy, ukazując się im jako niezłomny, konsekwentny i jako patriota dozgonnie miłujący ojczyznę. Za swą nieugiętą walkę zapłacił najwyższą cenę – własne życie.
Cześć Jego pamięci.
Cześć Jego pamięci.
Piotr Magiera








Komentarze
#1 Gloria victis. Vae victors.
Gloria victis. Vae victors.
#2 Poprawniej - Vae Victores.
Poprawniej - Vae Victores.
#3 morderca to morderca,
morderca to morderca, nieważne jakie miał motywy.
#4 Prawdziwy Bohater kto myśli
Prawdziwy Bohater kto myśli inaczej ten komunista albo litwin
#5 [URL=http://imageshack.us/pho
[URL=http://imageshack.us/photo/my-images/607/8219512bupaszko.jpg/][IMG]http://img607.imageshack.us/img607/1345/8219512bupaszko.jpg[/IMG][/URL]
#6 W Środzie Ślaskiej pod
W Środzie Ślaskiej pod pomnikiem Żołnierzom Polskim 1 MARCA położono wiązankę biało- czerwonych kwiatów z okazji święta Żołnierzy Wyklętych.Chwała bohaterom
#7 W Środzie Ślaskiej pod
W Środzie Ślaskiej pod pomnikiem Żołnierzom Polskim 1 MARCA położono wiązankę biało- czerwonych kwiatów z okazji święta Żołnierzy Wyklętych.Chwała bohaterom
#8 Dla Pani Lidii Lwow - z
Dla Pani Lidii Lwow - z okazji święta Żołnierzy Wyklętych proszę przyjąć życzenia wszelkiej pomyślności i dużo zdrowia
#9 Chwała bohaterom. Wszyscy
Chwała bohaterom.
Wszyscy Polacy 1-go Marca obchodzą Dzień Żołnierzy Wyklętycvh.To jedno z najważniejszych świąt narodowych w roku. Ulice miast i prywatne budynki ozdobione są białoczerwonymi flagami.
#10 Rozbrojenie posterunku
Rozbrojenie posterunku Milicji Obywatelskiej w Kazimierzu Dolnym w dniu 19 maja 1945 roku
Dodane przez wachmistrz_Soroka
Opublikowano: Środa, 07 marca 2012 o godz. 18:06:14
Podczas nieobecności naszego oddziału na Lubelszczyźnie, mocno rozzuchwaliły się posterunki Milicji Obywatelskiej, a szczególnie w Kazimierzu Dolnym, i Urzędy Bezpieczeństwa, w tym w Puławach. Aresztowano wielu ludzi. Wszystkich bito i torturowano. Niektórych zamordowano, obrabowywano doszczętnie domy osób aresztowanych, oraz zabierano inwentarz, żywy i martwy, z gospodarstw rolnych. Mimo kilkukrotnych ostrzeżeń milicja i UB nie zmieniły taktyki. „Zapora” wrócił zza Sanu niespodziewanie...
Czy podoba Ci się ten materiał?
Opodatkuj się!
W miesiącu styczeń otrzymaliśmy od Was 1 408,00 zł, potrzebujemy zaś na dalsze funkcjonowanie 20 000,00 zł.
Zebraliśmy więc tylko 7,04% wymaganych pieniędzy na nasze dalsze funkcjonowanie.
Wsparłeś już nas w tym miesiącu?
Akcja w Kazimierzu Dolnym jest przykładem walk, jakie miały miejsce po wkroczeniu wojsk sowieckich, w lipcu 1944 roku, na Lubelszczyznę. Władzę w Polsce przejęli agenci sowieccy, członkowie przedwojennej Komunistycznej Partii Polski oraz utworzonej w czasie okupacji Polskiej Partii Robotniczej. Podjęli się oni wykonania zadań, zaprogramowanych przez Stalina, w zakresie zniszczenia wszelkiej opozycji w kraju. Nadzór nad realizacją tych zadań sprawowali wyżsi oficerowie N.K.W.D., poprzydzielani do wszystkich powiatowych komend Milicji Obywatelskiej i Urzędu Bezpieczeństwa. Komuniści, przy wsparciu sowieckich bagnetów, zaczęli przejmować władzę. Rozbrajając akowców, nie dopuszczali, aby ci szli z pomocą walczącej Warszawie, a w sierpniu 1944 roku nastąpiły pierwsze aresztowania żołnierzy Armii Krajowej z oddziałów i placówek, przymusowe wcielenia do Ludowego Wojska Polskiego oraz wywózki na Sybir. Potworzono obozy dla akowców, w których wojskowe sądy sowiecko–polskie wydawały liczne wyroki śmierci, wykonywane po nieludzkich torturach w śledztwie. Rodziny prześladowanych akowców były obrabowywane z całego dorobku życia, a przy tym więziono, a nawet skrytobójczo mordowano niektórych członków tych rodzin. Wielu akowców zaczęło się ukrywać, wierząc jeszcze, że zaistniała sytuacja jest jakimś nieporozumieniem i wkrótce ulegnie wyjaśnieniu. Ukrywać się nie było łatwo, gdyż teren od Buga do Wisły zajęty był przez wojska sowieckie i polskie. Z chwilą ruszenia ofensywy na Wiśle, która spowodowała ruch wojsk, sytuacja nieco się poprawiła. Zmniejszyło się zagrożenie ze strony wojska, ale rozbudowane w międzyczasie posterunki Milicji Obywatelskiej i Urzędu Bezpieczeństwa skutecznie wyłapywały kryjących się akowców. Zrozumieliśmy, że nie przeżyjemy, kryjąc się pojedynczo lub tylko po dwóch lub trzech ludzi. Utworzyły się więc trzy większe grupki, dowodzone przez Jerzego Pawełczaka ps. „Jur”, Jana Szaliłowa ps. „Renek” i Aleksandra Sochalskiego ps. „Duch”, u którego znaleźli schronienie chłopcy z Kazimierza Dolnego i okolic, między innymi Stanisław Rusek ps. „Tęcza” z Rzeczycy, Stanisław Sygnowski ps. „Cichy” z Zaborza i Mieczysław Jeżewski ps. „Pszczółka” z Kazimierza Dolnego. Grupki te, w styczniu 1945 roku, połączył w jeden oddział Hieronim Dekutowski ps. „Zapora” i objął nad nim dowództwo. Głównym zadaniem oddziału było przetrwanie, bez prowadzenia akcji zbrojnych. Jednak, gdy ubek, Żyd Abram Tauber, zastrzelił w Chodlu czterech akowców, 5 lutego 1945 roku zburzono posterunek Milicji Obywatelskiej. W odwecie Sowieci i wojsko ludowe, w dużej sile, zaatakowali, 7 lutego 1945 roku, o świcie, oddział na Wałach (w Wólce Kępskiej), gdzie zginął „Pszczółka”, a „Zapora” i zastępca Komendanta, Stanisław Wnuk ps. „Opal”, zostali ranni. Oddział podzielono znów na trzy grupy, kryjące się, przed Milicją Obywatelską, Urzędem Bezpieczeństwa i licznymi donosicielami, do kwietnia 1945 roku, po czym „Zapora” wyprowadził je za San. Podczas nieobecności oddziału na Lubelszczyźnie, mocno rozzuchwaliły się posterunki Milicji Obywatelskiej, a szczególnie w Kazimierzu Dolnym, i Urzędy Bezpieczeństwa, w tym w Puławach. Aresztowano wielu ludzi. Wszystkich bito i torturowano. Niektórych zamordowano, jak na przykład ojca „Tęczy” – Ruska – bez śladu miejsca pochówku. Obrabowywano doszczętnie domy osób aresztowanych, oraz zabierano inwentarz, żywy i martwy, z gospodarstw rolnych. Mimo kilkakrotnych ostrzeżeń ze strony upoważnionych do tego przez Mariana Bernaciaka ps. „Orlik” i „Zaporę” ludzi, milicja z Kazimierza Dolnego i Urząd Bezpieczeństwa z Puław nie zmieniły taktyki. „Zapora” wrócił zza Sanu niespodziewanie, dwoma Studebeckerami, zabranymi Sowietom. Jeden przydzielił Romanowi Sochalowi ps. „Jurand”, który dołączył do „Zapory” z pięćdziesięcioma elewami szkoły oficerskiej w Łodzi. Drugim wozem, z grupą około czterdziestu partyzantów, wjechał na rynek kazimierski 19 maja 1945 roku. Jedna drużyna ubezpieczyła akcję od strony Opola, druga od strony Puław. Reszta oddziału, na czele z „Zaporą”, zaatakowała posterunek Milicji Obywatelskiej. Wyznaczeni partyzanci odcięli połączenia telefoniczne, następnie wpadli do magistratu i wylegitymowali, obecnych w tym urzędzie, cywilów i wojskowych. Tyle lat po tamtych wydarzeniach, trudno jest odtworzyć ich właściwy przebieg. W każdym bądź razie zdobycie posterunku odbyło się przy bezpośrednim udziale Komendanta, który, zamocowanym na tyczce ładunkiem wybuchowym z angielskiego plastyku, zszokował ukrytych na piętrze budynku milicjantów, a w tym czasie sekcja minerów dokonała ataku na drzwi wejściowe, obrzucając je gamonami i wdzierając się do środka. Prawie równocześnie, na ubezpieczenie od strony Puław, nadjechała bryczka, z 4–5 ubekami, i wojskowy samochód sowiecki, tylko z kierowcą, a w dali pokazały się podwody konne, wiozące cały oddział wojskowych. Samochód i bryczka zostały ostrzelane z dwóch ręcznych karabinów maszynowych. Kierowca samochodu zginął na miejscu, podobnie jak dwóch ubeków z bryczki. Pozostali zaczęli zeskakiwać z pojazdu, ostrzeliwać się i uciekać poprzez pobliskie ogrody w kierunku Wisły. Wszyscy zostali zlikwidowani podczas ucieczki, ogniem z pistoletów maszynowych. Sznur wozów konnych, z wojskowymi, którzy widzieli, jaki los spotkał ich przednie ubezpieczenie, zawrócił szybko w stronę Puław. Z kolei żołnierzom, ubezpieczającym oddział od strony Opola, ukazał się, pędzący w ich kierunku z dużą szybkością, sowiecki samochód wojskowy. Dali mu znak do zatrzymania się, a gdy nie zareagował otworzyli ogień. Po krótkiej serii ręczny karabin maszynowy zaciął się, samochód przemknął przez rynek, obok zdobywanego posterunku, i, kierując się na Puławy, byłby stratował od tyłu stanowiska ogniowe ubezpieczenia, które ostrzeliwały bryczkę. Kierowca samochodu, na ostrym zakręcie, wpadł jednak na drzewo, raniąc siebie i rozbijając samochód. Oświadczył później, w czasie przesłuchania przez Urząd Bezpieczeństwa i N.K.W.D., że akcję na posterunek Milicji Obywatelskiej przeprowadziła partyzancka grupa, bez udziału mieszkańców Kazimierza Dolnego. To uratowało miasto od pacyfikacji. Po skończonej walce oddział zebrał się na rynku. „Zapora” podziękował wszystkim żołnierzom za bojowe zachowanie się podczas akcji, oraz wyróżnił, za szczególną zasługę w ochronie akcji, żołnierzy, którzy ubezpieczali oddział od strony Puław. Następnie wyruszyliśmy, w szyku ubezpieczonym, w kierunku Dołów pod Wylągami. Zabraliśmy ze sobą dwóch milicjantów z posterunku, oraz jednego ubeka, członka oddziału „Cienia”, który, podczas napadu na oddział akowski w Owczarni, 2 maja 1944 roku, dobijał rannych. Obydwaj milicjanci, prości, wiejscy chłopcy, zostali puszczeni wolno, po wysłuchaniu uwag ze strony Komendanta, że przez swoją niewiedzę wysługiwali się wrogom narodu. Zostali również ostrzeżeni, że jeśli będą nadal służyć komunistom i dostaną się w ręce partyzantów – zginą. Ubek natomiast, wysoki, przystojny mężczyzna, o wyblakłym, bez wyrazu, spojrzeniu sadysty, czując, że jego zbrodnicza przeszłość nie będzie mu darowana, skoczył, w pewnym momencie, po zboczu, na dno wąwozu, próbując ucieczki. Nie udało mu się uciec, gdyż został skoszony, serią z górczaka, przez jednego z partyzantów, znajdujących się w pobliżu. Z Kazimierza Dolnego, wyruszył z nami, na tułacze życie partyzanckie, porucznik Aleksander Głowacki, który podczas wojny przebywał, jako jeniec, w różnych oficerskich obozach niemieckich. Powodem takiej decyzji była niechęć do służenia w Ludowym Wojsku Polskim, do czego był nakłaniany, oraz zagrożenie aresztowaniem, które spotkało wielu Polaków, wracających z Zachodu. W krótkim czasie porucznik „Wisła”, gdyż taki obrał pseudonim, został awansowany do stopnia kapitana i objął funkcję zastępcy Komendanta Zgrupowania Oddziałów, to jest „Zapory”. Rozbrojenie posterunku Milicji Obywatelskiej w Kazimierzu Dolnym na krótki okres przyhamowało represyjną działalność w stosunku do ludności ze strony miejscowych władz komunistycznych oraz wystraszyło współpracujących z milicją i Urzędem Bezpieczeństwa konfidentów. Jednak w następnych okresach, gdy oszukańcza amnestia z 22 lipca 1945 roku przerzedziła szeregi partyzanckie, a w 1946 roku tereny Lubelszczyzny były systematycznie pacyfikowane przez Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego, oprawcy z miejscowej milicji oraz ubecy z Puław powrócili do swoich praktyk w nękaniu ludności z tych terenów. Byli ponad prawem. Sądom sugerowali wysokość wyroków dla tych, których nie zdążyli skrytobójczo zamordować. Wszystkich pouczali. Było ich wielu. Dzisiaj pozornie nie ma tych ludzi, chociaż nie wszyscy powymierali.Akcja w Kazimierzu Dolnym jest przykładem walk, jakie miały miejsce po wkroczeniu wojsk sowieckich, w lipcu 1944 roku, na Lubelszczyznę. Władzę w Polsce przejęli agenci sowieccy, członkowie przedwojennej Komunistycznej Partii Polski oraz utworzonej w czasie okupacji Polskiej Partii Robotniczej. Podjęli się oni wykonania zadań, zaprogramowanych przez Stalina, w zakresie zniszczenia wszelkiej opozycji w kraju. Nadzór nad realizacją tych zadań sprawowali wyżsi oficerowie N.K.W.D., poprzydzielani do wszystkich powiatowych komend Milicji Obywatelskiej i Urzędu Bezpieczeństwa. Komuniści, przy wsparciu sowieckich bagnetów, zaczęli przejmować władzę. Rozbrajając akowców, nie dopuszczali, aby ci szli z pomocą walczącej Warszawie, a w sierpniu 1944 roku nastąpiły pierwsze aresztowania żołnierzy Armii Krajowej z oddziałów i placówek, przymusowe wcielenia do Ludowego Wojska Polskiego oraz wywózki na Sybir. Potworzono obozy dla akowców, w których wojskowe sądy sowiecko–polskie wydawały liczne wyroki śmierci, wykonywane po nieludzkich torturach w śledztwie. Rodziny prześladowanych akowców były obrabowywane z całego dorobku życia, a przy tym więziono, a nawet skrytobójczo mordowano niektórych członków tych rodzin. Wielu akowców zaczęło się ukrywać, wierząc jeszcze, że zaistniała sytuacja jest jakimś nieporozumieniem i wkrótce ulegnie wyjaśnieniu. Ukrywać się nie było łatwo, gdyż teren od Buga do Wisły zajęty był przez wojska sowieckie i polskie. Z chwilą ruszenia ofensywy na Wiśle, która spowodowała ruch wojsk, sytuacja nieco się poprawiła. Zmniejszyło się zagrożenie ze strony wojska, ale rozbudowane w międzyczasie posterunki Milicji Obywatelskiej i Urzędu Bezpieczeństwa skutecznie wyłapywały kryjących się akowców. Zrozumieliśmy, że nie przeżyjemy, kryjąc się pojedynczo lub tylko po dwóch lub trzech ludzi. Utworzyły się więc trzy większe grupki, dowodzone przez Jerzego Pawełczaka ps. „Jur”, Jana Szaliłowa ps. „Renek” i Aleksandra Sochalskiego ps. „Duch”, u którego znaleźli schronienie chłopcy z Kazimierza Dolnego i okolic, między innymi Stanisław Rusek ps. „Tęcza” z Rzeczycy, Stanisław Sygnowski ps. „Cichy” z Zaborza i Mieczysław Jeżewski ps. „Pszczółka” z Kazimierza Dolnego. Grupki te, w styczniu 1945 roku, połączył w jeden oddział Hieronim Dekutowski ps. „Zapora” i objął nad nim dowództwo. Głównym zadaniem oddziału było przetrwanie, bez prowadzenia akcji zbrojnych. Jednak, gdy ubek, Żyd Abram Tauber, zastrzelił w Chodlu czterech akowców, 5 lutego 1945 roku zburzono posterunek Milicji Obywatelskiej. W odwecie Sowieci i wojsko ludowe, w dużej sile, zaatakowali, 7 lutego 1945 roku, o świcie, oddział na Wałach (w Wólce Kępskiej), gdzie zginął „Pszczółka”, a „Zapora” i zastępca Komendanta, Stanisław Wnuk ps. „Opal”, zostali ranni. Oddział podzielono znów na trzy grupy, kryjące się, przed Milicją Obywatelską, Urzędem Bezpieczeństwa i licznymi donosicielami, do kwietnia 1945 roku, po czym „Zapora” wyprowadził je za San. Podczas nieobecności oddziału na Lubelszczyźnie, mocno rozzuchwaliły się posterunki Milicji Obywatelskiej, a szczególnie w Kazimierzu Dolnym, i Urzędy Bezpieczeństwa, w tym w Puławach. Aresztowano wielu ludzi. Wszystkich bito i torturowano. Niektórych zamordowano, jak na przykład ojca „Tęczy” – Ruska – bez śladu miejsca pochówku. Obrabowywano doszczętnie domy osób aresztowanych, oraz zabierano inwentarz, żywy i martwy, z gospodarstw rolnych. Mimo kilkakrotnych ostrzeżeń ze strony upoważnionych do tego przez Mariana Bernaciaka ps. „Orlik” i „Zaporę” ludzi, milicja z Kazimierza Dolnego i Urząd Bezpieczeństwa z Puław nie zmieniły taktyki. „Zapora” wrócił zza Sanu niespodziewanie, dwoma Studebeckerami, zabranymi Sowietom. Jeden przydzielił Romanowi Sochalowi ps. „Jurand”, który dołączył do „Zapory” z pięćdziesięcioma elewami szkoły oficerskiej w Łodzi. Drugim wozem, z grupą około czterdziestu partyzantów, wjechał na rynek kazimierski 19 maja 1945 roku. Jedna drużyna ubezpieczyła akcję od strony Opola, druga od strony Puław. Reszta oddziału, na czele z „Zaporą”, zaatakowała posterunek Milicji Obywatelskiej. Wyznaczeni partyzanci odcięli połączenia telefoniczne, następnie wpadli do magistratu i wylegitymowali, obecnych w tym urzędzie, cywilów i wojskowych. Tyle lat po tamtych wydarzeniach, trudno jest odtworzyć ich właściwy przebieg. W każdym bądź razie zdobycie posterunku odbyło się przy bezpośrednim udziale Komendanta, który, zamocowanym na tyczce ładunkiem wybuchowym z angielskiego plastyku, zszokował ukrytych na piętrze budynku milicjantów, a w tym czasie sekcja minerów dokonała ataku na drzwi wejściowe, obrzucając je gamonami i wdzierając się do środka. Prawie równocześnie, na ubezpieczenie od strony Puław, nadjechała bryczka, z 4–5 ubekami, i wojskowy samochód sowiecki, tylko z kierowcą, a w dali pokazały się podwody konne, wiozące cały oddział wojskowych. Samochód i bryczka zostały ostrzelane z dwóch ręcznych karabinów maszynowych. Kierowca samochodu zginął na miejscu, podobnie jak dwóch ubeków z bryczki. Pozostali zaczęli zeskakiwać z pojazdu, ostrzeliwać się i uciekać poprzez pobliskie ogrody w kierunku Wisły. Wszyscy zostali zlikwidowani podczas ucieczki, ogniem z pistoletów maszynowych. Sznur wozów konnych, z wojskowymi, którzy widzieli, jaki los spotkał ich przednie ubezpieczenie, zawrócił szybko w stronę Puław. Z kolei żołnierzom, ubezpieczającym oddział od strony Opola, ukazał się, pędzący w ich kierunku z dużą szybkością, sowiecki samochód wojskowy. Dali mu znak do zatrzymania się, a gdy nie zareagował otworzyli ogień. Po krótkiej serii ręczny karabin maszynowy zaciął się, samochód przemknął przez rynek, obok zdobywanego posterunku, i, kierując się na Puławy, byłby stratował od tyłu stanowiska ogniowe ubezpieczenia, które ostrzeliwały bryczkę. Kierowca samochodu, na ostrym zakręcie, wpadł jednak na drzewo, raniąc siebie i rozbijając samochód. Oświadczył później, w czasie przesłuchania przez Urząd Bezpieczeństwa i N.K.W.D., że akcję na posterunek Milicji Obywatelskiej przeprowadziła partyzancka grupa, bez udziału mieszkańców Kazimierza Dolnego. To uratowało miasto od pacyfikacji. Po skończonej walce oddział zebrał się na rynku. „Zapora” podziękował wszystkim żołnierzom za bojowe zachowanie się podczas akcji, oraz wyróżnił, za szczególną zasługę w ochronie akcji, żołnierzy, którzy ubezpieczali oddział od strony Puław. Następnie wyruszyliśmy, w szyku ubezpieczonym, w kierunku Dołów pod Wylągami. Zabraliśmy ze sobą dwóch milicjantów z posterunku, oraz jednego ubeka, członka oddziału „Cienia”, który, podczas napadu na oddział akowski w Owczarni, 2 maja 1944 roku, dobijał rannych. Obydwaj milicjanci, prości, wiejscy chłopcy, zostali puszczeni wolno, po wysłuchaniu uwag ze strony Komendanta, że przez swoją niewiedzę wysługiwali się wrogom narodu. Zostali również ostrzeżeni, że jeśli będą nadal służyć komunistom i dostaną się w ręce partyzantów – zginą. Ubek natomiast, wysoki, przystojny mężczyzna, o wyblakłym, bez wyrazu, spojrzeniu sadysty, czując, że jego zbrodnicza przeszłość nie będzie mu darowana, skoczył, w pewnym momencie, po zboczu, na dno wąwozu, próbując ucieczki. Nie udało mu się uciec, gdyż został skoszony, serią z górczaka, przez jednego z partyzantów, znajdujących się w pobliżu. Z Kazimierza Dolnego, wyruszył z nami, na tułacze życie partyzanckie, porucznik Aleksander Głowacki, który podczas wojny przebywał, jako jeniec, w różnych oficerskich obozach niemieckich. Powodem takiej decyzji była niechęć do służenia w Ludowym Wojsku Polskim, do czego był nakłaniany, oraz zagrożenie aresztowaniem, które spotkało wielu Polaków, wracających z Zachodu. W krótkim czasie porucznik „Wisła”, gdyż taki obrał pseudonim, został awansowany do stopnia kapitana i objął funkcję zastępcy Komendanta Zgrupowania Oddziałów, to jest „Zapory”. Rozbrojenie posterunku Milicji Obywatelskiej w Kazimierzu Dolnym na krótki okres przyhamowało represyjną działalność w stosunku do ludności ze strony miejscowych władz komunistycznych oraz wystraszyło współpracujących z milicją i Urzędem Bezpieczeństwa konfidentów. Jednak w następnych okresach, gdy oszukańcza amnestia z 22 lipca 1945 roku przerzedziła szeregi partyzanckie, a w 1946 roku tereny Lubelszczyzny były systematycznie pacyfikowane przez Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego, oprawcy z miejscowej milicji oraz ubecy z Puław powrócili do swoich praktyk w nękaniu ludności z tych terenów. Byli ponad prawem. Sądom sugerowali wysokość wyroków dla tych, których nie zdążyli skrytobójczo zamordować. Wszystkich pouczali. Było ich wielu. Dzisiaj pozornie nie ma tych ludzi, chociaż nie wszyscy powymierali.
Marian Pawełczak
artykuł pochodzi ze strony http://www.hieronimdekutowski.pl
#11 Lupaszka - zwikly
Lupaszka - zwikly banditaszka.
#12 Lt kolaroboranci z
Lt kolaroboranci z niemieckim SS byli traktowani identycznie jak zdrajcy. I tyle.
Dodaj nowy komentarz