Uczniowie z Konarskiego zwiedzają sąsiednie kraje


Fot. organizatorów
W obecnej chwili podróżowanie nie stanowi żadnego kłopotu. W tradycji naszej klasy jest, że na koniec roku szkolnego wyjeżdżamy wraz ze swoimi rodzicami na dłuższą wycieczkę: zwiedziliśmy Warszawę, Olsztyn, Malbork i okolice, następnie było Zakopane z Krakowem, dalej Góry Stołowe oraz Praga, w ubiegłym roku Ryga i Tallinn. Długo zastanawialiśmy się nad tym, gdzie się wybrać w tym roku. Wybór padł na nieodległe Grodno, gdyż teraz mamy bezwizowy wjazd na kanał Augustowski oraz do Grodna.

Jakże przyjemnie jest wyruszyć w słoneczny dzień w podróż. Początkowo jeszcze na stronie litewskiej zwiedziliśmy senne jeszcze Druskienniki. Nie sposób nie spróbować wody mineralnej, okropnej w smaku, ale podobno mającej niezwykłe właściwości lecznicze. Ujrzeliśmy ulubione miejsce wypoczynku marszałka Piłsudskiego. Niestety, nie zachował się dworek, gdzie marszałek się zatrzymywał, ale dotychczas rośnie dąb, obok którego często siadywał. Żegnamy się z Druskiennikami przy pomniku najwybitniejszego mieszkańca Druskiennik - Mikołaja Konstantego Čiurlonisa.

Jesteśmy przy kolejnym obiekcie - Gruto Park, skansen Związku Sowieckiego. Trudno nam, pokoleniu XXI wieku, zrozumieć cały absurd minionego ustroju, odbieramy to bardziej jako żart, gdyż jak inaczej można traktować takie hasła: "Dla radzieckiej kobiety nie ma większej radości, nie ma większego szczęścia niż nie zawieść wielkiego zaufania Stalina, jakim obdarzył". Pomniki, które niegdyś "zdobiły" nasze miasto. Rodzice zapewne stali dłużej stali przy pomniku Lenina, niegdyś znajdujący się na placu Łukiskim. Dopełnieniem zwiedzania parku była wyśmienita zabawa na karuzelach z epoki, gdzie siłą napędową były nasze ręce i nogi.

Teraz granica. Rodzice wspominają czasy, gdy do Grodna jeździło się na zakupy. Po godzinie jesteśmy na Białorusi, kraju, z którym mamy wspólną historię. Zwiedzanie zaczynamy od dwunastowiecznej cerkwi na Kołomyi, jak podkreśla kilkakrotnie przewodnik w obwodzie 300 km. jest to najstarszy obiekt. Powoli poznajemy Grodno. To trzystutysięczne miasto ma niezwykłą historię, dla nas Polaków ważne jest to, iż to tu, w Nowym Zamku w Grodnie, miał miejsce sejm milczący, który uchwalił II rozbiór Rzeczypospolitej. Tu abdykował ostatni król Polski Stanisław August Poniatowski. Jesteśmy w mieście Elizy Orzeszkowej. Tu spędziła większą część swego życia, mieszkańcy okolicznych miejscowości stawali się bohaterami jej utworów. O jej losie dowiadujemy się w domku Elizy Orzeszkowej, jesteśmy na cmentarzu, gdzie spoczęła wielka pisarka, emancypantka. Poznajemy historię miasta, jego architektura ucierpiała za czasów komuny, gdy burzono piękne kamieniczki i kościoły, aby mieć otwarte place, gdyż zgodnie z założeniami Plac Sowiecki nie mógł być mały. Oczywiście, niezwykłą atrakcją jest pływanie statkiem po kanale. Na szczęście pogoda nam sprzyja, jest słonecznie i ciepło.

Jakie jest Grodno? To miasto, które łączy w sobie nowoczesność i odległą przeszłość: całkiem współczesne kawiarnie i galerie, czyste zadbane ulice, piękne kamienice, na których nie znajdziemy śladów graffiti, a obok pomnik Lenina, Plac Sowiecki oraz ulica Sowiecka, herb Związku Sowieckiego. Dla nas to relikty przeszłości, dla nich to codzienność. Ludzie są mili, chętnie wskazują drogę, życzliwie odpowiadają na pytania. Właśnie dlatego do Grodna jechać warto.

Uczniowie 10A klasy Szkoły im. Szymona Konarskiego w Wilnie
Materiał nadesłany. Publikacja bez skrótów i redakcji