Wśród serdecznych przyjaciół psy zajączka zjadły


Praca ucznia jednej z polskich szkół na Litwie, fot. wilnoteka.lt
Litwini przez jeden dzień mieli nową bohaterkę narodową. Polkę. Jej heroizm opisywały wszystkie litewskie media. Cytowano, powielano. Szczególnie stwierdzenie o polskim skansenie, które głęboko zapadło w umysły czytelników. O autorce zaraz zapomniano, ale że Polska się ocknęła – powtarzano przez kolejny tydzień. Maria Wiernikowska i jej dzieło pod gromkim tytułem „Polski skansen na Litwie” to odpowiedź na zapotrzebowanie litewskiej racji stanu, urażone ambicje własne, a może silenie się na oryginalność. Jakiekolwiek były tego powody, od dziennikarki takiej rangi oczekiwałabym więcej. Przede wszystkim rzetelności. Pani Wiernikowska może widzieć, co chce i jak chce. To jej prawo. Miała pecha, nie spotkała prawdziwych Polaków, nie udało jej się (albo nie chciała) z nimi porozmawiać, wysłuchać ich racji. Widziała co widziała. Socjologiczny obraz całych wielonarodowościowych i wielokulturowych Solecznik zbudowała na podstawie jednego wypadu do sklepu po bułki.
Na Wileńszczyznę często przyjeżdżają wszystkowiedzący rodacy z Polski. „Koroniarze” - mówi się o nich z przekąsem. Wpadają na jeden dzień i gromko pouczają, że na przykład polskie dzieci powinny się uczyć w szkołach litewskich, normalnych - jak określa Maria Wiernikowska, a polskiego wystarczy się uczyć w szkółkach sobotnio-niedzielnych, bo ktoś taką jedną w Wilnie stworzył. Jak nie znajdują posłuchu te przemądrzałe racje, ich autorzy czują się mocno urażeni. Nic dziwnego. Jednak rzetelność w przedstawianiu faktów dziennikarza obowiązuje. A tego w artykule „Polski skansen na Litwie” zdecydowanie i najbardziej zabrakło. W każdym akapicie. Poczynając od dziwnie nonszalanckiej interpretacji wydarzeń historycznych z lat 20., czyli jakże drażliwej na Litwie i w Polsce kwestii inkorporacji Wilna, po równie swobodne przedstawienie faktów z lat 90. i późniejszych.
Przede wszystkim jednak nie da się budować tez przedstawionych w artykule na założeniu, że sprawa szkolnictwa polskiego na Wileńszczyźnie dotyczy głównie „pastuszka” z Turgiel. Wątpliwe, by interlokutor Marii Wiernikowskiej planował studia wyższe. A osią sporu nie jest to, czy Polacy na Wileńszczyźnie mają się uczyć języka litewskiego (bo Polacy się go uczą, chcą się uczyć i przeciw temu nie protestują). Sprzeciw wynika z faktu, że zaproponowane zmiany w ustawie o oświacie właśnie odcinają kilku pokoleniom polskich młodych ludzi dostęp do studiów wyższych. Tworzą stracone pokolenie wileńskich Polaków. Tego akurat nie chcą zaakceptować rodzice i ich ogromny żal budzi fakt, iż nie znajdują zrozumienia w Macierzy. To nie o nacjonalizm chodzi (bez przerwy przyszywany litewskim Polakom), ale o prawo do normalnego godnego życia litewskich obywateli, którzy mieli pecha mówić w domu po polsku.

Zanim jednak o przyszłości będzie mowa, należy sprostować kilka podstawowych faktów z najnowszej historii Wileńszczyzny, błędnie zaprezentowanych w artykule.

Polscy posłowie w litewskiej Radzie Najwyższej, jak twierdzi autorka artykułu, nie głosowali przeciw niepodległości Litwy. Wstrzymali się od głosowania. To, wbrew pozorom, bardzo istotny szczegół. Trzech z jedenastu polskich posłów głosowało za niepodległością, dziewięciu wstrzymało się od głosu. Zaraz po głosowaniu Vytautas Landsbergis podziękował im słowami, że Litwa bardzo ceni fakt wstrzymania się od deklaracji na „nie”.

Ówczesne wątpliwości były i będą długo wypominane litewskim Polakom. Kwestia autonomii na Litwie będzie często powracała, ale bumerangiem wróciła już teraz. Dziś podobno nie tylko litewscy Polacy marzą o autonomii, a cała Polska wręcz czyha na malutką Litwę. A Żeligowski zmartwychwstał w Sikorskim. Litewscy autorzy pomysłu pewnie się cieszą ze swego kawału. I z celności strzału. Litwini uwierzyli - teraz wystarczy tylko podkręcać śrubę. I podkręcają.

Przykro mi z powodu ówczesnych wątpliwości moich Rodaków. Części Rodaków. Jak twierdzi sygnatariusz aktu niepodległości Litwy Czesław Okińczyc, zabrakło „trafności spojrzenia”. Cóż, niektórzy czuli się oszukani, odrzuceni, wyobcowani. Nie mieli zaufania. To był czas wielkich niejasności. Rozpadał się Związek Sowiecki, nie każdy był w stanie to zrozumieć.

Razem z rówieśnikami, jako przyszła maturzystka, przeżywałam w roku 1990 ogrom emocji. Euforię, radość, ale też, co tu kryć, niepewność i strach. Bo właśnie wtedy uwolniony z więzów litewski nacjonalizm ujawnił się w całej krasie. Wpadał w skrajny szowinizm. To hasła: Rosjanie na Sybir, Polacy - do gazu. Dramatyczne chwile w domu, kiedy ojca z hukiem wyrzucono z pracy, bo... był Polakiem. Uzasadnienie: brak znajomości języka litewskiego. Języka, który był na marginesie oficjalnego życia, w szkole uczono go na prawach... języka obcego. Nawet Litwini mieli problem z językiem litewskim, ale w pewnym momencie litewskość w paszporcie usprawiedliwiała wszystko, niegodziwości też. To rozpaczliwy obraz, kiedy cios powala niezłomnego i żywotnego człowieka. I jednoczesne zaskoczenie, że ojciec do końca życia był wielkim rzecznikiem niepodległości Litwy. Zawsze mi to ogromnie imponowało.
Podobnych dramatów w domach Polaków na Litwie było dużo więcej. I tyleż dylematów. Ale dylematy skończyły się natychmiast. Dziesięć miesięcy później, z chwilą pojawienia się w Wilnie sowieckich czołgów. 13 stycznia pod Sejmem i wieżą telewizyjną byli Polacy. W Gdańsku opuszczałam kolejne zajęcia na uczelni, rozpaczliwie biegając od jednego telefonu do drugiego, próbując się dodzwonić do najbliższych w Wilnie. Wszystkie telefony milczały. Urywkowa informacja, że mój chłopak w Wilnie jest TAM. Skończyło się szczęśliwie, ale szczegóły poznałam dużo później. Wtedy nie interesowało mnie, jakie flagi powiewają w tłumie pod Sejmem. Mogło to też nie interesować pani Wiernikowskiej, ale zarejestrowały je kamery. Były tam flagi biało-czerwone, byli tam Polacy. O tym też zawsze z przejęciem i wszelkimi szczegółami opowiada mój kolega, najbliższy współpracownik. Był tam ze swoimi rodzicami. Nasi poprzednicy z polskiej redakcji w Telewizji Litewskiej pracowali ramię w ramię z innymi redakcjami, razem nadawali komunikaty, razem opuszczali budynek. Dziś mam wiele, wciąż bardzo żywych, polskich świadectw tamtych dni, ale kogo to interesuje?
Tylko dlatego, że wśród trzynastu ofiar 13 stycznia nie było ani jednego Polaka, dziś zarzuca się i oskarża litewskich Polaków, że nie brali udziału?!

Najczęściej to środowiska inteligenckie przewodzą takim ruchom, tak było również na Litwie. Tyle że środowiskom Sajudisu wcale nie zależało na wciągnięciu do wspólnej sprawy Polaków. Co gorsza, i dziś nie zależy. Ci ludzie znów są dzisiaj u szczytu władzy i powtarzamy od nowa ten sam scenariusz, tylko w innej scenerii.
Jakże rozpaczliwe są dylematy ówczesnego polskiego delegata do Rady Najwyższej, który wstrzymał się od głosu za niepodległością Litwy. Stanisław Pieszko twierdzi, że dylematy powróciły. Bo jakie są obecne działania litewskich władz, które jak wtedy, odrzucają dialog z mniejszościami i nie chcą akceptować mniejszości w społeczeństwie. Przypinają łatkę rzekomych wrogów państwa i nielojalnych obywateli, co niejako tłumaczy i usprawiedliwia przymusową i bezdyskusyjną ich asymilację.

W latach 90. Polakom zabrakło wizji, wizjonerstwa i liderów, by umiejętnie zgrać i ukierunkować cały ten bardzo spontaniczny ruch wolnościowy litewskich Polaków.
Racją jest, że po II wojnie światowej, po sowieckich czystkach i repatriacjach na Wileńszczyźnie zostali „chłopi, kierowcy taksówek i szatniarze”. Była garstka lekarzy, inżynierów, trochę więcej nauczycieli. Najczęściej po Syberii. W latach 70. najwyższy pułap polskiej inteligencji na Litwie reprezentowali nauczyciele. Ale nawet ci „chłopi, kierowcy taksówek i szatniarze” utrzymali i scementowali społeczność, zbudowali system szkół, powołali kilkanaście dziecięcych zespołów artystycznych z flagową już „Wilią“ - „strumieni rodzicą“, kilka mediów, i chyba trudno uwierzyć, że wszystko to wspaniałomyślnie dał nam w darze  „wspaniały” Związek Sowiecki, a później ów dar pomnożyła Litwa. Dzisiaj Polacy na Litwie pozostają jedyną społecznością na terenach byłego Związku Sowieckiego z bardzo silnym żywiołem polskim. Trzeba nie mieć za grosz szacunku dla ludzi i historii, by nie zauważyć owego samozaparcia i determinacji „chłopów, kierowców taksówek i szatniarzy”, którzy stawali na głowie i bardzo często ryzykowali głową, aby jakoś (!) tę polskość utrzymać.

Tak, jeszcze na początku lat 90. Polacy pod względem wykształcenia byli na przedostatnim miejscu na Litwie. Przed Cyganami. Ale chyba z żadnym narodem (poza Żydami) los tak okrutnie się nie obszedł na Wileńszczyźnie jak z Polakami. Czy tylko na Wileńszczyźnie? Nadrobić braki okrutnie przetrzebionej inteligencji nie jest łatwo. Potrzeba lat, dziesiątków lat. Powoli się to zmienia. Zaledwie w tym roku do Stowarzyszenia Naukowców Polaków na Litwie dołączyło siedmiu nowych członków. Niewielu, ale dużo więcej niż wcześniej. Ci ludzie pracują w środowiskach litewskich, doktoraty bronili często na Litwie. O jakimże więc „zamykaniu się we własnym kręgu” mowa?

85-90 procent maturzystów polskich szkół dostaje się na studia wyższe - z dumą ogłasza Stowarzyszenie Nauczycieli Szkół Polskich „Polska Macierz Szkolna na Litwie”. Studiuje tylko 50 procent polskiej młodzieży - mówił litewski wiceminister oświaty, usprawiedliwiając kardynalne zmiany w polskiej oświacie. O co chodzi? Polskie statystyki uwzględniają wszystkie podejmowane przez młodzież studia, a litewskie statystyki kierują się liczbą Polaków studiujących na Litwie. Tak, ponad 50 procent uczniów polskich szkół studiuje na Litwie, 20 procent - w Polsce, kolejne 20 procent - wyjeżdża na studia za granicę. Ten ostatni odsetek będzie znacznie wzrastał - studia na Litwie stają się tak kosztowne, że młodzież zamiast uniwersytetów litewskich woli brytyjskie czy irlandzkie koledże. Ale nawet jeśli połowa polskich abiturientów studiuje na Litwie i, co ważne, dostaje się na studia na Litwie, to o jakim zamykaniu się w skansenie i jakiej niechęci do języka litewskiego można tu mówić? Nie znam ani jednej polskiej rodziny na Litwie, która kwestionowałaby potrzebę nauki języka litewskiego. Trzeba być niespełna rozumu, by odrzucać język kraju, w którym dane było się urodzić i żyć.

Ale zmiana prawa oznacza, że w szkole polskiej nauka angielskiego musi ustąpić nauce litewskiego. Nie chodzi o to, aby dziecko mówiło po litewsku - to zapewniał obecny program w wymiarze około siedmiu godzin litewskiego w tygodniu. Chodzi o rozróżnianie różnych dialektów, egzegezę skomplikowanych utworów i tekstów… Dzisiaj nikt już nie dyskutuje nad trącącymi myszką lub przestarzałymi (ogólnolitewskimi) programami fizyki czy matematyki albo niedoskonałą znajomością języków obcych. We wcześniejszych klasach mojej 13-letniej córki rodzice w ramach zajęć fakultatywnych decydowali się na matematykę i język angielski, dziś wyłącznie na litewski. „Co z polskim?” - to pytanie pomijane jest smutnym milczeniem. Gwałtownie zwiększono w programie szkolnym liczbę godzin nauki litewskiego, w niektórych klasach kosztem wychowania fizycznego lub zajęć plastycznych. Szkoły, zatrudniając rzesze nowych lituanistów, nie są w stanie zapewnić uczniom zajęć dodatkowych, tak lubianych, bo wybieranych przez samych uczniów. Codziennie po kilka lekcji litewskiego, w domu do poduszki litewski i rano język litewski, a tu jeszcze znajomi o północy dzwonią, czy nie mam „Pana Tadeusza” po litewsku, bo lituanistka nakazała, bo program przewiduje. Ósmoklasiści przez półtora miesiąca debatują nad różnicą dauninkai czy dauninkai (żmudzki czy auksztocki akcent wymowy). Przerażenie ogarnia uczniów I klasy gimnazjalnej, którzy w ciągu dwóch lat muszą się przestawić na język litewski jako język ojczysty i nadrobić braki lektur. Dwadzieścia cztery utwory piętnastu litewskich autorów, bo w wypracowaniu maturalnym nawet marny autor literatury litewskiej będzie punktowany wyżej niż na przykład znajomość Szymborskiej, co z tego, że noblistki. O Herbercie już nawet nie wspomnę… Jeśli uczeń nie zna dostatecznie na egzaminie danego autora litewskiego, nie pomoże mu i pięćdziesięciu noblistów. Obleje. To jest sedno problemu, ale niestety debata w mediach sprowadza się do oskarżenia: „Polacy nie chcą się uczyć litewskiego”.

Na trzecim posiedzeniu polsko-litewskiej międzyrządowej komisji do spraw oświaty litewski wiceminister przekonywał, że strona polska źle interpretuje zapisy ustawy. Minister lansuje tezę, że nie ma bezwzględnego obowiązku dwujęzycznego nauczania historii, geografii i wiedzy o społeczeństwie, bo ustawa - jak twierdzi - ma charakter wyłącznie zalecenia (sic!). Cóż więc robią komisje (tegoż ministerstwa) wizytujące szkoły rejonu wileńskiego i solecznickiego w celu sprawdzenia, czy wymagane przedmioty są nauczane po litewsku. Gdyby chociaż sprawdzały jakość nauczanego przedmiotu, ale nie, sprawdzają wyłącznie język nauczania. Jeden z ostatnich litewskich głosów brzmi: Może warto w polskich szkołach uczyć terminów i pojęć po litewsku. Ależ! Tak się dzieje od niepamiętnych czasów, przecież ta młodzież zdaje maturę na Litwie i głównie na litewskie udaje się studia. Niedawno grzmiał w moim telefonie znajomy litewski dziennikarz, że nieprzestrzeganie ustawy jest rażącym naruszeniem administracyjnym, podlega sądowi i karze. Istna schizofrenia. Dziwimy się później, że ostatnio młodzież albo całkowicie odrzuca język polski, albo litewski. Albo oba, bo ich marzeniem staje się jak najszybsza ucieczka z Litwy. Podczas rozmowy z prawie stu uczniami II klas gimnazjalnych jednej z wileńskiej szkół około 80 procent nich zadeklarowało chęć jak najszybszego wyjazdu z Litwy. Powód podawali jeden: nie widzą na Litwie żadnej szansy dla siebie i dla przyszłości Polaka na Litwie. Czy o to chodziło autorom nowej ustawy?
Pijacy mogą sobie nadal siedzieć pod sklepem, ważne, by mówili po litewsku. Bezbłędnie.

Konstatując fakt, że „... Polacy mają coraz mniejsze szanse na awans społeczny”, autorka artykułu jakoś nie wytłumaczyła, dlaczego „jeżdżąc od 20 lat na Litwę”, nie zechciała zauważyć, jak tej możliwości awansu Polacy byli systematycznie i systemowo pozbawiani. Poprzez rabunek ziemi. Kiedyś ziemię na Litwie zabierali Sowieci, pod kołchozy. W latach 90. wolna Litwa zadeklarowała, że ziemię zwróci. Zwróciła, ale nie wszystkim. Wymyśliła prawo przenoszenia ziemi. Już sami Litwini ocenili, że Nagroda Nobla należy się twórcy „przenoszenia nieruchomości”. Właściciel działki pod Szawlami czy Poniewieżem mógł bez problemu uzyskać posesję pod Wilnem. W ten sposób Polakom po raz kolejny zagrabiono ziemię. Odsyłanie od Annasza do Kajfasza trwało latami. Nierzadko ocierało się o sądy. Ale i to niewiele dało. Pod cichym hasłem „rozrzedźmy polski żywioł na Wileńszczyźnie” rozdawano ziemie należne litewskim Polakom. Wszyscy na tym zyskali. Poza Polakami. Ustawę o zwrocie ziemi zmieniano, nowelizowano, udoskonalano ponad sto osiemdziesiąt razy, więc wszyscy się pogublili, co można, a czego nie. To problem całej Litwy, dramatów i pod Szawlami nie brakowało. Ale tu było większe przyzwolenie i opór materii mniejszy. Pod płaszczykiem rozrzedzania polskiego żywiołu na Wileńszczyźnie powstały ogromne fortuny, ale i centra mafijne. Centymetr ziemi w Wilnie i okolicach kosztuje tysiące euro, metr - zabraknie cyfr. Tak oto w ciągu dwudziestu lat należne Polakom ziemie rozpływały się w rękach innych, a w siną dal odpływały jednocześnie marzenia o ich awansie społecznym i finansowym. Jako jeden z pierwszych z przysługującego prawa przenoszenia ziemi skorzystał Vytautas Landsbergis. W Wilnie wiedzą wszyscy, gdzie jest ogromna połać ziemi „ojca litewskiego odrodzenia narodowego” i jego żony. Pięć kilometrów poza granicami Wilna, na ziemiach, o które ubiegali się Polacy. Landsbergis „przeniósł” swoją ziemię z Kowna. Był jednym z pierwszych, a potem ciągnęły już tłumy. Jakże łatwo było Lansdbergisowi w 2007 roku przed wyborami samorządowymi nawoływać Litwinów do odebrania Polakom władzy na Wileńszczyźnie. Wtedy się nie udało, bo ktoś jeszcze nie miał meldunku, ktoś inny nie słuchał Landsbergisa. Ale uda się, już niedługo.
Polacy zawsze słyszeli: „Proszę czekać”. Czekali i doczekali: „Ziemi nie ma”. Mogą litewskie władze mówić cokolwiek, że to normalne, że charakterystyczne dla dużych miast, że nie ma żadnych podtekstów narodowościowych i nie dotyczy wyłącznie Polaków, ale fakty są nieubłagane: zwrot ziemi na całej Litwie zrealizowano w 98 procentach, w Wilnie tylko niecałe 20 procent odzyskało ziemię, w rejonie wileńskim i solecznickim ten odsetek jest wyższy, ale jeśli sprawdzić, jaki odsetek należnej ziemi odzyskali ci ludzie i w jaki sposób, to już nie będzie tak wesoło. Kiedy jako współpracownicy polskiej telewizji publicznej próbowaliśmy zainteresować naszych zwierzchników sprawą zwrotu ziemi, najczęściej słyszeliśmy odpowiedzi, że chyba przesadzamy, że to niemożliwe, nikt o tym nie pisze, mało kto mówi, więc chyba nie aż tak istotne, albo że nie możemy drażnić Litwinów, nie możemy psuć stosunków polsko-litewskich. Więc nie psuliśmy. Same się zepsuły. A naprawić szkód w zwrocie ziemi już się nie da. Kryzys - sprawę przyszło zakończyć. Na użytek najbardziej zdeterminowanych uaktywniono hasło: „grabieżca Polak, co to nie o własnym kraju myśli, o rozwoju miasta, a tylko o swojej korzyści osobistej”. Takie hasła padały z ust mera Wilna Arturasa Zuokasa, a spodobały się wielu litewskim prominentom. W to wpisuje się oburzenie pani Wiernikowskiej, że na antenie Radia „Znad Wilii” roztrząsane są problemy odzyskiwania ziemi. I jak zawsze chwytliwy w Polsce straszak, „gdyby wrocławscy czy opolscy Niemcy nam to zafundowali”. Obywatele kraju ubiegają się o zwrot ziemi, którą kiedyś im zagrabiono, a która teraz przysługuje im na mocy prawa tegoż kraju. Jedni odzyskują, a drudzy - nie. Spróbowalibyśmy to zafundować wrocławskim czy opolskim Niemcom... I trzeba mieć naprawdę anielską cierpliwość, żeby strawić takie brednie pisane przez rzekomo poważną i poważaną dziennikarkę.

W Solecznikach dziennikarka widziała tylko pijaków. Jak nieopodal, na Białorusi. Można pomyśleć, że Litwa to kraj miodem i mlekiem ociekający, a tylko Polacy w Solecznikach przynoszą mu ujmę. Soleczniki dziś są odzwierciedleniem ogólnej sytuacji na Litwie, totalnego kryzysu, zwiększonego pijaństwa i pogrążającej się frustracji obywateli. W Solecznikach frustracji spotęgowanej nieustannymi atakami z Wilna. Czasem też z Polski. Litwini biją za polskość i rzekomą polonizację, Polacy - jak się okazuje - za brak polskości i rusyfikację.

Kiedy przed paru laty białostocki IPN miał przeprowadzić odczyty na temat wydarzeń 17 września 1939 roku dla uczniów polskich szkół, sprawa zakończyła się skandalem dyplomatycznym, wręczeniem czy niemal wręczeniem noty dyplomatycznej polskiemu ambasadorowi. Z zarzutem wtrącania się Polski w wewnętrzne sprawy Litwy i edukację litewskich obywateli, nieważne, że polskiej narodowości. Warszaty przyszło odwołać. Zaskoczyła mnie wtedy euforia w Polsce, że dobrze, dostał IPN. Wtedy dowiedziałam się o kontrowersjach wokół tej instytucji. Ale byłam na jednym z odczytów i akurat te mnie urzekły. Żadnej polityki, wiele treściwej informacji w dobrym opakowaniu. Jakże potrzebnej młodym Polakom na Litwie. A i samym Litwinom. W podręcznikach historii jest tylko jedno jedyne zdanie o sytuacji wejścia na Litwę wojsk radzieckich (klasa 10). Jednak Maria Wiernikowska zauważa błędy językowe w tłumaczeniu podręcznika, a zupełnie jej nie przeszkadzają niedociągnięcia merytoryczne (np. manipulacje w określeniu stanu narodowościowego mieszkańców Wilnie przed wojną i to, że jej własny kraj w tychże podręcznikach jest określany jako okupant).

Tegoż 17 wieczorem, przełączając kanały różnych telewizji, natknęłam się na dwie dyskusje studyjne w Telewizji Rosyjskiej. Też było między innymi o napaści 17 września. O wyzwoleniu - jak oczywiście podano. Słuchali wszyscy, ale nie towarzyszyły temu noty dyplomatyczne i zaperzanie się.

Kiedy 2 maja br. weszłam do Telewizji Litewskiej i wpadłam do pokoju znajomej Litwinki, która akurat miała dyżur w niedzielę, zdziwiłam się jej ekscytacją jakimś rosyjskim talk-show na rosyjskim kanale. Moje pytanie o beatyfikację Jana Pawła II skwitowała wymownym spojrzeniem, na co odpowiedziałam, że tylko pytałam, czy wie. Kiedyś Litwini oglądali polską telewizję, była ich oknem na świat, dziś oglądają rosyjskie - jest ich całym światem. Sieci kablowe w pakiecie minimum proponują do dwudziestu kanałów rosyjskich i rosyjskojęzycznych. Przy dwóch polskich i to niszowych. To rosyjskie media na powrót przejęły na Litwie rząd dusz. Polskich dusz także. W Solecznikach dla odmiany zechciano obejrzeć polski program. Ale jak? TVP wycofała się stamtąd w roku 1993. Prawa autorskie itd. Jest TV Polonia, ale ostatnio i ona odwraca się od Polaków, dziwne, bo od jednej z najbardziej wiernych widowni.

W litewskich kioskach ponad połowa prasy to tytuły rosyjskie albo rosyjskojęzyczne. W sieciach handlowych płyty z rosyjskimi filmami czy produkcjami światowymi po rosyjsku - za grosze. Nikomu to nie przeszkadza. Dzisiaj rosyjskość i prorosyjskość stała się cool, czego nie da się powiedzieć o polskości i propolskości. Co musiała zrobić Rosja, żeby tak diametralnie zmienić nastawienie litewskich obywateli do siebie? Systematycznie, przez dwadzieścia lat. Głównie inwestowała w promocję swojego otwartego, wesołego, przyjaznego, ciepłego kraju i wspaniałej kultury. Nie zawsze tej wysokiej, lepiej - popkultury. Książki, gazety, telewizje, radia, koncerty gwiazd, własne dla Litwy okienko w sztandarowej telewizji ORT. A my za informacje o „osiągnięciach polskich sportowców” i polskim doposażeniu bojowym (a propos kraju NATO i UE) mamy się korzyć i podziwiać anielską cierpliwość Litwinów. Efekty są oczywiste. Badania opinii publicznej przeprowadzone w 1996 roku wykazywały, że z sąsiadujących krajów Litwini najbardziej nie lubią Rosji i Rosjan - prawie 80 procent, Polacy byli dalej - obdarzani 30-procentową niechęcią. Dziś te wskaźniki są zupełnie inne, Rosjanom nie ufa 40 procent mieszkańców Litwy, ale 75 procent nie sympatyzuje z Polakami.

Można i trzeba narzekać na cepeliadę, ale jak i gdzie litewscy Polacy mają się żywić współczesną kulturą polską. Jeśli już, to paradoksalnie - bardziej właśnie w Solecznikach, bo tam widać wyjątkowe starania. 

Swoje dzieci też zapisałam do dziecięcego zespołu „Świtezianka”. Niedługo obchodzi 35-lecie istnienia. Też w nim kiedyś byłam. Kiedyś ja się krzywiłam, moje dzieci też się krzywiły, nawet bardziej. Ale tańczą, nawet im się zaczyna podobać. Stroje, występy, wspaniała atmosfera. Że na ludowo - trochę im nieswojo, jednak kiedyś na rodzinnym spotkaniu wielce się zdziwiły: „Skąd znacie tyle polskich piosenek?” - pytały. ”Świtezianka, dziecko”. Czy Polacy na Litwie mieliby teraz zamknąć te wszystkie zespoły, teatry, bo Polsce trąci to myszką i wydaje się „obciachowe”? Co w zamian? Pustka. Może lepiej unowocześnić, pozwolić na nowości, a nie kpić. Przecież to dla chętnych, a nie za karę. Do wileńskich teatrów amatorskich przychodzi młodzież. Czegoś poszukują. A w Solecznikach narodziła się Polska Akademia Teatru Niezależnego. Maria Wiernikowska pewnie by się skrzywiła, a panie z teatru w Sopocie podobno strasznie lubią te dziewczyny z Solecznik i od dwóch lat co kwartał pokonują trasę Sopot-Soleczniki, by z nimi pracować.

Jak się czują litewscy Polacy i jak ma przetrwać polskość na Litwie? Każda litewska telewizja, każda gazeta i portal internetowy za punkt honoru stawiają sobie pisanie na tematy polskie. I się zaczyna: Polska to kraj absurdów, oszołomów, szamanów, złych dróg, na których co chwila leje się litewska krew, złego zarządzania, wymyślonych sukcesów. Przed dwoma laty z czystej zawodowej ciekawości przeprowadziłam monitoring litewskiej prasy: przez niecałe trzy miesiące na sto siedemdziesiąt osiem jakichkolwiek wzmianek o Polsce, Polakach i litewskich Polakach - dwie były pozytywne, trzy neutralne, reszta… Dzisiaj można to pomnożyć razy pięć.

Ostatnio stosunki polsko-litewskie zdominował temat mniejszości narodowych. To przez litewskich cepeliowych Polaków nie udaje się zbudować nowoczesnego polsko-litewskiego porozumienia - gromią obrońcy relacji. Dlaczegóż więc dotąd nie zbudowano? Minęło dwadzieścia lat. Budowano niby z zaparciem, z podobnym zacięciem kwestie drażliwe pomijano. „Bądźmy wyrozumiali, to młoda demokracja, nie przesadzajmy, nie naciskajmy” - słyszeliśmy niejednokrotnie. Coś w tym było. Mieliśmy budować mosty energetyczne, szybkie koleje, szerokie drogi, partnerstwo wschodnie i wiele innych. Zbudowaliśmy mur. Nic poza tym. W efekcie niezwykła na Litwie popularność słowa sudlenkis - od sudas - g…, lenkas - Polak. Lepiej nie wchodzić na litewskie portale internetowe i nie otwierać gazet. Niedawne zdziwienie jednej z polskich dziennikarek: „Niemożliwe, nie ma tu u Was żadnego medium propolskiego, optującego za zbliżeniem polsko-litewskim, mecenasem spraw polskich na Litwie”. Możliwe, bo nie ma.

Sprawy Polaków na Litwie to papierek lakmusowy, wygodny dla wszystkich. Uśmiechy i poklepywania po plecach się skończyły, kiedy w Polsce i na Litwie zmieniła się władza. W Polsce okrzyknięto je rządami ludzi pragmatycznych, na Litwie - poprawnie politycznych. Autostrady ani koleje nie są już potrzebne, bo rozeszły się drogi partnerów. W różnych kierunkach… Ktoś musiał za to zapłacić. I znaleziono kozły ofiarne.

„Poradziliśmy sobie z Polakami na Kowieńszczyźnie, poradzimy i na Wileńszczyźnie” - wymsknie się od czasu do czasu niektórym posłom w litewskim Sejmie. Sami by może nie poradzili, ale przy wydatnym wsparciu  środowisk w Polsce - jak najbardziej.
Antypolska histeria na Litwie dopiero się rozkręca. Nie widać końca kryzysu gospodarczego. Zbliżają się wybory. Wiadomo, co daje stuprocentową gwarancję trafienia w gusta wyborcze.

A jednak szczerze wierzę w mądrość tego narodu.

Coś się jednak zmienia. Zawiązało się Litewsko-Polskie Forum Intelektualistów. To inicjatywa litewska, bardzo mi bliska. Mocno im kibicuję. Do Wilna przyjechali polscy historycy, apelują o dialog. Chęć zbliżenia deklarują literaci PEN-Clubów Polski i Litwy. Ostatnio padło pytanie: Czy można coś zrobić? Zawsze można. Wszyscy tu zawinili. Bez wyjątku. Ale od większości zawsze oczekuje się więcej, zainteresowania się mniejszością. Też w całym tym trójkącie.

A „Newsweekowi” proponuję, albo innym mediom, bo w „Newsweek” nie wierzę, zamiast subiektywnych impresji, obrazków pisanych ku zadziwieniu czytelnika, lepiej zróbić rzetelną debatę o pokoleniu litewskich Polaków a.d. 2011. Zaprosić wszystkie zainteresowane strony, przedstawić argumenty za i przeciw. Może to będzie z większą korzyścią dla renomy gazety i dla długofalowych polsko-litewskich relacji.
Najgorsze, jeśli nic się nie zmieni, albo wróci do stanu sprzed. Jedni udają, że się troszczą, drudzy, że są zatroskani, niby wszystkim zależy, a naprawdę nie zależy nikomu.

Na koniec potwierdzam: Litwa to fajny kraj. Kocham go. Wspaniały kraj, do którego warto wpaść na weekend, ale i przyjechać na dłużej, i robić interesy, i szaleć, i szukać miłości.
Oby jeszcze można było na Litwie żyć.


Komentarze

#1 Bardzo posmutniałem po

Bardzo posmutniałem po przeczytaniu powyższego artykułu red E.M. Niestety opisana sytuacja jest taka jak
ją widziałem i potwierdziła nurtujące mnie obawy.
Artykuł Wernikowskiej w Newsweekujest skandalizujący - niestety wyjątkowo obelżywy i nierzetelny.
Polska opinia publiczna i koroniarze w ogóle nie orientują się w realiach życia Polaków na Litwie
Warto przeczytać replikę p L.. Dowdo " Kto merda obiektywizmem Newsweeka?
Myślę jednak że wolna prasa i wole media powoli odsłonią prawdziwy obraz sytuacji a w szczególności
strategię wynaradawiania Polaków polegającą na fałszywych informacjach i na odsuwaniu przywracania
praw w nieskończoność.

#2 Nie wiem czym sie przejmowac.

Nie wiem czym sie przejmowac. Jedna idiotka napisala bzdury wyssane z palca. Ale nie oceniajcie na tej podstawie Polakow z Polski, bo to tak jakby oceniac caly narod przez pryzmat jednego pedofila, ktory sie akurat z niego wywodzi. Zal tylko, ze opublikowal to Newsweek, no ale chociaz widzimy wartosc informacji w tym pismadle. Jesli o wszystkim pisza takie oszczerstwa, to ta gazeta nie ma prawa bytu, a juz na pewno niczym nie rozni sie od np. "Faktu".

#3 Pani Edyto. Wielki szacunek

Pani Edyto.
Wielki szacunek dla Pani za ten artykuł.Napisała Pani prawdę której pewne środowiska w Polsce nie widzą ,nie chcą widziec.
Pozdrawiam i życzę wytrwałości

#4 do zbysia, nie niektore,

do zbysia, nie niektore, tylko wszystkie srodowiska w Polsce nie chca juz nic miec wspolnego z "kresami", bo to liteskie. Tak jak Niemcy nie czepiaja sie juz Mazur i Warmii, Krolewca, pikusiu.

#5 Brawo Edyta. Syntetycznie

Brawo Edyta. Syntetycznie pokazana Polska w Litwie.Tej spuścizny przodków nie wolno zmarnować. Nie wolno też kneblować nikomu ust. Należy jednak zwracać uwagę pismakom, dziennikarzom o wybujałym ego. Rzetelność zawodowa nakazuje uwiarygodnienia tematu u kilku źródeł. Tego niestety nie zrobiła Wiernikowska, Poszła na skróty. Tekst pisany jakby na zamówienie. Czyje? To już jej tajemnica. Nam Polakom , szczególnie tym z wileńskimi korzeniami, kresowymi, tekst Wiernikowskiej jawi się jako sprawozdanie z kolejnego Zjazdu KC PZPR.
Tym samym stawiam zarzut Wiernikowskiej o złamaniu zasady etyki zawodowej.
Edyto, pozdrawiam. Niech żyje Litwa, Niech żyją Polacy, niech żyje dobry atrament.

#6 do Giesmynas nie wolno

do Giesmynas
nie wolno stawiać znaku równości między ziemiami utraconymi tj między Wilnem, i Lwowem a karą na Niemcach hitlerowskich za wyrządzone krzywdy i przegraną wojnę i przesuniecie granicy Polski na zachód.
Bardziej polskie było Wilno i Lwów niż Alenstein ,Breslau i Opeln.

#7 do Giesmynas.pikusiem siebie

do Giesmynas.pikusiem siebie nazywaj

#8 Jur, piszesz polska

Jur, piszesz polska propagande. Vilnius byl zajety nielegalnie przez wojsk wielu panstw, Polski tez. Teraz jest nasz-wreszcie liteski (ziemie odzyskane) i rzad polski tego nie kwestjonuje. Tylko tacy cwaniacy jak ty Jur.

#9 do Giestymas tak się składa

do Giestymas
tak się składa że sprawy Wilna i Wileńszczyzny znam z autopsji nie z opowiadań.
Granic z Litwą nikt nie kwestionuje tylko brak przestrzegania praw mniejszości wg norm europejskich.
Na ty nie jesteśmy .Postaraj się być trochę bardziej kulturalny.

#10 Wiernikowska reprezentuje

Wiernikowska reprezentuje poglądy Korwin_Mikiego.
To sa poglady drastyczne. Dziennikarka zapewne czuje ogromną wyższość, tak jak wielu Polakow koroniarzy, ktorzy przyjeżdzając do Wilna z jednej strony czyją się jak u siebie z racji gościnności Polaków a z drugiej krytykują Polaków litewskich za ich język przede wszystkim, ale też za różne inne zachoewania czy upodobania, ktore sa wynikiem wlasnie przebywania nie w Polsce, Polacy z Polski, uwarzaja, ze prawdziwy Polak musi byc wylacznie na wzor Polaka z Korony. Kazdy inny jest gorszy.
Oczywiscie maja prawdo do takiego zdania, jednak formowanie opinii krzywdzacej jest amoralne i ponizej pasa.

Co do tekstu Edyty, o dzialanich litwinow jak zwykle jest zawsze wyjatkowo celny i bezbledny. Obraz Polakow na Litwie i samej Litwy jest dosc ponury. Wiec to zakonczenie ze mozna kochac Litwe jest w rzeczy samej zadziwiajace. kocha to kocha. Kazdy kocha swoja ojczyzna.
W jakim sensie jest to wspanialy kraj nie bardzo wiadomo, skoro wlasnie na Litwie normalnie nie da sie życ?

#11 Ty Jur, jestem bardziej

Ty Jur, jestem bardziej kulturalny niz ty. Na necie, pikusiu kazdy jest na "ty". Nie podoba sie? Na madagaskar.

#12 Litwin, ale dobry

Litwin, ale dobry człowiek
"Wiernikowska reprezentuje poglądy Korwin_Mikiego."
E że jak niby? Możesz rozwinąć?

Giesmynas ogarnij się , to kto jak kiedy zajmował Wilno nie ma najmniejszego znaczenia w kwestii przestrzegania praw człowieka.
A jeśli traktat z '94, gdzie potwierdzono nienaruszalność granic i dobre traktowanie mniejszości po obu stronach granicy wam nie odpowiada, to go wypowiedzcie. ;p

PS. Traktat Ribbentrop-Mołotow, który dał wam Wilno został uznany za nielegalny. ;)

#13 # 11Giesymynas są różne formy

# 11Giesymynas
są różne formy , różne fora internetowe i rożne poziomy wypowiedzi jest obrażanie i dyskusja na argumenty
polecam przemyśleć wypowiedzi lub przejść na Delfi

#14 Artykuł Wernikowskiej już

Artykuł Wernikowskiej już jest zgłoszony do komisji etyki mediów przez Fedarację Organizacji Kresowych.Tak mógłby pisac antypolak Landsbergis lub jemu podobni.
Pani Edyta Maksymowicz jak zwykle pisze rzetelnie , obiektywnie, "blisko życia" i jednoczesnie emocjonalnie. Prosimy częściej.Warto pojawiać się Wilniukom na zjazdach dziennikarzy polskich. Cały czas pokutuje w RP brak wiedzy o lit. realiach. "Walczący piórem"swoją fragmentaryczna wiedzę czerpią z polskich mediów, w których najczęściej publikuje się albo ogólniki albo we wszelakich wyłagodzeniach , przeinaczeniach, rozmija się z prawdą..

#15 do Giesmynas pikuś,odejdz w

do Giesmynas
pikuś,odejdz w pokoju

#16 Ty Zbys, zakop sie a ja

Ty Zbys, zakop sie a ja zapale ci swieczke.

#17 Żal było czytać ale wygląda

Żal było czytać ale wygląda że blog był pisany po krótkiej wycieczce weekendowej. Nic nie jest tak oczywiste jak na pierwszy rzut oka widać ale Pani Wiernikowska tego nie wie. Szkoda że nie poczytała trochę więcej przed wyjazdem a już na miejscu że nie została dłużej i nie przeprowadziła więcej rozmów. Choć z drugiej strony kto otwarcie mówi obcym dziennikarzom o swoich problemach ? Przecież i tak to napiszą co sami chcą !

#18 W Vilniusie wszystko jest

W Vilniusie wszystko jest liteskie oprocz niektorych kosciolow, o ktore nie prosilismy, kilka budowli, uniwerek, o ktorego tez nie prosilismy. To i inne zostalo zbudowane przez okupantow sila i zamordyzmem. Te okupanty mysleli, ze wybija z nas Litwinow ostatnie kszty narodowosci, niestety, nie udalo sie. Polacy, ludzie radzieccy czy Niemcy nie dowiedli niczego u nas na wielikoj Lietuvie mimo mordow i wciskania nam swojego kitu. A teraz jestesmy wolni i powtarzam: nie nrawitsa, paszli na madagaskar albo do antarktydy, etc. I mnie tu juz wiecej nie wkurzac! G.D.

#19 Hmmmmmmmmmmmmmmm-=

Hmmmmmmmmmmmmmmm-= s(r)alonowe media w Polsce , tak jak nacjonalisci na Litwie juz dawno przyjęły ze Polacy litewscy - to Litwini polskiego pochodzenia - dlatego pani Wiernikowska pisze w okreslony sposób- NIE MA W TYM NIC ZASKAKUJĄCEGO (-a gdze zwykla uczciwośc dziennikarska ?

#20 Ale sie rozzalila Edyta!

Ale sie rozzalila Edyta! Dobrze jednak ze wyemitowala tu historie relacji litpol w RL od poczatkow transformacji. Nieczesto i niegesto publikacje o takim przekroju pojawiaja sie. A co tam Marysia W.? Przejechala sie po bajecznej krainie z zachodu z nadmorza na wschod w glab ladu jak Birute Kejstutowa. A kraina ta bajeczna Litwa sie nazywa. A pierwszym prezydentem w bajecznej krainie V. L. A chodniki w bajecznej krainie drewniane - same odrastaja gdy jedna deseczka pognije. A to wszystko tam gdzie niegdys wiestalka Birute dziewicze poganskie dnie i noce spedzala. Lecz ktos jak kiedys ksiaze Kejstut niewinna Birute i Mrysie porwal i niechcaca na wschod przezucil. O bogi poganskie! !!! Jak mogliscie do tego dopuscic???? Tam we wschodniej Litwie bajka prysnela. Aj- ja-jaj ... Polacy, niepoganie wszystko psuja i do bajki nie pasuja, Biada.

#21 Wiernikowska ma poglady

Wiernikowska ma poglady Korwin-Mikkego ? Czyzby ? Korwin - Mikke to zadeklarowany wolnosciowiec - a Wiernikowska - lewactwo do kwadratu

#22 Pani Edyto!, świetna

Pani Edyto!, świetna riposta.
Gratuluję!!!

#23 do Giesmynas. pikuś p.....l

do Giesmynas.
pikuś p.....l się sam

#24 do Giesmynas. Boli ciebie ze

do Giesmynas.
Boli ciebie ze Wilno i Wileńszczyzna przez Polaków zamieszkala.Sam wiesz bucu ze bez Unii z Polską Litwini podzieliliby los Prusów i Jadzwingów .
pikus,goń się

#25 Do Litwin, ale dobry

Do Litwin, ale dobry człowiek

Może nienajlepszy przykład,ale pierwszy z brzegu. Mickiewicz tez kochał swoj kraj, ale mieszkać tu nie mógł. Bo jedno kochac kraj, a drugie to sytuacja w kraju, jaka panuje i jakie są warunki do życia. Chyba autorce o to chodziło

#26 Świetny artykuł. Pani Edyto

Świetny artykuł. Pani Edyto proszę nie przejmować bredniami, które wypisuje Wiernikowska. Próbuje w ten sposób zrobić wokół siebie szum bo dawno już zeszła z pierwszych stron gazet. W naszych mediach nie brakuje jednak już i rzetelnych informacji o walce jaką musicie toczyć. Pozdrowienia dla Pani i wszystkich Wilniuków!

#27 Zbys, piszesz

Zbys, piszesz androno-gawrony, jak u nas mowia kolo Kaunasu. Unia ta Lietuvie nic nie dala, tylko ja oglupiano i zniewalano. Litwini to narod madry i rozsadny. Teraz kiedy jestesmy wreszcie u siebie atakuje sie nas skrytobujczo. Nie damy sie nikomu . My nie atakujemy, chcemy wspolpracowac, to nie nasza wina ze Polacy i inni mieszkaja na naszych ziemiach jeszcze. Stoimy wobec polityki miedzynarodowej, stawiac jej czola nalezy, wspolpracowac, nie szczekac. Sam kraj nie stawi czola problemom. Trzeba wspolpracowac, wspolpracowac. Wymagania kosmiczne mniejszosci sa czasem nie do wytrzymania. Czy Litwini w Polsce to zwykla sila robocza, nie. Nie krzyczaa, siedza spokojnie, zawsze mogo wrocic na Lietuve.

#28 Giesmynas, Hitler by tego

Giesmynas, Hitler by tego lepiej nie ujal, gratulacje. Nie ma to jak masturbacja nad swoja miernota, co wlasnie robisz, rozsmieszajac czytajacych Cie inteligentnych ludzi. Gdyby "Litwini" byli takim madrym narodem, to z mniejszoscia zyliby we wspanialej symbiozie. Ja madrym nie nazwe klucie igielka stope zarowno Polski jak i Rosji. W taki sposob ten "madry" narod sam sobie kreci petle na drzewie, nawet tego nie widzac, mimo iz widza wszyscy dookola.

#29 do Giesmynas. dobrze po

do Giesmynas.
dobrze po polsku piszesz,pewnie babcia Polka w dziecinstwie ciebie pacierza uczyła,
babcia nie dała się ograbić z polskości dlatego tak -kochasz- Polaków

#30 @ do tych co nie

@ do tych co nie pojęli.
Mikke wolnościowcem. Może zależy jak to ktoś rozumie, ale oto pare jego credo:

w sprawie Polaków LT - Polska powinna ani półgębkiem nie wtrącać się w sytuację Polaków na Litwie,
gdyż to są obywatele litewscy i wara Polsce od obywateli litewskich. Wtedy stosunki Litwa Polska będą idealne.

albo inne: odseparowac niepełnosprawnych dzieci od dzieci pełnosprawnych,. aby te się "nie zarażały".

ewentulanie: Kobiety z zakazem do sejmu i innych publicznych stanowisk gdyż - są wyłacznie przysposobuione do garów z racji mniejszych możliwości mózgowych.

itd itd. dalej, mało? dlatego uważam że to ten sam poziom perceprcji.

#31 Kolego Litwin - przesadzasz

Kolego Litwin - przesadzasz -Korwin mowi - wkorzystajmy doswiadczenie kobiet po 50 -ce , z zarazaniem pzrez dzieci niepelnosprawne - cos pzrekręciłeś I ZAKAZEM STANOWSK DLA KOBIET - pRZesadzasz, SKAD tY TO WZIAŁEŚ ? - bylo to wypowiedziane inaczej. JA TEZ POWTARZAM - POLACY LITEWSCY WALCZCIE ZDECYDOWANIE I UPARCIE O SWOJE PRAWA - NIE OGALDAJCIE SIE NA RZĄD LITEWSKI - BO TEN WAM NIE USTĄPI ; NIE OGLĄDAJCIE SIĘ TEZ NA RZAD POLSKI - bo ten w imię poprawnosci politycznej złoży Was na ołtarzu tejze poprawości - zresztą już to zrobił

#32 "czuje ogromną wyższość, tak

"czuje ogromną wyższość, tak jak wielu Polakow koroniarzy, ktorzy przyjeżdzając do Wilna z jednej strony czyją się jak u siebie z racji gościnności Polaków a z drugiej krytykują Polaków litewskich za ich język przede wszystkim, ale też za różne inne zachoewania czy upodobania, ktore sa wynikiem wlasnie przebywania nie w Polsce, Polacy z Polski, uwarzaja, ze prawdziwy Polak musi byc wylacznie na wzor Polaka z Korony."

Tak. Polacy z Korony zdziwieni nacjonalizmem polskim na Litwie. Wsriod koroniarzy mozna znalezsc jakich chcę nacjonalistow i nawet nazi, ale OGOLNIE Polska jiest krajem NIE nacjonalistycznym, a tak samo europiejskim i nowoczesnym jak np. Austria.
Nacjonalizm polski na Litwie ma swoj, specyficzny "kolor": glorifikuje się wszystko, co bylo w latach 1920-1939. A i te lata w umyslach Polakow jak by WCZORAJ. Jak by WCZORAJ tu byla piękna, sprawiedliwa, wysoko rozwinięta, miodem i mlekiem plynąca Polska, a DZIS przyszli okupanci Litwini i wszystko zniszczyli.

W pewnym sensie Polak z kresu litewskiego - to Polak początku XX wieku, a Polak z Korony - Polak XXI wieku.

#33 Hej Vilenski ZNALAZŁEŚ SIE

Hej Vilenski ZNALAZŁEŚ SIE -POWTARZAM JESZCE RAZ ODWROTNIE JAK WAĆPAN -NACJONALIZM LITEWSKI JEST RODEM Z XIX WIEKU- DZISIAJ MAMY XXI WIEK - POLSKA MNIEJSZOSĆ JEST ELEMNTEM SŁABSZYM I UCISKANYM ORAZ PONIEWIERANYM PZREZ WIĘKSZOSC LITEWSKĄ - MNIEJSZOSC MA PRAWO BRONIĆ SIE PZRED WYNARODOWIEM - I TO POLACY SKUTECZNIE CZYNIĄ . cHCĘ PODKREŚLIC ,ŻE INTEGRACJA ZE SPOLECZENSTWEM LITEWSKIM POLAKOW Z LITWY - OCZYWISCIE TAK - ALE MA TO NIE BYĆ ASYMILACJA - co jest celem nacjonalistow litewskich od prawie stu lat - ZAPRZECZYSZ? Jesli zapzreczysz tzn skłamiesz

#34 do Ewa Mewa, mam dość tych

do Ewa Mewa,
mam dość tych przykładów Mickiewicz, Słowacki, Miłosz itd. Też mi przykłady, które kompletnie nie nadają się do obecnej rzeczywistości.
Nikt nie wie jak Mickiewicz kochał Litwę, to co napisał napisał jako pisarz. Każdy interpretuje jak sobie mu do glowy strzeli. Wszyscy tweirdza że kochał i basta.
Swiat sie zmienil od czasów Mickiewicza i porównywanie AM miłości do Litwy z miłością do Litwy Polaków na Litwie jest wg mnie oczywiscie zupelnie. Czyli mamy na Litwie 300 tysięcy Mickiewiczów jeśli chodzi o miłość do Litwy.
Przypomnę tylko, że Mickiewicz musiał opuścić swe ukochane Wilno, to już nigdy tu nie powrócił. Więc jego przykład troche kontrowersyjny.

#35 @ Baublis chodziło ogólnie o

@ Baublis
chodziło ogólnie o to, że Korwin ma ok. 1% poparcia w Polsce, i to co pisała Wiernichowaska też znajdzie poparcie gdzieś w 1% w Polsce. Oni by sie wg mnie zgodzili w wielu punktach co do Polaków LT. Ale tu nie oto chodzi. (Opinie zaś o Korwin wystarczy znalesć w jego wywiadach prasowych i telewizyjnych)

Co ciekawe, Litwa przedstawi ten jeden procent jako zdanie wszystkich Polaków w sensie Polaków LT.
Widzieliśmy setki razy jak media litewskie przedstawiają polskie "obojętne lub krzywdzące wobec Polaków LT" artykuły, gromko i radoście. Natomiast tych innych zupełby brak. Chociaż to właśnue w miażdzącej przewadze te inne artukuły (przychylne polakom na Litwie) przeważają w polskich mediach

To jest ta różnica spelczeństwa i dziennikarstwa. w Polsce spotkamy różne opinie od skrajnych w jedną po drugą stronę. Na Litwie jest tylko możliwa jedna skrajność w mediach. To jest wlasnie to ograniczenie w możliwościach mózgowych i percepcyjnych :)))).

Myslę, ze może też Litwini odznaczą Wiernichowską orderem krzyża im. Songaily za zasługi dla Litwy. Na choćby małe wynragrodzenie ich poprostu nie stać, ale przychylność dozgonna.

#36 Nacjonalizmu litewskego w

Nacjonalizmu litewskego w stosunku do Polakow nie brakuje. I nie moze brakowac, kiedy to Polacy chodzą z flagami Polski i obchodzą wojenne swięta II Rzeczpospolitej. W Polsce tez NIE KAZDY by tolerowal, gdy by w Poznaniu chodzilo się z flagami niemieckimi i z pietyzmem mowilo się o bohaterskiej hystorii III Rzeszy.
Generalnie nacjonalizm litewski jiest GLUPI, bo niema jakby "podstawy", a jiest takim kompleksem obronnym malego i slabego narodu. Bardzo slabego - w ciągu 20 lat nie udalo się nawet do konca zrobic litewski językiem panstwowym.

Polska "mniejszosc" u siebie jiest większoscią, nikt jiej nie uciska i nie wynarodowuje. Mozna mnie ile chcesz wynaradawiac, jakim bylem, takim i zostanę. A moj byly sąsiad jak nie wymawial ni jiednego slowa po litewsku, tak i nie będzie (Jiest wielkim patriotem Polski i z Litwinami gada tylko po rosyjsku). "Wynaradawianie" - najbardziej pozbawione sensu okreslenie.

#37 @Litwin "w Polsce spotkamy

@Litwin
"w Polsce spotkamy różne opinie od skrajnych w jedną po drugą stronę. Na Litwie jest tylko możliwa jedna skrajność w mediach. "

Podejrzewam, ze pan mowi o POLSKICH mediach na Litwie. W tych, naprawdę, tylko jiedna skrajnosc - wszystko litewskie jiest negatywnym juz tylko dlatego, ze litewskie :)))

#38 do Wilenski. Czy Litwini są

do Wilenski.
Czy Litwini są głupi? Absolutnie nie! A wiec tylko udają takich, bo im wyodnie pozniej miec argument ucisku i pretensji.
Flagi polskie moim zdaniem sa tylko po to aby podkreslic narodowosc protestujących, bo jakże by można poznac o co i kto protestuje na Litwie? Masz jakis pomysl? no Wilenski?

tu nie chodzi o manifestacje Polski jako kraju i jej wpływu czy życzenia aby na Litwie była Polska, ale chodzi o pokazanie narodowości która protestuej na Litwie jako mniejszości narodowej.

To jest zupelnie oczywiste dla Polaków LT, ale Litwini to zupelnie durnowato uważają, że Polacy LT, reprezentują Polskę jako kraj kiedy niosą flagę białoczerwoną. I wytykają brak lojalności.
Polska flaga oznacza tylko nrodowosc. Czy Litwini protesutjąc w innych krajach i żądając spowrtoem odebranych im praw pojdą z flagami innymi niż litewskie?

""wynaradawianie" - najbardziej pozbawione sensu okreslenie" - to dopiero jest pozbawione sensu zdanie.
Gdy niezależny ktos, przejrzy działania władz litewskich w ciagu ostatniego 15 lecia, to odrazu zoabczy, że to są działania obliczone na szybsza lub powolna asymilacja lub wynarodowienie Polaków na LT. to jest Litewska racja stanu wiec nic dziwnego, ale żeby do tego się nei przyznawac to .... tchórzostwo.

To, że Polacy się się takiemu działaniu opierają i to wynarodowienie jest nie skuteczne też fakt.

Wiec rozrózniaj dwie rzeczy nieskuteczność polityki wynarodowienia czy działan asymilacyjnych czy sam fakt istnienia takich działań.
A ty fakt, że twoj sąsiad mówi, "że wbrew praktykom wynarodowienai będzie tym kim zostanie" (co już dowodzi, że czuje działania wynarodowiające) odczutyjesz że nie ma praktyk asymilacyjnych czy wynarodowieniowych.
Aysmilacja i wynarodowienie są i działają, ale opór jest tak wielki, więc uważasz, że tych działań nie ma.
jesli jeszcze nie rozumiesz zrobrazuję wiec:
Jeden strzela z broni, drugi ukrywa sie i się zaslania od kul. Więc póki ten "cel" żyje ty uważasz że nikt nie strzela, bo przecież ten co się broni nadal żyje.
Tu prosze zacznij czytać od początku (pierwsze dwa zdania wpisu).

#39 do Wileński (#37). nie

do Wileński (#37).
nie wątpię, że ty odczytaleś, że to polskie media na Litwie są jednostronne, niczego innego się nie spodziewalem. Nie ma problemu, wiem że tak myślisz to jest twój poziom. nic na to nie poradzę. Post nie był do ciebie.

W krajach totalitarnych też nie pyta się opozycji czy działaczy wolnościowych czy mają zagwarantowane prawa, BO wystarczy, że władza mówi całemu światu, że napewno mają i to wszelkie możliwe.

Więc też na Litwie nie pyta się mneijszości polskiej jaka jest jej sytuacja. To władze i ty powiedzą jak jest naprawdę. Zwykła przeciez rzecz zrozumiala dla ciebie. tylko na tyle cie i ten kraj stac.

#40 @Litwin Manifestacje tu nie

@Litwin

Manifestacje tu nie mają nic do rzeczy. W telewizji dzialacze AWPL siedzą przy swoim biurku, nad ktorym - wielki Orzel Polski. Oni tez mowią, ze to tylko "podkresla narodowosc". Litwini im nie wierzą. A ty na ich miejscu wierzyl byym ?

"Wynaradawianem" ja rozumiem jakis czyn w celu zmienic narodowosc tego "wynaradawianego". Narodowosc - to swadomosc czlowieka, cos, co "siedzi" w jiego umysle. Mozna apelowac "hej, urodzilesz się na Litwie, twoi przodkowie - Litwini, bądz i ty Litwinem". Ale NIEMA MOZLIWOSCI "wynarodowic" NA SILĘ. I NIKT NA SILĘ TEGO NIE ROBI.
Propaganda litewska ma prawo byc tak samo jak polska. Litwa ma prawo NAMAWIAC swoich obywateli byc Litwinami. Niema prawa ZMUSZAC i TEGO NIE ROBI.

Litewski język - nie wynarodowianie a język panstwa Litwa. W Polsce takim językiem jiest polski. Czy to znaczy, ze wszyscy nie Polacy w Polsce są wynarodowieni ?

#41 do autorki "Antypolska

do autorki

"Antypolska histeria na Litwie dopiero się rozkręca. "

Antylitewska hysteria juz dawno rozkręcona.

"A jednak szczerze wierzę w mądrość tego narodu."

A ja - niebardzo. Od Litwinow oczekiwalem więcej tej "mądrosci". Ale glupota przewaza tą mądrosc wielokrotnie. Mozna zrozumiec dlaczego, ale sam fakt zostaje.

" Ostatnio padło pytanie: Czy można coś zrobić? Zawsze można. "

Mozna zrobic bardzo duzo, tylko ze niema zainteresowania. Celem AWPL zawsze bylo i zostaje "wojna" polsko-litewska. Ta pratia i byla stworzona m.in. dla wojny propagandowej. A tylko AWPL dzisiaj reprezentuje Polakow.

#42 A Litwa i tak padnie

A Litwa i tak padnie !!!!!!!!!!!!!

#43 Hmmmmmmmmmmm- wojne

Hmmmmmmmmmmm- wojne litewsko-polska ( przeciwko Polakom litewskim) prowadza elity nacjonalistyczne litewskie od prawie stu lat.PRZYKRE

#44 Bowbli niema zhadanai wojny

Bowbli niema zhadanai wojny sau tylko ambicije AWPL kture popiera Warszawa.

#45 Bardzo mocny i potrzebny

Bardzo mocny i potrzebny tekst. Dziękuję. Jednocześnie jako koroniarz przepraszam za panią Wiernikowską. Wiemy jaka jest wasza sytuacja i nas to boli. Staramy się zresztą zrobić co możemy by pomóc ale wiadomo Polak Polakowi nie równy. Znajdą się tacy jak pani Wiernikowska ale większość stoi za wami murem. Wstydzimy się za tekst jaki popełniła pani Wiernikowska, którą zresztą poznałem osobiście.

Jeszcze raz za ten tekst należą się pani wielkie brawa i podziękowania.

#46 Wiernikowska chyba nie

Wiernikowska chyba nie reprezentuje burakuw i paczons ztai strony jest im poprostu nie poczebna.

#47 DUR KARTA - a kto to burak?

DUR KARTA - a kto to burak? Nacjonalisci litewscy? Zgadzam sie .

#48 Bowbli w litewskich tak i w

Bowbli w litewskich tak i w polskich gazetach w komentarach jest bardzo popularny fantom "burak" kturego fundment nie na podstawie toscamoszczi ale na podstawie mentelitetu. Buraka nie mozhna zamienicz na nacionaliste bo to bendzhie nie piauna wartoszcz wyrazu.

#49 dur karta- alez okreslenie

dur karta- alez okreslenie ,, burak,, bardzo pasuje do nacjonalisty - litewskiego też - mozna jeszce powiedziec ,, czeresniak ,, ,, wisniak ,, - jak ci odpowiada - ten sam obciach

#50 Bowbli kazhdym razhie to sau

Bowbli kazhdym razhie to sau okreszlenia montalnoszczi a nie toscamoszcy. Jak by pan nie starauszie.

Sposób wyświetlania komentarzy

Wybierz preferowany sposób wyświetlania odpowiedzi i kliknij "Zachowaj ustawienia", by wprowadzić zmiany.

Dodaj nowy komentarz

Zawartość pola nie będzie udostępniana publicznie.