Świderkowe wspomnienia teatralne


Scena ze spektaklu Scampolo 1 kwietnia 2017, Zbigniew Chrzanowski, Wiktoria Słobodiana , fot. Anna Gordijewska)
www.kuriergalicyjski.com
W sobotę, 1 kwietnia w Polskim Teatrze Ludowym we Lwowie, odbyła się premiera komedii Dario Niccodemi Scampolo (Gałganek). Powojenna premiera sztuki "Scampolo", ale już z podtytułem "Świderek" miała miejsce we Lwowie przy ul. Zimorowicza 17 w Teatrze Małych Form 5 kwietnia 1946 roku. Historia teatru "Miniatury" jest krótka, bo po roku od jego założenia aktorzy musieli opuścić - jak większość mieszkańców - ukochane miasto i przenieść się do Szczecina.


Poprosiłam Zbigniewa Chrzanowskiego, dyrektora, reżysera oraz aktora Polskiego Teatru Ludowego we Lwowie przy ulicy Kopernika 42, by podzielił się z Czytelnikami "Kuriera Galicyjskiego" swoimi refleksjami na temat obecnej premiery.

Tegoroczna premiera ma dla Pana szczególne znaczenie. To prawda.Ta premiera wywołała we mnie ogromną falę wspomnień – mojego dzieciństwa, młodości, pierwszych fascynacji teatralnych. Premiera Scampolo odbyła się 1 kwietnia. Ktoś by mógł żartobliwie powiedzieć, że to jest prima-aprilisowy żart. Poszukiwania repertuarowe mają różne źródła, ale ta pozycja ma charakter, powiedziałbym, lekko przygodowy. Otrzymałem kiedyś od swojego przyjaciela Ryszarda Markowa, dyrektora Teatru Ateneum w Warszawie plik archiwalnych zdjęć. Na fotografiach były udokumentowane losy lwowskiej grupy teatralnej, wśród których był mój wujek Stanisław Krzanowski, a był to właśnie zespół powojennego Teatru Miniatur.
 
Bogusława Michna-Czosnowska i Stanisław Krzanowski Świderek, 1946 r. (Fot. ze zbiorów prywatnych Zbigniewa Chrzanowskiego)

Może pójdźmy tropem wspomnieniowym o Pana wujku Stanisławie Krzanowskim oraz jego otoczeniu, który zainspirował Pana do powrotu do tej sztuki? 

Mój wujek był tancerzem lwowskiej opery. Po wojnie znalazł się w grupie ostatnich aktorów, którzy jeszcze nie wyemigrowali ze Lwowa (nie lubię słowa repatriowali). Grupę tę założył Sylwester Czosnowski – kompozytor, aranżer, dyrygent, który w okresie wojenno-okupacyjnym znalazł się we Lwowie, a przyjechał z Wilna. Zaczął wraz z aktorami działać po 1945 roku, ponieważ grupa Polskiego Teatru, który wtedy stacjonował w dawnym Teatrze Żydowskim przy ulicy Jagiellońskiej, (obecnym Teatrze Młodego Widza) oficjalnie opuściła Lwów i zainstalowała się w Katowicach. Jednak niektórzy aktorzy wciąż pozostawali we Lwowie. Część z nich pracowała w Mimansie Opery lwowskiej m.in. Aleksander Leszczyc, Jan Hlady, Marian Kołaziński. Inni poszukiwali pracy, i Sylwester Czosnowski potrafił ich zorganizować. Prawdopodobnie zwrócili się do ówczesnych władz radzieckich z propozycją, że chcieliby założyć Teatr Miniatur. Otrzymali zgodę i pomieszczenie przy ulicy Zimorowicza 17 (obecnie Dudajewa) w pięknej, okazałej kamienicy, na której parterze była sala widowiskowa. A obok w narożnym budynku pod numerem 19 znajdowała się siedziba Związku Nauczycielstwa Polskiego. Najprawdopodobniej sala ta mogła służyć obu organizacjom.

Czy był Pan na jakimś przedstawieniu tego teatru?

Tak, rodzice wzięli mnie na noworoczne, ponieważ nie można było używać słowa bożonarodzeniowe, przedstawienie „Gdy gwiazdki zapłoną. Miałem wówczas 10 lat.

Wspominał Pan podczas naszej wcześniejszej rozmowy o tym, że jako chłopak lubił Pan oglądać słupy ogłoszeniowe, których było we Lwowie sporo. Więc pewnego dnia…

Pewnego dnia, a był to rok 1946, przechodząc przez plac Halicki i dawną ulicę Batorego na ul. Kochanowskiego do swojej szkoły nr 24, na jednym ze słupów teatralnych zobaczyłem plakat, na którym dużymi literami było napisane „ŚWIDEREK”. Zapamiętałem ten tytuł. Minęło wiele lat i dopiero w zestawie archiwalnych zdjęć, wysłanych przez Ryszarda Markowa, ponownie zauważyłem afisz przedstawienia Świderek. Wówczas postanowiłem, że znajdę i zrealizuję tę sztukę.

Plakat premiery komedii Świderek 5 kwietnia 1946 r.

Gdzie Panu udało się zdobyć tekst do tego przedstawienia?

Poszukiwanie tekstu Świderka można wpisać w pewną historię penetracji prawie archiwalno-kryminalnych! Autorem tej sztuki jest Dario Niccodemi, popularny włoski pisarz z przełomu XIX i XX wieku. W oryginale sztuka nazywa się Scampolo, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy Gałganek. Natomiast we Lwowie była grana jako Świderek. I właśnie w tym przedstawieniu grał również mój wujek. Zaczęły się poszukiwania tekstu. Okazało się, że nie ma go w żadnym z teatrów, choć ta komedia była grana niejednokrotnie również po wojnie. Szukaliśmy w teatrze w Szczecinie, ponieważ grupa Teatru Miniatur opuściła Lwów i docelowo dojechała do Szczecina. Wraz z tym zespołem znalazł się również mój wujek Stanisław Krzanowski Sprawdzałem w archiwum Jarosława Iwaszkiewicza, ponieważ właśnie on dokonał tłumaczenia sztuki na język polski. Wreszcie okazało się, że tekst komedii znajduje się w zbiorach Ossolineum we Wrocławiu. Dzięki wielkiej życzliwości dyrektora tego zakładu prof. Adolfa Juzwenki oraz staraniom naszego kolegi – wrocławskiego aktora Stanisława Melskiego udało się zdobyć tekst tej sztuki.

W jakim stanie był ten tekst?

Okazało się, że nie jest to wydrukowany tekst, tylko rękopis suflera teatralnego, pana Longina Dąbrowskiego, który przepisał całość odręcznie, nawet łącznie z rolami dla aktorów. Należało więc ten egzemplarz odcyfrować i wydrukować. I wreszcie po tym wysiłku ze wszystkich stron, udało nam się tekst odczytać. Sztuka nam się spodobała. A ja mam do niej szczególny sentyment, także ze względów rodzinnych.

 Zbigniew Chrzanowski przy dawnym budynku Towarzystwa Pedagogicznego ul. Zimorowicza 17 (obecnie ul. Dudajewa) (Fot. Anna Gordijewska)
Kto grał tytułową bohaterkę?

Bogusława Michna-Czosnowska, którą poznałem we Lwowie podczas pożegnalnego koncertu grupy aktorów Teatru Miniatur, opuszczających nasze miasto w 1946 roku. Ten wspólny polsko-ukraiński wieczór odbył się w Teatrze Skarbkowskim. Byłem oddelegowany przez rodziców, żeby zanieść tej aktorce bukiet kwiatów na scenę. Po wielu latach, w 1983 roku, spotkałem panią Bogusławę w Szczecinie w Teatrze Polskim, w którym ja również po opuszczeniu Lwowa zacząłem pracować. Nie musieliśmy wymieniać żadnych dodatkowych słów, ponieważ wiedzieliśmy doskonale co nas łączy. Mieliśmy od razu ogromne zaufanie do siebie. Dowiedziałem się, że Bogusława, wtedy już Busia – tak wolno mi było do niej się zwracać – była aktorką, reżyserką w Gdańsku, obecnie jest na emeryturze. I kiedy wreszcie sfinalizowała się sprawa tekstu, z duszą na ramieniu zatelefonowałem do Gdańska. Usłyszałem w słuchawce jej wciąż młody głos, pełen werwy, jakiegoś dynamizmu i ogromnej radości, tak jakby usłyszała znowu głos z ukochanego Lwowa. Powiedziałem jej, że chcę zrealizować komedię, w której ona grała rolę tytułową. Nie posiadała, niestety, tekstu w swoich zbiorach, ale zachowały się zdjęcia, które później przekazała do Ryszarda Markowa. Na tych fotografiach zostali uwiecznieni ludzie tego teatru w różnych sytuacjach życiowych oraz fragmenty z przedstawień. Wśród nich jest scena, gdzie Czosnowska jako Świderek gra z moim wujkiem, który wcielił się w rolę Nieznajomego.

Minęło równo 71 lat…

Nie wiem, kiedy te lata przeleciały. Z tym Świderkiem przeżywam powrót do moich pierwszych lat powojennych, do tych świadomych lat. Przed oczami mam tamten wiosenny Lwów, słup ogłoszeniowy i ten plakat z napisem po polsku Świderek i dalej to wszystko, co potoczyło się w moim życiu. I są to moje, powiedziałbym takie świderkowe wspomnienia teatralne. Chciałbym żeby ten spektakl spodobał się widzom, żeby go polubili.

Kiedy i gdzie w najbliższym czasie można będzie obejrzeć spektakl?

I znowu wiosna, Lwów i kolejna Polska Wiosna Teatralna we Lwowie na której zostanie zaprezentowany Scampolo czyli Gałganek czyli Świderek, ale już w towarzystwie naszych przyjaciół aktorów z Wilna, Wiednia i Wędryni.

Dziękuję za rozmowę.

Anna Gordijewska

Fot. Aleksander Kuśnierz


Komentarze

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.