Piotr Łapiński: Wileńscy Niezłomni byli motorem napędowym podziemia antykomunistycznego


Piotr Łapiński, fot. wilnoteka.lt
Prawie pół wieku komunistycznego wyklęcia sprawiło, że do dziś nie tylko młodzi, ale nawet starsi wilnianie nie mają świadomości, że w dziejach powojennego antysowieckiego oporu Wilno i Wileńszczyzna zajmują szczególne miejsce. Wywodzący się z Okręgu Wileńskiego AK żołnierze polskiego podziemia niepodległościowego kontynuowali swoją działalność w nowej rzeczywistości, w warunkach okupacji sowieckiej. Niekiedy byli też motorem napędowym działań niepodległościowych.
Po zakończeniu operacji "Ostra Brama", aresztowaniu dowództwa Wileńskiego Okręgu AK i rozbrojeniu oddziałów AK ostatecznie prysły nadzieje na partnerstwo ze Związkiem Radzieckim. Oddziały, którym udało się uniknąć aresztowań, zasiliły podziemie niepodległościowe walczące z nowym okupantem na terenie nowej Polski. Jak mówi historyk Piotr Łapiński z Oddziału IPN w Białymstoku, po 1944 roku na Białostocczyznę napłynęła duża grupa żołnierzy AK z Wileńszczyzny i Nowogródczyzny. Największymi oddziałami partyzanckimi były 5. Wileńska Brygada AK, która w szczytowych momentach liczyła 300 partyzantów i 6. Wileńska Brygada AK, która liczyła maksymalnie 80 partyzantów, ale działała aż do 1952 r. Żołnierze z Kresów walczyli jednak we wszystkich oddziałach partyzanckich na terenie Białostocczyzny. Wielu z nich stało się legendami powojennego ruchu niepodległościowego, jak na przykład Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka" czy Hieronim Piotrowski "Jur", przedwojenny wileński adwokat, uczestnik operacji "Ostra Brama", po wojnie - komendant Obwodu Ostrów Maz. WiN.


Żyjący nieliczni już świadkowie tamtych zdarzeń mówią, że mieli wówczas nadzieję na powrót w ojczyste strony, uważali, że nastąpi to dzięki zmianie sytuacji na arenie międzynarodowej, że zadecydują o tym mocarstwa zachodnie. Wierzyli, że generał Anders przyjedzie i Polska odzyska pełną niepodległość. Nie zdawali sobie sprawy, że Polska znacznie wcześniej została "sprzedana" w Teheranie i Jałcie.


Repatrianci, a właściwie - wygnańcy z Wilna i Wileńszczyzny - w Polsce też nie zaznali spokoju. W końcu lat 40. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego zdając sobie sprawę, że żołnierze konspiracji wileńskiej są motorem napędowym dla podziemia antykomunistycznego, zorganizowało wielką operację wymierzoną w całe środowisko wileńskich repatriantów, nie tylko żołnierzy. Chodziło o rozpracowanie i monitorowanie środowiska, z którego wywodzili się najbardziej nieprzejednani wrogowie komunizmu i władzy ludowej. Ofiarami padły nawet osoby, które nie kontynuowały działalności antykomunistycznej po 1944 r. Gen. Aleksander Krzyżanowski "Wilk" czy dowódca 3. Brygady Wileńskiej Gracjan Fróg "Szczerbiec" zostali wykończeni przez polski aparat bezpieczeństwa, przeciwko któremu nie występowali zbrojnie. "Jest to ewenement, bo nie znam innej takiej operacji wymierzonej w środowisko wywodzące się z któregoś z regionów przedwojennej Polski" - mówi historyk Piotr Łapiński.


1 marca 2017 r. z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych prezydent RP Andrzej Duda nadał odznaczenia państwowe osobom zasłużonym dla niepodległości Polski. Są wśród nich żołnierze Wileńskiego Okręgu AK. Krzyżem Komandorskim Odrodzenia Polski pośmiertnie nagrodzony został Edmund Bukowski, żołnierz AK, a następnie Ośrodka Mobilizacyjnego Wileńskiego Okręgu AK, stracony w 1950 roku; Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski został odznaczony Jan Lisowski, żołnierz AK z oddziału Jana Borysewicza "Krysi", skazany w 1946 r. na 10 lat łagru. 

Święto Żołnierzy Wyklętych jest obchodzone w rocznicę stracenia przez bezpiekę 1 marca 1951 roku siedmiu przywódców IV Zarządu "Wolność i Niezawisłość". Żołnierze Wyklęci byli zrzeszeni w różnych organizacjach, jak: Armia Krajowa Obywatelska, Narodowe Siły Zbrojne po 1944 roku czy Wolność i Niezawisłość. Komunistyczna propaganda nazywała ich "zaplutymi karłami reakcji", "zdrajcami", "bandytami". Byli skazywani na śmierć, wieloletnie więzienie albo pobyt w obozie. Niektórych sądzono w procesach pokazowych, jak rotmistrza Witolda Pileckiego czy księdza Władysława Gurgacza. Według szacunków historyków, do połowy lat 50. przez konspirację antykomunistyczną przeszło ponad 250 tysięcy ludzi. Z tej liczby zginęło około 50 tysięcy, w tym 5 tysięcy osób skazano na karę śmierci.  

Na podstawie: Inf.wł. 
Zdjęcia: Jan Wierbiel, Ara Nersisian, Edwin Wasiukiewicz
Montaż: Edwin Wasiukiewicz, Ara Nersisian

Komentarze

#1 Zgadza się Baublis, w starciu

Zgadza się Baublis, w starciu z AK litwini czy ukraińcy dostawali taki wpi..dol że nie było co zbierać! Atak na kryjówkę upa we wsi Szołomyja pod Lwowem gdzie kompletnie zaskoczono banderowców. Otoczono ich oraz całą wioskę która współpracowała z nimi przykładnie ich karząc a polska ludność wreszcie mogła odetchnąć z ulgą. Ciekawostką jest że oddziałem dowodził Serb Dragan "Draża" Sotirović. Chwała Kapitanowi!

#2 Żołnierze Niezłomni - to

Żołnierze Niezłomni - to żołnierze walczący z okupacją sowiecką i jej sługusami po wypędzeniu Niemców . Okres walki AK na Wileńszczyźnie z okupantem niemieckim i Litwinami w służbie ponasa Hitlerasa oraz partyzantka sowiecką - to inny etap walki Polaków o wolność. Przypomnieć wypada, że Litwini głównie rabowali i mordowali cywilną ludność polską- z AK nie mieli żadnych szans, dostawali w du.. ę , no w kuper aż wióry leciały np. pod Murowaną Oszmianką , gdzie po rozbrojeniu tzw. Plechavicziusów , ukaraniu winnych morderstw na cywilnej ludności polskie,, plechy,, zostali pognani w kalesonach w stronę Wilna - na wieczną hańbę tych formacji.

#3 Maverick ...czytaj ze

Maverick ...czytaj ze zrozumieniem i nie udawaj głupa. Za swoje chwalenie ubecji i przekonań komuszych zacznij się wstydzić.

#4 AK po wojnie sie rozwiazala,

AK po wojnie sie rozwiazala, i nie ma nic w zasadzie wspolnego z mordami po wojnie.

#5 http://wiadomosci.onet.pl/tyl

http://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/podziemie-i-po-podziemiu-czyli-...

Wyklęci — bohaterowie czy bandyci? Podziemie i po podziemiu, czyli dobici przez "amnestię"
Władzy chodziło nie tylko o to, aby "wyciągnąć ludzi z lasu". Lutowa amnestia dała jej nowe możliwości prześladowań – także tych, którym obiecywano uwolnienie od ciężaru rzekomych win. Po niej zbrojne podziemie praktycznie przestało istnieć. Foto: Lech Charewicz / East News Amnestia gwarantowała żołnierzom podziemia nietykalność pod warunkiem ujawnienia i złożenia broni
• Amnestia gwarantowała żołnierzom podziemia nietykalność pod warunkiem ujawnienia i złożenia broni
• Objęła niemal 77 tys. ludzi
• Blisko 2 tys. tych, którzy po amnestii próbowali walczyć dalej, padło ofiarą "polowania z nagonką"
W czasie amnestii Stefan Korboński – wówczas poseł opozycyjnego PSL, a podczas wojny Delegat Rządu na Kraj – spotkał się w lokalu na Żoliborzu z pewnym żołnierzem leśnego oddziału. Ten szukał rady: zostać w podziemiu czy się ujawnić? Korboński doradzał ujawnienie – z ciężkim sercem.
"Zamiast zapału do walki i nieustannego nękania przeciwnika, przygnębiające wymykanie się z obław i nocne wędrówki po leśnych wertepach. Zamiast zrzutów broni i zaopatrzenia, stare, wystrzelane gruchoty i skąpa amunicja, liczona na wagę złota. A nad wszystkim góruje głód, brak snu i ogromne zmęczenie, którego nie można się pozbyć" – tak ujmował ówczesną sytuację zbrojnego podziemia.
Dla większości jego dowódców było jasne, że zbrojny opór wobec komunistycznej władzy nie ma już sensu. Pozostawało pytanie: czy amnestia jest z jej strony łaską, czy pułapką?
Zacznijmy od 22 lutego 1947 roku Sejm, dopiero co wyłoniony w sfałszowanych przez komunistów wyborach, uchwalił ustawę amnestyjną. Stwarzała ona możliwość ujawnienia członkom zbrojnego podziemia i "puszczenia w niepamięć i przebaczenia" ich "przestępstw".
Dotyczyło to także innej zakonspirowanej opozycji oraz dezerterów z wojska, milicji czy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego (nie obejmowało natomiast Ukraińców). Ustawa gwarantowała im nietykalność pod warunkiem ujawnienia i złożenia broni w ciągu dwóch miesięcy.
Obiecywała też redukcję wyroków ludziom już skazanym: kara śmierci i dożywocie miały być zamienione na 15-letnią odsiadkę; wyroki 5-15-letnie – skrócone, a poniżej 5 lat – skasowane. Za ustawą głosowało także opozycyjne PSL, domagając się wszakże bezwarunkowego darowania "win".
Amnestia objęła ostatecznie niemal 77 tys. ludzi, z czego ponad 53 tys. stanowili ci, którzy się ujawnili (reszta znajdowała się w tym czasie w więzieniach). Zdali ponad 13 tys. sztuk broni.
Na każdych pięciu ujawnionych dwóch było związanych z konspiracyjnym Zrzeszeniem Wolność i Niezawisłość (podziemie opuściło 90 proc. członków tej organizacji). Pozostali byli żołnierzami Narodowych Sił Zbrojnych lub innych oddziałów albo dezerterami.
Szczególnie warto podkreślić, że ponad 85 proc. ujawnionych stanowili robotnicy i chłopi – wiele to mówi o realnej "popularności" władzy ludowej w warstwach społecznych, których klasowe interesy rzekomo reprezentowała.
Amnestia była prezentowana przez władzę jako akt dobrej woli. Polska Kronika Filmowa pokazywała, jak "członkowie podziemnych organizacji ujawniają się przed specjalnymi komisjami" i "zrywają z przeszłością". Kamera filmowała złożoną broń, z której miał nie paść już "ani jeden bratobójczy strzał".
To była druga wielka amnestia w powojennej Polsce. Pierwsza miała miejsce już latem 1945 roku i do połowy października ujawniło się wtedy min. 30 tys. ludzi – w dużej mierze za sprawą wezwania płk. Radosława (Jana Mazurkiewicza), który wpadłszy w ręce bezpieki zaapelował do żołnierzy nieistniejącej już AK o "wyjście z lasu". Część go wówczas posłuchała, ale wielu dowódców i szeregowych członków podziemia uważało to za zdradę.
Liczni "ułaskawieni" w roku 1945 i tak padali niebawem ofiarą represji. Czym więc tłumaczyć to, że półtora roku później ujawniło się jeszcze więcej ludzi? I po co w ogóle komuniści organizowali drugą amnestię?
– Z efektów tej pierwszej funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa nie byli do końca zadowoleni. Już wtedy chodziło nie tylko o to, aby konspiratorów "wyciągnąć z lasu", ale także o to, aby objąć ich ewidencją i wykorzystać dla bieżącej pracy operacyjnej. Również tej wymierzonej przeciw ludziom nadal nieujawnionym – tłumaczy mi dr Sławomir Poleszak, historyk zajmujący się dziejami podziemia niepodległościowego. Do drugiej amnestii bezpieka przygotowała się lepiej.
Ta pierwsza nie była jeszcze dla podziemia ciosem – szczególnie tam, gdzie jego struktury były na tyle silne i sprawne, by nie dopuścić do jego erozji. – Oczywiście na poziomie powiatów czy inspektoratów pojawiało się już w 1945 r. zmęczenie kilkuletnią już pracą konspiracyjną i zwątpienie w sens wysiłku zbrojnego. Jednak hierarchia dowództwa i karność ciągle miały większe znaczenie – twierdzi mój rozmówca.
Półtora roku, które dzieliło obie amnestie, przyniosło jednak społeczeństwu i antykomunistycznej opozycji pasmo gorzkich rozczarowań.
Jeszcze latem 1945 r. można było się łudzić, że komuniści pozwolą na istnienie legalnej opozycji. Tymczasem członków PSL i pozostałej opozycji władza prześladowała coraz intensywniej, a byłych akowców traktowała praktycznie jak hitlerowców. Wywożono ich na wschód, aresztowano i katowano w śledztwach, skazywano na więzienie i śmierć. "Bandytą" czy "faszystą" mógł zostać każdy przeciwnik nowego reżimu.
Komuniści sfałszowali najpierw wyniki referendum, a potem i wyborów. Te ostatnie, jak mówiły ustalenia z Jałty, miały być wolne i demokratyczne – ale kiedy już je "ustawiono", zachodnie rządy milczały. Tym bardziej słabły nadzieje na wybuch III wojny światowej, dość powszechne jeszcze w 1946 r. Wraz z zapadnięciem "żelaznej kurtyny" krzepła sytuacja międzynarodowa, a wraz z nią – władza przyniesiona do Polski na sowieckich bagnetach.
Tym samym słabł zapał do masowego zbrojnego oporu. "Wielu moich kolegów, byłych akowców, wyjechało na Zachód. Niektórzy dostali się na studia, inni robili matury i pracowali, ja walczyłem w dalszym ciągu już piąty rok" – wspominał jeden z żołnierzy.
Na odpływ ludzi nie mogli już nic poradzić ich dowódcy. Dr Poleszak: – Nie sposób na dłuższą metę przekonać żołnierza do walki, w której nie ma realnej perspektywy zwycięstwa. Poza tym podziemie ponosiło ciężkie straty – w walce i wskutek aresztowań – i jego kadrowa "kołdra" robiła się coraz krótsza. To dlatego oferta amnestii na początku 1947 roku spotkała się z odzewem – opowiada dr Poleszak.
W podziemiu – nie tylko związanym ze Zrzeszeniem WiN – toczyły się oczywiście spory o to, jak na tę ofertę odpowiedzieć. Widać to choćby po tym, że z początku skala ujawnień była nieduża. Wzrosła dopiero w ostatniej dekadzie marca'47.
Dowódcy wielu oddziałów rozpoczęli nieoficjalne negocjacje z bezpieką w celu ustalenia warunków ujawnienia. "Patrzyli na siebie nieufnie, świadkowie owych spotkań szeroko otwierali oczy ze zdziwienia, widząc pokojowo rozmawiających ze sobą »leśnych« i ubeków, ale do żadnego incydentu nie doszło" – pisał Jerzy Ślaski. Najbardziej znane takie rozmowy podjął mjr Zapora (Hieronim Dekutowski) na Lubelszczyźnie.
- Zapora był doskonale zorientowany w nastrojach panujących w jego zgrupowaniu i wiedział, że nie da się już dłużej utrzymać ludzi w szeregach. Chodziło tylko o to, aby zapewnić zwolnienie tym, których już aresztowano, i bezpieczeństwo tym, którzy mieli się ujawnić – tłumaczy dr Poleszak.
Rozmowy z resortem, w których uczestniczył późniejszy słynny adwokat Władysław Siła-Nowicki, nie skończyły się porozumieniem, a wielu ujawnionych członków zgrupowania Zapory zostało aresztowanych.
Ujawnienie swoich żołnierzy próbował negocjował także mjr Łupaszko (Zygmunt Szendzielorz), który domagał się m.in. zwolnienia już uwięzionych towarzyszy, zaopatrzenia rodzin po poległych, uznania stopni i odznaczeń, a także uprawnień inwalidzkich dla rannych. Tu z kolei ustawa się "przedatowała", zanim doszło do jakichkolwiek ustaleń.
Same ujawnienia miały bardzo często zbiorowy charakter: w komisjach pojawiały się zwarte oddziały. Oprócz zdania broni każdy ujawniony musiał wypełnić ankietę. Informował szczegółowo o swoich danych personalnych, pseudonimach i funkcjach w konspiracji, a także o tym, w jakich akcjach i pod czyim dowództwem uczestniczył. Ankietowany musiał też poinformować, dokąd się udaje.
- Na podstawie ankiet z Białostocczyzny i Lubelszczyzny, które przeglądałem, mogę stwierdzić, że w większości przypadków ujawniający się informowali o tym wszystkim bardzo zdawkowo – zaznacza dr Poleszak. Mieli powody, by się obawiać.
Akcją sterowało Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego, a w komisjach zasiadali jego funkcjonariusze. Resort wraz z ankietami gromadził więc potężną bazę danych o swoich przeciwnikach. Amnestia uderzała tym samym w podziemie w dwojaki sposób: dekonspirowała olbrzymią większość jego członków, zaś zebrane od nich informacje pozwalała wykorzystać do tropienia pozostałych. Tych, którzy się ujawniali, zmuszano często do współpracy operacyjnej.
- Jeśli ktoś jej odmawiał, to musiał się liczyć z tym, że sam może zostać oskarżony – i to o te czyny, które dopiero co zostały mu "darowane" w drodze amnestii. Ludzie wypytywani czy przesłuchiwani w sprawie swoich ukrywających się kolegów oczywiście próbowali tego unikać. Ukrywali się albo wracali do podziemia – taka fala "powrotów" miała miejsce w latach 1948-49. Niektórzy dawali się złamać i podejmowali współpracę – wyjaśnia mój rozmówca.
Ślaski pisze, że oddziały ujawniały się "w milczeniu, z zaciśniętym gardłem, z rozpaczą w sercu". Jeden z "leśnych" wspominał: "Wyszliśmy z UB bez broni i już nie ci sami co przed paroma godzinami". Świadomość, że "amnestionowany równa się podejrzany" i że los każdego z ujawnionych zawisł na łasce i niełasce władzy, była raczej powszechna.
Intencje komunistów szybko stały się jasne – wyroki śmierci na ludziach, których powinna była objąć amnestia, wykonywano ciągle w kwietniu 1947 r. W latach 1948-50 bezpieka bynajmniej nie powstrzymywała się od aresztowań w związku z czynami objętymi amnestią – zatrzymanym stawiano po prostu zarzut kontynuowania "działalności antypaństwowej". – Nie wiemy dokładnie, jaki odsetek amnestionowanych poddano potem różnego typu represjom, a jaki pozostawiono we względnym spokoju

#6 Muwicie, že AK walczyla

Muwicie, že AK walczyla przeciwko hitlerowskim zaborcom , to proszę udowodnič faktami. Moje rodzice byli šwiadkami i opowiedzieli kto jak i z kim walczyl. A wlasnie AK walczyla z litwinami (gen. Pliechawiczius ) za terytorium na trakcie Ejszyszki - Dziewieniszki. I jest tylko jeden fakt, kiedy to AK žolnierze zajęli stację koliejową w Bieniakoniach i to na parę godzin. Ale jak dowiedzieli się že z Lidy i Wilna posuwają sie niemieckie jednostki, to tylko smrod zostal od AK. Takrze wiadomo jak i z kim walczylo w Ejszyszkach AK. A w 1944 roku, kiedy zaszly jednistki wojskowe Armji Czerwonej, to pouciekaly do dom0w, ale nie wszyscy. Te ktore nie uciekli, to przychodzili do domow dezertyr0w i mordowali, nawet rodzinę. Taka gorzka prawda.

#7 Wilnianko, masz ode mnie

Wilnianko, masz ode mnie buziaka! A wiesz za co, ze piszesz logicznie a przede wszystkim po chrzescijansku, jak prawdziwi Polacy. Amen.

#8 Uważam że AK walczyło z

Uważam że AK walczyło z Niemcami podczas okupacji,ale w czasie kiedy granice już ustalono ( sprawiedliwie lub nie ) i wszystkie państwa w Europie odbudowywały zniszczenia i chciały żyć normalnie to taka partyzantka była już nie potrzebna.Wiele słyszałam o wyczynach bandziorskich tej partyzantki.Co kilkunastu ludzi chciało osiągnąć ? Zmienić układ w Europie? UTOPIA !

#9 Jak się pochodzi z rodziny

Jak się pochodzi z rodziny ubeckiej to pisze się komentarze takie jak Maverick.To ta ubecja co nie wysyłała swoich potomków do ZSRR tylko do "zgniłego kapitalizmu" żeby mieli dobrze.

#10 Przestańcie na chwilę się

Przestańcie na chwilę się drzeć. Jak zwykle zresztą...
"Odnowiony pomnik w Hucie Pieniackiej został ponownie zdewastowany"
http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/pilne-odnowiony-pomn...

#11 Aha - to moi najbliżsi ginęli

Aha - to moi najbliżsi ginęli pod Lwowem w walce z Budionnym-do wiadomości czerwonych krętaczy z tego forum.

#12 Haaaaaaaaaaaaaaaa- Maverick

Haaaaaaaaaaaaaaaa- Maverick vel dls Cowboy dwojga imion zwany także Pastuchem dał znowu popis swojej czerwono-sowieckiej proweniencji- wolno mu; orwellowskie słynne ,, wszystkie zwierzęta są równe ,ale niektóre równiejsze,, nie oznacza , że ,,czerwone świnie,, na czele z ,, czerwonym Knurem,, powrócą do koryta, aczkolwiek niektórzy czerwoni zrożowieli , a inni całkiem wybielili się- ale są wśród nasna Litwie , Polsce itp.

#13 Chwała 5 i 6 Wileńskiej

Chwała 5 i 6 Wileńskiej Brygadzie AK, ostatnim zbrojnym obrońcom polskiej Wileńszczyzny!
Hańba bandytom, mordercom niewinnych Polaków- KBW, UB, MBP!

#14 Majka, uwazaj to

Majka, uwazaj to BAUBLISS-Galizien, jego dziad mordowal Polakow we Lwowi.

#15 Poniżej odezwało się ,,

Poniżej odezwało się ,, dziecko,, czerwonych grandziarzy sowieckich - wolno im tak uważać , ale musza pamiętać , że czerwone świnie - - z,, Folwarku zwierzęcego,,- do koryta już nie wrócą.

#16 Polska zażąda od USA wydania

Polska zażąda od USA wydania 98-letniego ukraińskiego bandziora-oficera Michaela K., który podczas II wojny światowej miał być odpowiedzialny za Ukraiński Legion Samoobrony. Jednostka w 1944 r. zamordowała 44 polskie osoby ze wsi na Lubelszczyźnie. Prokuratura Krajowa chce zastosować wobec mężczyzny tymczasowy areszt.

#17 Wyklęci byli nierobami,

Wyklęci byli nierobami, którzy zamiast odbudowywać swój kraj po 2WŚ i pracować, woleli pochować się w lasach i napadać uczciwych obywateli! Wśród wyklętych było mnóstwo bandytów, ale także dzieciobojców i pedofili! Mordowali także niewinne polskie dzieci, wspominają ich ludzie bezduszni. W normalnej Polsce portrety takich zbrodniarzy jak wyklęci chętnie by palono. Dziś pojawiają się tacy, którzy chcą czcić tych bandziorów.”

Sposób wyświetlania komentarzy

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zachowaj ustawienia", by wprowadzić zmiany.

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.