W czepku urodzone


Okładka książki "W czepku urodzone", fot. merlin.pl
Najnowsza książka Doroty Gellner jest inna. Zupełnie inna. Kupiłam ją na Targach Książki w Pałacu Kultury i Nauki, gdzie ukazała się po raz pierwszy. Kupiłam tę, ponieważ wszystkie inne książki Gellner albo już mieliśmy własne, albo czytaliśmy pożyczone. Ta była nowa, nieznana, zagadkowa, przy okazji dostępna wraz z autografem obecnej na targach autorki.
Książka składa się z trzech części: „W czepku urodzone”, „W przedszkolu” i „Szkoła przetrwania”. Każda z części opisuje poszczególne etapy w życiu „dziecka” - temat niby banalny i po wielokroć powtarzany. Jednak nie temat jest najważniejszy, bardziej istotny jest sposób narracji. Dorota Gellner przyzwyczaiła nas do pisanych lekko wierszy i opowiastek, które z łatwością trafiają do dzieci. Zauważyłam jednak, że ostatnio kieruje się bardziej ku abstrakcji, absurdowi i jak zwykle mistrzowsko żongluje słowem. Próbkę takiego poczucia humoru dała już we wcześniejszym „Zającu”, jednak czytając „W czepku urodzone”, tarzamy się wręcz w oparach absurdu. 

„Gdy dziecko stanęło na nogach, inni zaczęli stawać na głowie, żeby za nim nadążyć. Najczęściej nadążał pies, o którego dziecko się potykało, wydobywając z siebie dodatkową porcję wrzasku. Wrzaski biegającego dziecka doprowadziły wielu do szewskiej pasji. Zostali oni szewcami i otworzyli warsztaty, w których robili buty na nogi dziecka, żeby dziecko miało z czego wyrastać”. I w tych butach dziecko poszło do przedszkola, gdzie „starało się malować na kartce, a nie na stoliku, aż z wysiłku język wisiał mu na brodzie. (…) Starało się śpiewać i tańczyć, tak jak chciała pani, choć ręce i nogi dziecka chciały zupełnie inaczej. Za to w leżakowaniu podobało mu się absolutnie wszystko! Oprócz leżenia”. Gdy przestało się mieścić w przedszkolu, udało się do szkoły „z plecami przystrojonymi tornistrem. W tornistrze było jedzenie i picie, a także latarka i lina na wypadek, gdyby szkoła okazała się szkołą przetrwania. A dziecko postanowiło przetrwać”. Tak więc od przygód, które spotkały dziecko w szkole, każdemu rodzicowi aż skóra na karku cierpnie.

Całości dopełnia nietypowa dla otychczasowej twórczości Gellner strona graficzna książki. Ilustracje autorstwa Kacpra Dudka są czasem przerysowane, czasem straszne, ale zawsze śmieszne i optymistyczne.

 
Przykładowe strony książki "W czepku urodzone", fot. merlin.pl

Na koniec uwaga najważniejsza: Choć jest to książka o dziecku, to chyba nie dla najmłodszego czytelnika jest przeznaczona. Maluch jej nie doceni. Pamiętam, że gdy czytaliśmy ją po raz pierwszy prawie rok temu, moje córki po prostu jej nie zrozumiały. Dopiero teraz, moja „stara” siedmioletnia córka, odkryła ją na nowo. Wyrosła z przedszkola, okrzepła nieco w szkole i z dystansem porównuje swoje doświadczenia z przygodami „dziecka”. Teraz wspólnie śmiejemy się z jego perypetii i wspominamy: „A pamiętasz jak ja…”. Gdy przeczytałyśmy poniższy fragment, przez chwilę zastanawiałyśmy się, czy przypadkiem autorka nie ma u nas ukrytej kamery…

„Pod koniec roku szkolnego dziecko uznało, iż poczyniło niebywałe postępy w edukacji i znacznie podniosło swoje kwalifikacje. (…) DZIELIŁO (się niechętnie), zwłaszcza z siostrą, cukierkami i zawsze brało sobie większą połowę jabłka. DODAWAŁO (chętnie) nowe obowiązki młodszemu bratu, odejmując je sobie. I MNOŻYŁO prośby, szczególnie do Świętego Mikołaja i do najbliższej rodziny, o prezenty”.

P.S. Książka nadaje się też świetnie na prezent dla przyszłych rodziców - niech wiedzą co ich czeka!

„W czepku urodzone”
Autor: Dorota Gellner
Ilustracje: Kacper Dudek
Wydawnictwo Bajka, 2011
www.bajkizbajki.pl

Komentarze

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.