Nieprawdopodobny raport MAK


Wrak rządowego Tu-154M, fot. progressforpoland.com
Nie milkną echa wypowiedzi premiera Polski Donalda Tuska o tym, że projekt raportu Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) z siedzibą w Moskwie w sprawie katastrofy rządowego Tu-154M z polską parą prezydencką na pokładzie, jest nie do przyjęcia. Przed kilkoma dniami prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew ocenił to jako przejaw wewnętrznych napięć politycznych w Polsce i wyraził przekonanie, że Polsce jednak wystarczy rozsądku, by zaakceptować raport MAK. Z kolei prezydent RP Bronisław Komorowski ocenił wczoraj, że Polska powinna zabiegać, by jej uwagi znalazły odbicie w raporcie na temat przyczyn katastrofy. O jakie uwagi strony polskiej chodzi? Premier Tusk wspomniał m.in., że dokument nie opisuje „zakresu odpowiedzialności” Rosjan za tragedię.
Polska przesłała do Moskwy mnóstwo uwag i wytknęła wiele nieścisłości w projekcie raportu MAK. Dokument z wątpliwościami zawiera aż 150 stron. Czy strona rosyjska musi je uwzględnić? Nie jest zobligowana co do tego żadnym terminem, więc trudno przewidzieć, jak dalej potoczą się rozmowy i kiedy powstanie ostateczna wersja raportu MAK.

Przedstawiciel Polski - akredytowany przy Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym płk Edmund Klich  - w wystąpieniu w TVN24 wykluczył możliwość negocjowania przez Polskę z Rosją kształtu raportu o katastrofie smoleńskiej. Dodał, że jeśli polskie stanowisko dotyczące raportu nie zostanie uwzględnione, strona polska napisze swój raport.

Odmiennego zdania jest prezydent Komorowski, który zaznaczył, że uwagi strony polskiej powinny wywrzeć możliwie największy ślad w raporcie ostatecznym. „Jeśli tak się nie stanie, to wtedy po prostu jest raport kraju, w którym doszło do katastrofy i jednocześnie uwagi, tak samo publikowane, tak samo trafiające do opinii publicznej Polski” - zaznaczył Komorowski. Pytany, czy „powinna powstać polska wersja raportu MAK”, odparł: „Polska wersja? Nie, są procedury, należy się trzymać procedur, bo inaczej albo naraża się państwo polskie na brak powagi, albo na brak skuteczności”.

Strona polska na pewno sporządzi raport, tyle że nie będzie to „wersja raportu MAK”. Niezależnie od Rosjan przyczynami katastrofy zajmuje się Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Jest ona jednak w istotnym stopniu uzależniona od materiału dowodowego przekazywanego z Moskwy. Zdaniem rzeczniczki MSWiA Małgorzaty Woźniak, znajdą się w nim m.in. wnioski i zalecenia, które mają ograniczyć ryzyko tego rodzaju tragedii w przyszłości.

Pytana o słowa Klicha, że Polska nie będzie negocjować z komisją rosyjską kształtu jej raportu, Woźniak dodała: „Nie ma prawdy polskiej ani prawdy rosyjskiej. Jest jedna prawda i chodzi nam o jej ustalenie”. Klich powiedział również w TVN24, że w raporcie MAK, z którym się zapoznawał, niewiele było o działaniach strony rosyjskiej, w tym o działaniach kontrolerów. „Natomiast był zdecydowanie nakierowany na działalność strony polskiej, a zwłaszcza pilotów” - przyznał. „Nie mówię o winie kontrolerów, ale to powinno być w raporcie. Jeśli tego nie ma, to trudno uznać raport za obiektywny” - zastrzegł Klich.

W Internecie i prasie polskiej roi się od opracowań na temat ostatnich chwil tupolewa pod Smoleńskiem. Niezależni eksperci oraz doświadczeni piloci również wysuwają wiele wątpliwości. Projekt raportu MAK ma zawierać szereg błędów dyskredytujących kompetencje jego autorów bądź podważających autentyczność zapisów czarnych skrzynek. Chodzi m.in. o skokowe zmiany szybkości w ostatniej fazie lotu, co albo wyklucza fakt używania autopilota, który utrzymuje prędkość bliską stałej, albo nasuwa podejrzenia co do ingerencji w zapisy czarnych skrzynek. Strona rosyjska od pierwszej godziny po katastrofie trzyma się tezy, że wina leży po stronie pilotów. Po stronie polskiej od feralnego 10 kwietnia nieprzerwanie narasta lawina pytań, które w większości pozostają bez odpowiedzi, ponieważ twarde dyski, wrak samolotu, świadkowie oraz miejsce katastrofy pozostają w wyłącznej dyspozycji Rosjan. Po stronie polskiej toczy się nawet śledztwo w sprawie podejrzenia o niszczenie dowodów przez stronę rosyjską.

10 kwietnia w okolicy smoleńskiego lotniska rozbił się polski samolot rządowy Tu-154M z 96 osobami na pokładzie. Nikt nie ocalał. Zginął prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką, najwyżsi dowódcy wszystkich rodzajów wojsk, posłowie, senatorowie, wysocy urzędnicy państwowi, przedstawiciele duchowieństwa, rodzin katyńskich oraz cała załoga samolotu.

Na podstawie: PAP, inf.wł.

Komentarze

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.