Kobiety sportsmenki w przedwojennym Wilnie


Dzień Kobiet to doskonała okazja, aby przypomnieć fragmenty życiorysów kilku pań związanych z przedwojennym Wilnem. Wiele znanych wilnianek z przeszłości wbrew pozorom wcale nie doczekało się biografii czy nawet krótkich biogramów. Bywają jednak opracowania, w których tematem wiodącym jest działalność kobiet w określonym nurcie. Kultura, praca społeczna, środowisko religijne czy oświata to tylko niektóre z przykładów. Sport w Wilnie, a już szczególnie sport kobiecy nie jest tematem dostatecznie opracowanym, dlatego chciałbym przy okazji święta pań przypomnieć kilka postaci, które w swoim czasie reprezentowały Wilno. Niektóre z fragmentów stanowić mogą sportowe przyczynki do biografii.
Osiągnięcia sportu kobiecego w przedwojennym Wilnie nie były spektakularne, lecz nie były też bez żadnego znaczenia. Zdobycie kilku tytułów mistrzostw Polski ulokowało reprezentantki Wilna w annałach niektórych dyscyplin. Gromadząc materiały archiwalne o sporcie wileńskim, kilka kobiecych nazwisk doczekało się własnego zbioru danych. Wybrałem do artykułu cztery postaci, z których dwie traktowały sport w sposób, jaki dzisiaj nazwiemy profesjonalnym. Dwie pozostałe były sportsmenkami, których osiągnięcia liczyły się jedynie na poziomie lokalnym. Pisząc o nich, kierowałem się chęcią przybliżenia fragmentów sportowych wątków z ich życiorysów. Nie wszystkie panie były wilniankami z urodzenia, lecz fakt zamieszkiwania w Wilnie w okresie osiągania największych sukcesów sportowych ma określone znaczenie. 

*     *     *

Kamilla Plewakowa (1906–1992)

Kamilla z domu Pawluć urodziła się w Wilnie. Wioślarstwo uprawiać zaczęła przypadkiem, a zaczęło się wszystko w 1928 roku, kiedy przyszła na przystań 3 Batalionu Saperów, aby wynająć kajak i popływać po Wilii. Ciągnęło ją do sportu i kiedy tylko była możliwość, pływała, jeździła konno i biegała na nartach. Kamilla była bardzo wytrzymała, a woda stawała się jej żywiołem. Pływając na długich dystansach, często pokonywała dystans Wilno – Werki (ok. 7 km), uzyskując dobre czasy.

Na przystani saperów stała się częstym gościem i tam poznała swojego przyszłego męża, kapitana Wacława Plewakę, dowódcę jednej z kompanii 3 Batalionu Saperów. Ślub wzięli w lutym 1929 roku. Przystojny oficer był znanym działaczem sportowym i sam uprawiał wioślarstwo, chociaż w wymiarze jedynie rekreacyjnym. Wacław uczył Kamillę podstaw wiosłowania, ale jak wspominała kilka lat później, robił to źle. Krótko przed osiągnięciem największych sukcesów Kamilla musiała się „namordować”, aby pozbyć się złego stylu, który jej narzucił.

Droga do sportu wyczynowego otworzyła się, kiedy w 1931 roku wsiadła do skiffa, jednoosobowej łodzi sportowej. Łódź była akurat wolna. Jej dotychczasowy użytkownik Zbigniew Witkowski, świetny wioślarz i instruktor „z papierami” tej dyscypliny, odszedł z klubu WKS 3 Bataliony Saperów, aby objąć funkcję trenera w sekcji wodnej Policyjnego Klubu Sportowego. Zarząd WKS batalionu przekazał jego skiffa Kamilli, stawiając warunek, że zacznie poważnie trenować wioślarstwo.

Z. Witkowski z zaciekawieniem podpatrywał czasem, kto korzysta z jego łodzi, a na Wilii nic sportowego nie działo się bez jego obecności. Zdumiał go przede wszystkim zapał, z jakim młoda dziewczyna wiosłuje już od świtu po zasnutym mgłą nurcie. Przyszedł pewnego dnia na przystań i zaoferował swoją pomoc w treningach Kamilli. Dzień za dniem, ciężką pracą
K. Plewakowa szykowała się do sportowego debiutu. Oprócz niej Wilno miało w tym czasie jeszcze trzy wioślarki w jedynkach, z którymi mogła rywalizować, z czego jedna należała do tego samego klubu.

We wrześniu 1932 roku pojechała do Trok, gdzie rozgrywano regaty międzyklubowe. Kamilla wygrała bieg eliminacyjny ze swoją koleżanką klubową Janiną Jokajtisówną, finał zaplanowany był na następny dzień. Niestety Kamilla na wyścigu finałowym się nie stawiła. Wygrała Kazimiera Stankiewiczówna z AZS, która przepłynęła dystans sama i zwyciężyła walkowerem. Dlaczego Kamilla nie stanęła do walki, trudno już dzisiaj ustalić. Mogła to być kontuzja, ale również uszkodzenie łodzi, a może brak wiary w wygraną? K. Plewakowa nie stawiła się również na jesienne regaty, kiedy wyścig kobiecych jedynek wygrała znakomita Irena Kieśkiewiczówna z Grodna.

Latem 1933 roku przystąpiła do prawdziwej walki. Najpierw w Trokach pokonała swoją najgroźniejszą, wileńską rywalkę – Hannę Mincerównę w AZS w wyścigu „pań młodszych, a w finale zasadniczym o trzy długości wyprzedziła I. Kieśkiewiczównę. Mając tytuł mistrzyni Wilna, wyjechała na regaty o Mistrzostwo Polski do Bydgoszczy. Niespodziewanie dla wszystkich wygrała wyścig finałowy. Nikt nie stawiał na nikomu nieznaną zawodniczkę z dalekiego Wilna. W finale nie startowała niestety Janina Grabicka z Warszawy, dotychczasowa mistrzyni Polski, ale Kamilla pokonała trzy inne rywalki. „Nowej mistrzyni Polski p. Plewakowej z Wilna zgromadzony tłum zgotował huczną owację, witając ją głośnymi brawami. Zwycięstwo Plewakowej jest dla sportu wileńskiego wielką niespodzianką, gdyż talent wioślarski p. Plewakowej został tak jeszcze niedawno, bo w Trokach dopiero odkryty. Jest to wyraźny dowód, jak można dużo zrobić, prowadząc systematyczny trening”. Kamilla wygrała jeszcze później jesienne regaty na Wilii.

WKS 3 Batalionu Saperów został w 1933 roku wciągnięty w skład tworzonego akurat ogólnogarnizonowego Wojskowego Klubu Sportowego, który od jesieni oficjalnie nazywał się WKS „Śmigły”, chociaż saperom pozostawiono nieco autonomii. Kamilla Plewakowa, reprezentująca „Śmigłego”, stała się niepokonaną. Klub zakupił w Warszawie dla swojej „chluby” nową łódź i bez problemów opłacał koszty jej startów. Zdobycie przez Plewakową mistrzostwa Wilna w 1934 i 1935 roku było formalnością. W pierwszych pokonała Anielę Honckiewiczównę z Warszawy,
w drugich wygrała walkowerem. Nie można się dziwić, że oczekiwano sukcesów w regatach o Mistrzostwo Polski.

Kibice wioślarstwa zgromadzeni wzdłuż toru w Bydgoszczy w 1934 roku doczekali się wreszcie bezpośredniego pojedynku K. Plewakowej z J. Grabicką. Wyścig był bardzo zażarty i Kamilla wygrała o nieco więcej niż sekundę. Pozostałe trzy wioślarki pozostały daleko w tyle. W czasie wyścigu utrzymywała równe tempo 24–26 uderzeń na minutę, stąd mówiono, że „jedzie jak chłop”. Rok później znów miało dojść do bezpośredniej walki. J. Grabicka wycofała się jednak tuż przed biegiem finałowym i Kamilla pokonała bardzo łatwo Dziadowczykównę z AZS Kraków. Był to trzeci z rzędu tytuł mistrzyni Polski zdobyty przez Kamillę Plewakową. Styl, w jakim pływała nie był idealny i pisano, że mogła go „ogładzić, co dałoby jej szybkość”. Mimo tych braków w latach 1933–1935 „nie było przeciwniczki dla Plewakowej […] która pozostawała wciąż „królową”. Jej rodzinne miasto uhonorowało ją nagrodą im. płk. Z.Z. Wendy dla najlepszego sportowca Wilna.


Kamilla Plewakowa po wygranym biegu w Mistrzostwach Polski (Bydgoszcz 1933).

Swoje sukcesy tłumaczyła odpowiednim stylem życia. Nie pracowała zawodowo i była pozbawiona nałogów. Jak przyznawała, odżywiała się bez szczególnej diety, dużo czasu poświęcając na sen. Miała 164 cm wzrostu i wagę między 65 a 72 kg, górując znacznie masą ciała nad rywalkami. Czas, którego miała dużo, poświęcała na trening. Codziennie pływała łodzią po trzy godziny w tempie spacerowym, a przed zawodami po trzy do czterech długości torów na tzw. „półgazie”. Nie dodawała do tego żadnej specjalnej gimnastyki ani zaprawy. Zimą utrzymywała kondycję dzięki treningom na basenie zimowym dla wioślarzy, zbudowanym w koszarach 3 Batalionu Saperów dzięki inicjatywie jej męża. Kiedy tylko mogła, szusowała na nartach. Razem z mężem i innymi członkami WKS Śmigły uczestniczyła w turystycznych spływach kajakowych po Wileńszczyźnie.

Kiedy była w Bydgoszczy na regatach, zamykała się w sobie. Prosiła zawsze o kwaterę jak najdalej od miejsca zawodów. Unikała wywiadów i dyskusji o szansach. Nie ukrywała, że jej marzeniem byłby start w mistrzostwach Europy czy świata, ale w tym czasie skiffing (albo bardziej prawidłowo skuling) kobiecy uprawiany był prawie wyłącznie w Anglii i w Polsce, toteż mistrzostwa takie się nie odbywały. Wioślarstwo uważała za sport idealny, który w połączeniu z turystyką dawał wszystko, czego potrzeba zdrowemu człowiekowi: przede wszystkim nienaganną kondycję, równomierny trening większości mięśni, wspaniały kontakt z naturą.

Kariera sportowa Kamilli Plewakowej przerwana została w 1935 roku, kiedy jej mąż otrzymał przeniesienie służbowe do Warszawy. Opuszczali Wilno żegnani przez szerokie grono przyjaciół i znajomych. Kamilla porzuciła całkowicie uprawianie wioślarstwa. Wrzesień 1939 roku przyniósł dramat. Major Wacław Plewako trafił do Kowla, jako dowódca garnizonu i uczestniczył w walkach. 2 października ranny w płuco trafił do niewoli sowieckiej. Żona zdołała go zobaczyć z daleka, kiedy na noszach przenoszono go do wagonu kolejowego. Jako oficer Wojska Polskiego został zamordowany w Starobielsku.

Kamilla Plewakowa przez wiele lat nie chciała przyjąć do wiadomości, że jej mąż nie żyje. Zaangażowała się w działalność w AK na Wołyniu. Przybrała pseudonim „Karna”, a później „Wacława”. Awansując od stopnia kaprala do podporucznika, pełniła m.in. funkcję szefa kancelarii sztabu 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK. Za zasługi w służbie odznaczona została Krzyżem Walecznych Armii Krajowej. Po wojnie przebywała krótko w Anglii, gdzie uhonorowano ją czterokrotnie medalem Wojska Polskiego (Londyn 1948). Wróciła do kraju, gdzie dbała o pamięć o mężu, głosząc wszędzie, gdzie było to możliwe prawdę o Katyniu. Zmarła dnia 19 sierpnia 1992 roku w Warszawie.

*     *     *

Sonia Lewinówna (1909–1987)

Sonia Lewinówna pochodziła z kupieckiej rodziny żydowskiej z Suwałk. Wraz z rodzicami przeprowadziła się do Wilna, gdzie ukończyła Gimnazjum Humanistyczne Stowarzyszenia Rozpowszechniania Wiedzy. Około 1925 roku trafiła do klubu ŻTGS Makkabi, gdzie zaczęła uprawiać gimnastykę i lekkoatletykę oraz gry sportowe. W 1927 roku zadebiutowała w lekkoatletycznych Mistrzostwach Wilna. Wśród kobiet nie było wówczas wielu lekkoatletek, oprócz Makkabi sekcję LA miał jeszcze akademicki AZS. S. Lewinówna okazała się rewelacją zawodów. Startując w dziesięciu konkurencjach, w siedmiu zwyciężyła, ustanawiając rekordy Wilna. Ósme zwycięstwo odniosła z koleżankami w sztafecie 4x75m.

Macierzysty klub Lewinówny stworzył jej dobre warunki do treningów, o co zabiegał szczególne prezes dr Eliasz Globus. Zakładano, że może zostać dobrą pięcioboistką, co potwierdzał trener Polskiego Związku Lekko Atletycznego Thorwald Norling, który przez pewien czas pracował z Sonią. Nie czując się dobrze w konkurencjach biegowych, sama zdecydowała się na specjalizację (pchnięcie kulą, dysk i oszczep), startując w pięcioboju jedynie sporadycznie.  

Pierwszy start Soni poza Wilnem to udział w Żydowskich Akademickich Igrzyskach Lekkoatletycznych w Krakowie w 1927 roku. Dała tam znów prawdziwy popis, wygrywając cztery z pięciu konkurencji, w których startowała. Jej kariera potoczyła się teraz szybko. Na Mistrzostwach Polski w 1928 roku zdobyła brązowe medale w pchnięciu kulą 9,77 m (dowolną ręką) i w pchnięciu kula oburącz (liczył się sumaryczny wynik, pchnięcia lewą i prawą ręką). Biorąc pod uwagę, że był to debiut nieznanej nikomu zawodniczki, jej wyniki uznano za rewelacyjne. Na międzynarodowych zawodach w Wilnie w tym samym roku rywalizowała udanie z „olimpijkami”: Sarą Teitelbaum z Estonii i Anną Daukšą z Łotwy. Zauważono ją dzięki temu i zaczęto powoływać do kadry Polski.

Następny rok przyniósł srebrny medal w kuli na Mistrzostwach Polski, przed którymi zapowiadano ją jako „doborową miotaczkę z Wilna”. Barierę 10 metrów przekroczyła podczas meczu Polska – Austria, w którym pierwszy raz występowała w kostiumie reprezentacyjnym. Był to dobry rok dla Soni. Jesienią pobiła rekord Polski należący do Haliny Konopackiej. Wynik 11,07 uplasował ją wówczas na 13. miejscu na świecie.

Żeńska drużyna Makkabi zaczęła się liczyć w Wilnie również w koszykówce i siatkówce, a Sonia Lewinówna była w niej najlepszą zawodniczką. Przebywając na zgrupowaniach kobiecej Kadry Polski, ugruntowała sobie pozycję lubianej i cenionej przez rywalki sportsmenki. Ciężkie treningi zrobiły swoje i w 1930 roku w Białymstoku znów pobiła rekord Polski wynikiem 11,46. Poszła za ciosem i na Mistrzostwach Polski zdobyła złoty medal, pokonując Halinę Konopacką i Wandę Jasieńską. Na treningach osiągała powyżej 12 metrów i poprawiła styl. Co ciekawe, dopiero w tym czasie zaczęto ją prawdziwie dostrzegać w wileńskiej prasie. Nieprzychylne sportowi żydowskiemu gazety „Słowo” oraz endecki „Dziennik Wileński” zaczęły przyznawać, że Wilno posiada zawodniczkę o olbrzymich zasługach w promowaniu sportu wileńskiego.

S. Lewinówna była zatrudniona jako biuralistka w Spółdzielni Prywatnych Właścicieli Autobusów. Zdarzył się przypadek, że Polski Związek Lekkiej Atletyki interweniował w zarządzie firmy, kiedy nie chciano jej udzielić urlopu na zgrupowanie kadry przed III Igrzyskami Kobiecymi w Pradze. Interwencja była skuteczna i dostała urlop, a na samych zawodach, startując z kontuzją, zajęła czwarte miejsce. Podczas treningów osiągała czasami 13 metrów, kiedy rekord światowy wynosił wówczas 13,10. Forsowała się jednak za bardzo i jej organizm nie wytrzymywał. Naderwane ścięgno i kontuzja palca nie pozwoliły na start w Mistrzostwach Polski w 1931 roku. Prasa pisała wówczas, że rywalizacja w pchnięciu kulą bez jej udziału straciła na atrakcyjności. 

Wiosną 1931 roku odznaczona została państwowym Brązowym Krzyżem Zasługi. W połowie sierpnia tego roku w Nowej Wilejce wzięła ślub z Jakubem Szmuklerem, piłkarzem, lekkoatletą i działaczem wileńskiej Makkabi. Krótko po ślubie, mimo skręconej kostki i będąc w ciąży, reprezentowała Polskę w meczu z Czechosłowacją w Pradze. Jej drugie miejsce za W. Jasieńską dały drużynie cenne punkty do końcowego zwycięstwa.

19 marca 1932 roku urodziła syna Szymona. Nie mogła wtedy wyjechać na Makkabiadę (Ogólnoświatowe Igrzyska Makkabi), gdzie miała być jednym z filarów reprezentacji Polski. Po przerwie macierzyńskiej szybko wróciła do sportu. W Wilnie nadal nie miała konkurencji. Jak pisano: „inne wileńskie zawodniczki rzucają połowę tego co Sonia Szmukler, która jako mężatka wróciła na boiska”. Na Mistrzostwach Polski zdobyła tylko brązowy medal, ale udanie rywalizowała z dobrymi zawodniczkami z Łotwy na międzynarodowych zawodach w Wilnie. Nikt nie miał wątpliwości, że reprezentuje wysoki europejski poziom.

Kluby Makkabi związane były ściśle w nurtem syjonistycznym, który dążył do odtworzenia żydowskiej siedziby narodowej na terenach starożytnego Izraela. Narastający antysemityzm w III Rzeszy wzmagał dążenie do wyjazdu. Obszar Palestyny objęty był w okresie międzywojennym mandatem Wielkiej Brytanii. Obowiązywał wówczas tzw. zakaz wizowy hamujący falę emigracji żydowskiej z Europy. Kiedy tylko pojawiła się okazja, jaką było powołanie do kadry mającej startować w II Makkabiadzie w Tel-Avivie Sonia Lewin-Szmuklerowa zdecydowała się wykorzystać tę okazję. Kierowała się intuicją i dzięki różnym zabiegom do ekipy włączono również jej męża w fikcyjnej roli jednego z kierowników ekipy.



Sonia Lewinówna na międzynarodowych zawodach w Wilnie (Stadion na Pióromoncie) oraz z Wandą Jasieńską na Igrzyskach Kobiecych w Pradze.

17 marca 1935 roku w lokalu klubowym Makkabi Wilno odbył się bankiet pożegnalny. Wileńska część ekipy polskiej składała się z kilku osób. Oprócz Sonii i jej męża wyjechać miały też trzy inne zawodniczki oraz jeden z działaczy. Państwo Szmuklerowie nie ukrywali w ścisłym gronie, że nie wrócą do Polski. W Wilnie zostawili syna pod opieką rodziny. Start Soni na Makkabiadzie był udany. W pchnięciu kulą zajęła trzecie miejsce, w pięcioboju drugie, a w oszczepie i dysku czwarte. Wraz ze swoją koleżanką z Wilna Rochą Ozikówną zdobyła w składzie drużyny koszykówki pierwsze miejsce.

Po zakończeniu Makkabiady dziesiątki sportowców z wielu krajów chciało pozostać w Palestynie. Wśród członków ekipy polskiej zdania były podzielone. Szmuklerowie decyzję podjęli jeszcze w Wilnie. Sonia wstąpiła do klubu Hapoel Tel-Aviv, zdobywając dla niego w ciągu kilku następnych lat wiele medali. W kuli i dysku stała się niepokonana. Razem z Ozikówną były podporą drużyny siatkówki i koszykówki. Żmudne starania o dokumenty uprawniające do stałego pobytu trwały długo. Jeszcze trudniej było załatwić formalności związane ze sprowadzeniem syna z Wilna. Udało się w końcu i na wiosnę 1937 roku byli już razem. Kiedy po II wojnie światowej ujawniono skalę Holokaustu, Sonia mogła powiedzieć, tak jak jeden z pływaków węgierskich Jona Eugen Hirschler, że Makkabiada ocaliła jej życie.

Rekord życiowy w pchnięciu kulą (12,21) ustanowiła w 1937 roku. Nie był pobity w Izraelu przez następne 22 lata. Startowała do końca lat czterdziestych, zdobywając swój ostatni medal (srebrny) w 1948 roku. Okazało się, że syn Szymon odziedziczył po rodzicach talent sportowy. Był znakomitym koszykarzem, olimpijczykiem, a później także trenerem. Wnuk Szmuklerów – Amir, był natomiast piłkarzem.  

Sonia Lewinówna była latach 1927–35 najlepszą lekkoatletką Wilna. Zrównoważenie, spokój i koleżeństwo wpłynęło na to, że była lubiana i szanowana w gronie najwybitniejszych, polskich sportsmenek. Oprócz czynnego uprawiana sportu była członkinią zarządów związków okręgowych: lekkoatletycznego i gier sportowych. Swoimi wynikami zaznaczyła obecność Wilna na sportowej mapie międzywojennej Polski.

*     *     *

Halina Hohendlingerówna (1894–1962)

Urodziła się w Warszawie w dość zamożnej rodzinie. Jej ojciec ukończył Instytut Politechniczny i Rolniczo-Leśny w Puławach i był urzędnikiem. Powodziło im się dobrze i Halina wraz z matką Heleną jeździła na wypoczynek m.in. do Zakopanego. Halinę przyciągnęły Kraków i aktorstwo. Dzięki uporowi dostała się do Teatru im. Juliusza Słowackiego, gdzie zadebiutowała w 1914 roku. Później występowała w Teatrze Polskim w Wiedniu. Podczas wojny przebywała w Galicji, skąd w obliczu walk ewakuowała się do Warszawy. Zaczęła w tym czasie pisać wiersze, których tematem była sprawa odzyskania niepodległości przez Polskę i los żołnierzy polskich. Od 1919 roku znowu występowała, najpierw w teatrach: Rozmaitości i Miejskim, a następnie w sławnej Reducie Juliusza Osterwy (do 1924) i Teatrze im. Wojciecha Bogusławskiego u Leona Schillera (w 1925). Wróciła później do Reduty, z którą przyjechała do Wilna. Na scenie na Pohulance grała do 1928 roku i czasem w „redutowych” objazdach. Zrezygnowała, kiedy w zespole zaczęło dziać się gorzej. Występowała czasami w Teatrze Polskim (w Lutni), gdzie była również reżyserem niektórych spektakli. Kiedy w Wilnie uruchomiono rozgłośnię radiową, wyczuła, że to jej miejsce. Witold Hulewicz, dawny kierownik literacki Reduty przyjął ją natychmiast.

Halina Hohendlingerówna w 1928 roku.

Jeszcze w 1919 roku w Warszawie organizowała liczne odczyty, między innymi o teatrze. Teraz robiła to z powodzeniem na antenie radiowej. Zebrała grupę aktorów, którzy nie mieli etatu i stworzyła Teatr Dramatyczny Rozgłośni Wileńskiej. Sztuka teatralna w eterze to było zupełnie nowe doświadczenie dla niej i dla innych, ale świetnie dawała sobie radę. Była też autorką reportaży radiowych, w których podejmowała ważne tematy społeczne, głównie dotyczące kobiet.

Niezwykłą popularność zdobyła sobie jednak jako autorka słuchowisk dla dzieci. Zapowiadała wyreżyserowane przez siebie audycje, pogadanki i czytała własną poezję skierowaną do najmłodszych słuchaczy. Znana była wtedy pod przydomkiem „Ciocia Hala”. Jedno z jej słuchowisk dostało nagrodę w Poznaniu. Pilnowała czasu własnego odpoczynku. W 1931 roku podczas długiego urlopu odbyła daleką podróż do Australii. Została kierowniczką działu dziecięcego. Podejmowała się czasem trudnych zadań związanych z widowiskami plenerowymi. Była stanowcza i zdecydowana, stąd w gronie radiowców zyskała przydomek „energicznej Mazurki”. Jej działalność została doceniona i w 1938 roku, dostała Krzyż Zasługi za działalność na polu pracy zawodowej i społecznej. Napisała kilka książek dla dzieci, pisywała artykuły dla kobiecego pisma „Bluszcz” i dziecięcego „Płomyka”.

Sportem zainteresowała się w 1929 roku, prawdopodobnie dzięki ciekawym znajomościom z członkami akademickiego AZS. Namówiła ją też zapewne jej współpracowniczka z radia Joanna Piekarska[1], która od pewnego czasu grała w tenisa, mająca nawet na swoim koncie zwycięstwo w Turnieju redakcji „Słowa”. Po wizytach na korcie H. Hohendlingerówna zdecydowała się spróbować swoich sił w tej dyscyplinie. Spodobało się i reprezentowała od tej pory AZS, którego została członkinią. Kobiecy tenis reprezentowało w tym czasie kilkanaście pań, z czego do elity należały: Anna Dowborowa, Leokadia Siedziukiewicz-Grabowiecka, Zofia Florczakowa, Joanna Piekarska, Jadwiga Wojewódzka.

H. Hohendlingerówna zadebiutowała w turnieju rozgrywanym w czerwcu 1930 roku na korcie 3 p.a.c. za Wilią. Wzbudziła od razu sensację, gdyż w półfinale pokonała A. Dowborową, uchodzącą za faworytkę, a w finale zwyciężyła L. Siedziukiewicz-Grabowiecką. Kilka dni później wygrała turniej o puchar „Słowa”, a we wrześniu Turniej II Targów Północnych. Pokonanie najlepszych tenisistek Wilna zachęciło ją do dalszych treningów.

Rok później odpadła w Turnieju „Słowa” w półfinale, trafiając na dobry dzień L. Grabowieckiej. Będąc w składzie AZS Wilno, walczyła w meczu z AZS Warszawa i przegrała swoją partię. Zwrócono wówczas delikatnie uwagę, że ma „nadwagę”, co powoduje brak szybkości na korcie. Przegrała z Różą Drojecką, która była „lekka”. Analizowano przy okazji grę Haliny, wskazując, że jest męskim typem tenisistki. Miała bardzo silne uderzenia i serwis, co dawało jej punkty, ale równie łatwo je traciła, kiedy trzeba było odebrać piłkę gdzieś w głębi kortu. W tenisie, jak w każdej innej dyscyplinie sportu, należy mieć pokorę. Umiejętność przyjmowania porażek ma niebagatelne znaczenie. H. Hohendligerówna nie miała z tym problemów. Zawsze była uśmiechnięta i życzliwa w stosunku do rywalek.


Halina Hohendlingerówna w studio radiowym, ze swoją rakietą tenisową.

I Mistrzostwa Wilna w tenisie rozgrywano w czerwcu 1931 roku. Turniej zgromadził zaskakująco dużo uczestników. H. Hohendlingerówna wygrała w konkurencji pań i tak znalazła się w annałach jako pierwsza tenisowa mistrzyni Wilna. Radość sprawiła jej szczególnie nagroda, bowiem w konkurencji pań fundatorem była Rozgłośnia Wileńska. Dla równowagi przegrała wtedy w mikście, mając za partnera Osmana Achmatowicza. 

Zaznaczyć należy, ze tenis wileński nie był silny. Większość uprawiających tę dyscyplinę nie przebiło się do klasy A, która uprawniała do startu w mistrzostwach Polski. Porażka z rezerwową ekipą AZS Warszawa, która przyjechała do Wilna była tego świadectwem. Przeważająca część zawodników uprawiała tenis raczej rekreacyjnie niż wyczynowo. AZS Wilno skupiało najlepszych zawodników, dzięki czemu zdobyli drużynowe mistrzostwo Wilna, pokonując ŻAKS[2], również akademicki.

Bardzo często rozgrywała mecze treningowe z mężczyznami, co wpływało na pewne nawyki, a zwłaszcza na siłę uderzeń piłki. Kilka wygranych turniejów w 1932 roku potwierdziło, że H. Hohendlingerówna, mając 38 lat, była w Wilnie bezkonkurencyjna. Następny rok był zupełnie nieudany. Odniosła mało zwycięstw, a do tego w mniej znaczących turniejach. Podczas mistrzostw Wilna przegrała z „ruchliwą” Grabowiecką już w ćwierćfinałach. W pucharze „Słowa” pokonała ją natomiast Anna Dowborowa, która dostawała punkty w prezencie, bo Halina ciągle posyłała piłki w siatkę. Podobnie było w dwóch turniejach zamknięcia sezonu.

Dwa następne sezony (1934 i 1935) były zmienne i bez poważniejszych sukcesów. Coraz częściej jej partnerem w mikście był Naum Kewes, młody tenisista z ŻAKS-u. Wilno gościło w 1935 roku legendę tenisa polskiego Jadwigę Jędrzejowską. Wileńskie tenisistki, rzecz jasna, z nią przegrały, ale H. Hohendlingerówna jako jedyna zdołała urwać mistrzyni gema w partii bezpośredniej i dwa gemy w mikście, grając w parze z Janem Grabowieckim. Z tym samym partnerem stoczyła porywającą partię z parą łotewską w przegranym meczu Wilno – Ryga. Znów była porażka z mistrzostwach Wilna. H. Hohendlingerówna przegrywa, bo nie ma „żadnego startu do piłki” i brak jej rutyny turniejowej, jakiej nabywa się, startując kilka razy w roku w innych miastach. Tenis i sport jako taki nie były jednak dla niej celem nadrzędnym. Lubiła rywalizację, ale nie chciała się poświęcać dla wyników. Pochłaniała ją zresztą praca zawodowa. Jej macierzysty AZS zaczął miał problemy organizacyjne i reprezentowała przez pewien czas sekcję tenisową klubu Pocztowego Przysposobienia Wojskowego. W barwach PPW zwyciężyła ogólnopolski turniej tej organizacji. Dwa razy, bez powodzenia, brała udział w mistrzostwach Druskienik.

Druga połowa lat trzydziestych przyniosła obniżenie poziomu tenisa wileńskiego. Wielu starszych zawodników występowało coraz rzadziej, wśród nich była Halina Hohendlingerówna. Chociaż grającej młodzieży było sporo, nie było wśród niej wybitnych talentów. Mistrzostwa Wilna zdobywali tenisiści i tenisistki z Grodna i Białegostoku. Znakomity dziennikarz sportowy Jarosław Nieciecki pisał o tenisie w Wilnie w ostatnich latach przed wojną: „Wszystko, co było dobre bardzo prędko się skończyło i teraz wytwarza się przerażająca pustka”. Było to smutne, zważywszy że w Wilnie było dużo kortów w stosunku do liczby mieszkańców.

Halina Hohendlingerówna nie pojawiała się na kortach od mniej więcej 1938 roku, dlatego ze zdziwieniem przyjąć należy jej zgłoszenie w maju 1941 roku, kiedy rozgrywano turniej tenisowy zorganizowany przez właściwą sekcję Litewskiego Komitetu Sportowego. Okupację niemiecką przeżyła w Wilnie. Dorabiała m.in. tłumaczeniami z języka niemieckiego dla gazety „Goniec Codzienny”. Od 1945 roku pracowała w rozgłośni radiowej w Gdańsku, gdzie wykonywała zbliżoną pracę do tej w Wilnie. Była reżyserem i realizatorem słuchowisk, głównie dla dzieci. Uczyło się przy niej kilku adeptów sztuki radiowej. Helena Hohendlingerówna zmarła w Gdańsku w 1962 roku.

*     *     *

Jadwiga Krużanka-Reissowa (1891–1980)

Jadwiga Krużanka (córka Edwarda Kruga i Amalii z Nelsonów) urodziła się w Warszawie. Mając kilkanaście lat, podjęła naukę śpiewu oraz aktorstwa w Warszawskiej Szkole Gry Sceniczno-Filmowej Niny Novilli. Podczas I wojny światowej znalazła się blisko frontu, gdzie prowadziła kantynę wojskową. Jako śpiewaczka zadebiutowała w 1917 roku, od razu zwracając na siebie uwagę partią Mimi w operze „Cyganeria”. Przez kilka lat miała angaż solistki w Teatrze Wielkim. Wysoko ocenione zostały jej występy m.in. w „Halce”, „Carmen” czy „Fauście”.

Jadwiga Krużanka poznała absolwenta prawa Witolda Reissa, którego poślubiła w 1921 roku. Rok później wyjechali do Wilna, kiedy jej mąż otrzymał propozycję pracy. Był przez pewien czas kontraktowym wykładowcą na Uniwersytecie Stefana Batorego, następnie został radcą prawnym w Delegaturze Rządu, a później w Wileńskim Urzędzie Wojewódzkim. Mając ugruntowaną sławę, występowała pod swoim panieńskim nazwiskiem na scenach Wilna, budząc zainteresowanie i entuzjazm widzów oraz krytyków. Jej partie sopranowe w „Halce” i kilku innych operach wystawianych na Pohulance odnotowano jako bardzo udane. Jej aktorstwo nie było porywające, nieco oszczędne, ale nie było krytykowane. Zastrzeżenia budziły natomiast jej role w operetkach, w których owa oszczędność w ekspresji i powaga drażniły. Wileńska opera została rozwiązana w 1925 roku. Występowała gościnnie we Lwowie i w objazdach po Polsce.

Od 1926 roku zaczęła pracować w Wileńskim Instytucie Muzycznym, obejmując klasę śpiewu. Dla zwiększenia liczby godzin podjęła też pracę w Żydowskim Instytucie Muzycznym. Udzielała również prywatnych lekcji śpiewu w swoim mieszkaniu na Ostrobramskiej 16. Bardzo często zapraszana była do wykonywania pieśni podczas różnego rodzaju uroczystości. Około 1929 roku aktywność ta wyraźnie spadła. Jej proszone występy miały jeszcze miejsce w latach trzydziestych, ale były sporadyczne. Cieszyła się popularnością w kręgach towarzyskich.


Jadwiga Krużanka-Reissowa w kostiumie scenicznym.

Wraz z mężem, który był podoficerem rezerwy, aktywnie włączyła się w życie Stowarzyszenia „Rodzina Wojskowa”, organizacji skupiającej przedstawicieli środowiska wojskowego. Było to miejsce, w którym integrowano żony i rodziny wojskowych łącznie z kadrą rezerw wojska. Łączność ideowa, towarzyska i kulturalna zapisana była w statucie, jako najważniejsze cele stowarzyszenia. Propagowano czynną formę wypoczynku i dbałości o zdrowie fizyczne, stąd powołanie Klubu Sportowego „Rodzina Wojskowa”. W wynajętych salach prowadzono zajęcia z gimnastyki, a dzięki inicjatywie niektórych działaczy i wsparciu wojska umożliwiono uprawianie sportu w założonych sekcjach.

Już pod nazwiskiem męża Jadwiga Reissowa zaczęła uprawiać tenis ziemny. Na turniejach pojawiła się w 1930 roku, reprezentując barwy klubu WKS Pogoń. Jej pierwsze występy oceniono jako „rozkwitły talent”, który w zależności od treningów może przynieść wyniki. Pierwszym poważnym sukcesem było dojście do finału w turnieju o puchar „Słowa” w 1931 roku. W półfinale pokonała Annę Dowborową, a jej rywalką w finale była Leokadia Grabowiecka. Jadwiga przegrała po bardzo zaciekłej walce, którą uznano za godną tej imprezy. Dowborowa zrewanżowała się w Mistrzostwach Wilna, eliminując Reissową w półfinale. Sezon 1931 roku Jadwiga Reissowa kończyła, będąc sklasyfikowaną na czwartym miejscu wśród tenisistek wileńskich.

Kolejny sezon przebiegł ze zmiennym powodzeniem, bez sukcesów, ale utrzymała się w czołówce. Kilka razy grała w mikście z różnymi partnerami. Kiedy oceniano jej grę, podkreślano mądrą taktykę i technikę, ale wskazywano na powolność. Reprezentowała Wilno w meczu międzyklubowym „Rodzin Wojskowych” z Lidą. Następny rok był bardziej udany. Turniej zorganizowany przez ŻAKS przyniósł jej zwycięstwo w mikście, kiedy jej partnerem był zawodnik akademik żydowskiej drużyny – Anatol Merecki. Bedąc w dobrej formie, wyjechała do miejscowości Urle w województwie warszawskim. Organizowano tam doroczny turniej o puchar przechodni Stowarzyszenia Miłośników Urli. J. Reissowa wygrała w konkurencji pań, pokonując w finale E. Kosicką z AZS Warszawa. Mistrzostwa Wilna 1933 odbywały się w międzynarodowej obsadzie. Reissowa odpadła po przegranej ze Strausmane z Łotwy. Do finału dostała się natomiast w Turnieju „Słowa”, ulegając po wyrównanej walce A. Dowborowej.

Jej mąż coraz aktywniej udzielał się w organizacjach i związkach sportowych, natomiast Jadwiga rozpoczęła treningi w sekcji strzeleckiej. Drużyna „Rodziny Wojskowej”, do której składu należała, wygrała zawody międzyklubowe (broń małokalibrowa) w konkurencji pań w 1934 roku. Była najlepsza w swoje drużynie, zajmując indywidualnie drugie miejsce w klasyfikacji generalnej. W tym samym roku coraz aktywniej zaczęła uczestniczyć w zajęciach sekcji jeździeckiej. „Rodzina Wojskowa” ufundowała puchar w konkursie hippicznym pań, w którym startowała na hipodromie na Pośpieszce. Pierwszy start Reissowej jako amazonki nie był udany. Utknęła na jednej z przeszkód i straciła szanse na dobre miejsce. W sekcji jeździeckiej „Rodziny Wojskowej” wyróżniały się w tym czasie żony oficerów: Halina Monwid-Olechnowiczowa, Wanda Bohdanowiczowa, Helena Benisławska. Jeździectwo wciągnęło Reissową najbardziej. Zwieńczeniem sezonu był udział w Biegu Myśliwskim 13 Pułku Ułanów Wileńskich, towarzysko-sportowa impreza ciesząca się dużą popularnością w sferach oficerskich. Udział w niej generałów nie należał do rzadkości. Sześciokilometrowa trasa prowadziło przez malownicze okolice Nowej Wilejki, a celem było odnalezienie „lisa”, czyli lisiego ogona ukrytego gdzieś przez organizatorów. Całość kńczyła się poczęstunkiem myśliwskim z bigosem w maneżu, a wieczorem był dancing w kasynie pułkowym.

Zawody jeździeckie, strzeleckie i tenisowe wypełniły J. Reissowej aktywnie cały 1935 rok. Poprawiła w tym czasie wyraźnie opanowanie jazdy konnej, ale miała kilka lepszych od siebie rywalek. Dostała dobrego konia o imieniu Znak, dzięki czemu w zawodach w maju tego roku zajęła drugie miejsce, otrzymując w nagrodę bogato zdobiony palcat jeździecki. W 1938 roku, startując w Biegu Świętego Huberta na Pośpieszce, wygrała licznie obsadzone zawody (50 jeźdźców i 10 amazonek). Odnalazła „lisa”, zdobywając główną nagrodę.

Pojawiała się nadal jako wokalistka na wybranych imprezach, miała też kilka występów w radio. Wobec coraz realniejszej groźby wybuchu wojny proszono ją najczęściej o wykonywanie pieśni patriotycznych. We wrześniu 1939 roku zgłosiła się na front jako sanitariuszka. Po kilku tygodniach wróciła do Wilna, gdzie przeżyła całą okupację. Udzielała pomocy swoim uczennicom, za co została aresztowana przez gestapo i była przez pewien czas więziona. Po zajęciu Wilna przez wojska sowieckie w 1944 roku zaczęła się starać o pracę. Uczyła prze kilka miesięcy śpiewu w Konserwatorium Litewksiej SRR. W marcu 1945 roku wraz z mężem wyjechała transportem ewakuacyjnym do Polski i osiadła w Toruniu. Jadwiga Reissowa uczyła śpiewu w Średniej Szkole Muzycznej, zainicjowała też Ogólnopolski Konkurs Śpiewaczy im. Karłowicza. Od 1950 roku mieszkała w Warszawie, również ucząc śpiewu w średniej szkole muzycznej. Działała w zarządzie Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego. Spore problemy wynikły z niegodnych czynów męża. Kiedy po ewakuacji przebywali w Toruniu, powierzono mu organizację Wydziału Prawnego na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika. Musiał uzyskać tytuł doktora i złożył pracę z zakresu prawa, ale udowodniono mu plagiat, kradzież cudzego opracowania. Podobną sprawę miał też jeszcze w Wilnie w 1930 roku, ale wówczas nie chodziło o awans naukowy i sprawa się rozmyła.

Jadwiga Krużanka-Reissowa zmarła w Warszawie w 1980 roku. Jej wileński okres życia był bogaty w działalność zawodową, kulturalną i społeczną, a także sportową. Mimo iż w sporcie nie osiągnęła wielkich sukcesów, była osobą, którą doceniano w znacznie szerszym środowisku.

*     *     *
Drobne zapisy działalności sportowej kobiet w Wilnie w okresie międzywojennym, powinny – mam nadzieję – poszerzyć nieco horyzonty i wyobrażenie o życiu miasta i jego mieszkańców. Cztery z przedstawionych wątków są zaledwie niewielką częścią całości dotyczącej tego zagadnienia. Sport, mimo iż związany był z rywalizacją, bardzo łączył ludzi, rozwijając dobre cechy, które tak cenimy.


[1] Joanna Piekarska, była m.in. ilustratorką niektórych książek Haliny Hohendlingerówny.
[2] Żydowski Akademicki Klub Sportowy, założony w 1924 roku.