SELECT CTCC.field_imieniny_value, CTCC.field_imieniny_lt_value, LEFT(CTCC.field_man_of_day_value, 200) AS postac,
CFE.field_events_value, CFA.field_anniwersaries_value AS anv
FROM content_type_calendar_card AS CTCC
LEFT JOIN content_field_events AS CFE ON (CFE.nid=CTCC.nid)
LEFT JOIN content_field_anniwersaries AS CFA ON (CFA.nid=CTCC.nid)
WHERE CTCC.field_month_value='%s' AND CTCC.field_day_value='%d'
ORDER BY CTCC.vid DESC LIMIT 1
Wydarzyło się: 1931 - w Raszynie pod Warszawą utuchomiono stację radiofoniczną; była to wówczas najsilniejsza stacja na kontynencie europejskim
Rocznice: 1940 - urodził się Josif Brodski (zm. 1996), jeden z największych poetów i eseistów XX wieku; w ZSRR skazany na przymusowe roboty za pasożytnictwo, w 1972 pozbawiony obywatelstwa i wydalony ze Związku Radzieckiego
Geograficzne Centrum Europy - miejsce na Litwie uznawane za środek Europy. Zaszczyt posiadania geograficznego centrum Europy przypisuje sobie kilka państw europejskich, jednakże naukowcy z Francuskieg (...)
Wspomnienia Kazimiery Paradowskiej - łączniczki II Brygady Wileńskiej, przyjaciółki Pani Marii Fieldorf-Czarskiej, która po powrocie z obozu w Kałudze w październiku 1944 roku została aresztowana i osadzona w więzieniu na Łukiszkach za przynależność do Wileńskiego A.K.
Urodziła się 26 stycznia 1923 roku, “oczywiście” w Wilnie. Mama Wiktoria ze Sztejnwaldów i tata Antoni, wywodzący swój ród z zaściankowej szlachty litewskiej, też się “oczywiście” urodzili w Wilnie… – Wilno to moja ojczyzna, moje największe szczęście – mówi z przekonaniem pani Kazimiera. – Wilno i Mejszagoła – dodaje po chwili namysłu, a mnie natychmiast przypomina się piękny wiersz Wiesława Szymańskiego “Pożegnanie Wilna”: “Opuściły skrzydła anioły, piąta rano – zimno i deszcz, Katedralny Plac wyludniony skośnooki zamiata cieć. Nasze ślady wrzuci do kosza, krople zmyją modlitwy szept, może zdąży ulecieć w niebiosa naszych pragnień tłumiona pieśń? W sercu dzwoni dzwon Mejszagoły, dłoń pamięta przyjaźni gest. Słyszysz? – Adam z pomnika nas woła. Słyszysz – i wyjechać stąd chcesz? Miasto płacze? – przyjacielu – to złuda, kaprys nieba – ot figiel gwiazd. To nie miasta płaczą po ludziach, ale ludzie tęsknią do miast”… Zmarła 26 października 2010 roku.
Była pełna życia, radości i pogody ducha.
Jej maksymą przez długie lata było słynne powiedzonko – „ nie bierz do głowy”.
Jednocześnie była człowiekiem niezłomnych zasad. Nie uznawała półprawd i „chodzenia na skróty” czy to moralne, emocjonalne, czy w relacjach międzyludzkich, czy w życiu zawodowym.
Kochała ludzi i zawsze chciała mieć ich jak najwięcej wokół siebie. Cieszy się zapewne dziś, że tyle Was tu jest!
Była pełna poświęcenia dla innych; nic nie było dla niej zbyt trudne kiedy ktoś potrzebował Jej wsparcia.
Zostanie Jej system wartości, Jej sposób patrzenia na świat, Jej milość do Polski – wolnej, uczciwej i prawej.
Witajcie na Litwie – w kraju samobójców, emigrantów, sadystów i psychopatów!
Sveiki atvykę į Lietuva - savižudybių šalyje, imigrantai, sadists, psichopatai!
Welcome to Lithuania - in the country of suicides, immigrants, sadists, psychopats!
Litwa to, nasz północny sąsiad, a poprzez historię, nasz wieloseteletni sojusznik. przeżywający obecnie ogromne kłopoty. Ten niewielki kraj, zwłaszcza pod względem liczby ludności przeżywa szereg plag społecznych, które każą z troską patrzeć na jego przyszłość. Litwa przoduje w Unii Europejskiej pod względem liczby samobójców, liczby rozwodów, dokonywanych aborcji. Jakby tego było trudności ekonomiczne powodują, że młodzi Litwini masowo wyjeżdżają za granicę w poszukiwaniu pracy.
Wcale sie z tego nie cieszę. Daleki jestem od uczucia określanego w języku niemieckim Schadenfreude. Jednak jak się nie wiedzie, to trzeba znaleźć winnego. Tym winnym jest oczywiście Polska i mniejszość polska, która odpowiada za wszystkie wymienione plagi społeczne. To już tradycja litewska, ugruntowana w czasach Litwy kowieńskiej, a potem w okresie okupacji niemieckiej, która przybrała makabryczną postać, czyli masowego mordowania przez Litwinów obywateli narodowości polskiej i żydowskiej.
Nie chcę mieszać bezposrednio historii we współczesność. Trudno jednak od niej abstrahować, tym bardziej że w ostatnich latach, miesiącach i tygodniach dochodzi do nasilenia prześladowań mniejszości polskiej na Litwie ze strony litewskiego aparatu państwowego, samorządowego i medialnego. Nie ma mowy oczywiście o powtórce z „Ponar”, czy „Święcian”. Prześladowania litewskie mają bardziej „cywilizowany” i wyrafinowany charakter, obejmując sfery wrażliwe, Najbardziej dotkliwe dla Polaków jest dyskryminacja ekonomiczna (państwo litewskie nie szanując prawa własności, ociąga się ze zwrotem zagrabionych Polakom przez Sowietów nieruchomości, zwlaszcza ziemi, chojnie ją rozdając Litwinom). Niemniej dotkliwe, a napewno bardzo uciążliwe są prześladowaniana polu oświaty. polegające na stopniowym degradowaniu roli szkoly polskiej w sytemie oświaty państwa litewskiego: zdjęcie polskiego z matury; litwinizacja wybranych przedmiotów, zakaz używania języka polskiego w dokumentacji szkolnej, a nawet podczas posiedzeń rady pedagogicznej – to kuriozalne, że polscy nauczyciele muszą prowadzić obrady w jezyku dla siebie obcym).
Być moze najbardziej dotkliwym przejawem litewskiej dyskryminacji jest uderzanie w najbardziej czuły element społeczeństwa, to jest w dzieci i młodzież. W swoich działaniach litewscy kulturtraegerzy sięgają po wypróbowane bolszewickie metody. Jak zohydzić polskość dziecku? Sowieci, przypomnę młodszym internautom, dokonywali „linczu” dziecka przed całą klasą lub szkołą, pozbawiająć syna lub córkę wroga narodu prawa do noszenia odznaki pionierskie, zohydzając jednocześnie rodzica przed całą szkolną (klasową) społecznościąj. Świetnie to zostało pokazane w rosyjskim serialu „Dzieci Arbatu” (na podstawie powieści A. Rybakowa), w którym, niestety, matka takiego sponiewieranego dziecka, popełnia w akcie rozpaczy samobójstwo.
W ostatnich miesiącach miały miejsce trzy zdarzenia, któe można zakwalifikować do tej kategorii.
29 marca br część naszych uczniów klas drugich gimnazjalnych Gimnazjum z polskim jezykiem nauczania w Solecznikach, poszło do sąsiedniej litewskiej szkoły. Uczniowie z litewskiej szkoły poszli do polskiej. Miał być to żart, swoista zamiana miejsc.Z kolei do naszej szkoły przyszli bardzo sympatyczni uczniowie z Tysiąclecia Litwy, chętnie pracowali i nie zwagarowali nawet z ostatnich lekcji, czyli języka polskiego. Lekcja zakończyła się tłumaczeniem w grupach wiersza Czesława Miłosza – noblisty „obojga narodów”. Na lekcji panowała twórcza i przyjazna atmosfera, bo uczniowie pomagali sobie nawzajem, jedni tłumaczyli niuanse językowe metafor Czesława Miłosza, inni pomagali dobrać odpowiedni wyraz i zwrot litewski. Uczniowie tak zaangażowali się do pracy, że zapomnieli, że byli filmowani. Teraz sobie na marginesie tak się zastanawiam, czy to filmowanie kamerą było z własnej inicjatywy gości, czy też na „specjalne zamówienie”. Tymczasem po lekcjach nasi uczniowie klasy GII wrócili do swojej szkoły. Byli tak podekscytowani „wymianą”, że nie czekając jutra, chcieli podzielić się wrażeniami z koleżankami i kolegami. Zaczęli od tego, że zapytali nauczycielkę, co znaczy słowo „Lach”. „Lach — dawna wschodnia nazwa Polaków, Turcy nazywali Polskę „Lechistan” — usłyszeli w odpowiedzi. „Nie! – chórem zaprzeczyli uczniowie – nam w Gimnazjum Tysiąclecia Litwy nauczyciel historii wytłumaczył, że wyraz »lachi« pochodzi od wyrazu »łachudra« i napisał ten wyraz na tablicy”. Kontynuując lekcję wychowania obywatelskiego, historyk zapytał, kto z uczniów wybiera się w przyszłości na studia do Polski. Kilka osób podniosło rękę. „To nie wracajcie do Litwy! – oburzył się pan i pokazał świnię na gablocie. – To są Polacy”. Uczniowie byli bardzo oburzeni i dotknięci takim traktowaniem. Wyjeżdżają na zawody sportowe, biorą udział w różnych konkursach i olimpiadach przedmiotowych w rejonie i w Litwie, odnoszą zwycięstwa i cierpią porażki, lecz ani razu nie zetknęli się z tak obraźliwym traktowaniem człowieka innej narodowości. A historyk, podejrzewam niechcący, obok uczucia ubliżenia godności ludzkiej pobudził poczucie godności narodowej i reakcję obronną. Pewnie nie byli zbyt dyplomatyczni, lecz nie uciekli z lekcji, nie obrażali innych narodowości, tylko stanęli w obronie własnej godności, więc spontanicznie napisali na kartce A4 napis w obronie polskości i wręczyli nauczycielowi. Historyk przyjął kartkę, „wzruszył się”, powiedział, że rozumie, iż ten temat jest dla uczniów bolesny i współczuł polskim dzieciom, powiedział, że żałuje uczniów polskiej szkoły, bo tylko „po pijanemu” rodzice mogli oddać dziecko do polskiej szkoły.
/ z relacji Lilia Kutysz wychowawczyni klasy GIIa Gimnazjum im.Jana Śniadeckiego
Inne zdarzenie
Na wyjatkowo polakożerczym litewskim portalu Delfi pojawił się w tym roku tekst, którego autor twierdził, że polskie przedszkola w rejonie solecznickim wychowują Hitlerjugend („Tam dziś wychowują „Hitlerjugend”, od przedszkola dzieci nie uczą języka (litewskiego), niczego nie wiedzą one o tym kraju, o Litwie, mimo że tu się urodziły i wychowały”) oraz że „te szkoły (polskie – prz) są rozsadnikami antypaństwowego elementu i wylęgarnią piątej kolumny”. Słowa te wypowiedział nie jakis menel spod budki z piwem, a dyrektor litewskiego gimnazjum w Ejszyszkach Vytautas Dailydka. Zaapelował też do władz, żeby Polakami na Wileńszczyźnie zajął się też Urząd Bezpieczeństwa Państwa. W tym samym duchu zabrał głos nauczyciel historii litewskiej Szkoły Tysiąclecia w Solecznikach, Arturas Andriusaitis, który też jest członkiem znanej ze swojej antypolskości „Vilniji” - Nie będę owijał w bawełnę, że wychowujemy antypaństwowy element. Te szkoły (polskie – przyp. red.) są rozsadnikami antypaństwowego elementu i wylęgarnią piątej kolumny – oświadczył z kolei.
W ubiegłym roku także w Solecznikach miały miejsce inne niemniej haniebne działania litewskich szowinistów.
Polska gazeta na Litwie „Kurier Wileński” donosiła:
W wileńskim Ratuszu na Starym Mieście, odbyła się konferencja, poświęcona „90. rocznicy podpisania i złamania Umowy Suwalskiej”. Litewscy narodowcy wzywali na nim Polaków do pokajania się za „okupację Wileńszczyzny” i „chorą osobowość Piłsudskiego”. Wystąpili na niej : profesor Antanas Tyla, europarlamentarzysta profesor Vytautas Landsbergis, poseł na Sejm RL Gintaras Songaila oraz prezes Stowarzyszenia „Vilnija”, współpracownik Ministerstwa Oświaty RL dr Kazimieras Garšva. Organizattorami konferencji konferencji blisko powiązani z „Vilniją” „byli: Ministerstwo Ochrony Kraju RL, Ministerstwo Oświaty RL, Ministerstwo Kultury RL, Samorząd miasta Wilna, „Sąjudis” Litwy i Stowarzyszenie „Vilnija”. Sama konferencja w minimalnym stopniu dotyczyła Umowy Suwalskiej, o której mówiono, że została przez Polskę złamana – większość czasu poświęcono tzw. „okupacji” Wileńszczyzny przez Polskę w latach 1920-1939, co też zapowiadał plakat przed wejściem do sali głównej w Ratuszu, która pękała w szwach od ludzi w różnym wieku, wśród których sporą część stanowiła młodzież. Po drodze do sali mogli też obejrzeć wystawę poświęconą bitwie pod Szyrwintami i Giedrojciami.
Najpierw profesor Antanas Tyla przeczytał referat „Zagarnięcie Wileńszczyzny przy złamaniu Umowy Suwalskiej”, w którym pokrótce opisał ogłoszenie przez Litwę niepodległości i problemy z jej utrzymaniem, skupiając się na polskiej agresji i pomijając kwestię współpracy litewsko-bolszewickiej, o której na konferencji nie padło ani jedno słowo. Poczas tej konferencji dozło do wyjatkowo haniebnego zdarzenia. Dyrektor Gimnazjum Tysiąclecia Litwy w Solecznikach, Vidmantas Zilius, zaprosił na scenę trzy zwyciężczynie konkursu na wypracowanie na temat „Skutki polskiej okupacji dla Litwy Wschodniej”, zorganizowanego wśród uczniów Gimnazjum: Erykę Kwiatkowską, Krystynę Mackiewicz i laureatkę pierwszego miejsca, Katarzynę Andruszkiewicz, która przeczytała swoje wypracowanie zebranym. Laureatki zostały nagrodzone upominkami, ufundowanymi przez Stowarzyszenie „Vilnija”.
A zatem litewskim szowinistom nie wystarczy już antypolska propaganda medialna, nie wystarcza gnębienie i nękanie zwykłych ludzi. Do swych niecnych celów postanowili sięgnąć po … polską młodzież, wkładając im w usta treści, szkalujące polskość. To metoda godna średniowiecznych Mongołów, a potem Tatarów i Turków, porywających dzieci i tworzących z nich oddziały janczarów. Czy to akt litewskiej desperacji w obliczu niepowodzenia dotychczasowych metod? Nie warto się nad tym głębiej zastanawiać. Faktem jest, że litewscy szowiniści nie cofają się przed użyciem w swojej walce o litwinizację „polskich” rejonów, przed najbardziej podłymi metodami. Pragnę zauważyć, że nie autorami tych psychopatycznych i sadystycznych działań są litewscy nauczyciele, litewscy politycy, litewscy urzędnicy. To dowód na wyjatkową degenerację litewskiej inteligencji. Coś takiego dzieje się nie w jakimś bantustanie, ale w państwie będącym członkiem UE. Nie wyobrażam sobie, aby podobni zdegenerowani osobnicy, będący nauczycielami, mogli wykonywać obowiązki pedagogiczne na przykład w Polsce, albo w innym kraju UE, tymczasem na Litwie nie tylko pracują, ale podpierając się swoją funkcją, głoszą nienawiść, uciekają się do sadystycznych praktyk.
Wnioski pozostawiam szanownym internautom. W następnym tekscie przedstawię 15 powodów, dla których nie warto jeździć na Litwę, choć w świetle tych zdarzeń, wydaje się to zrozumiałe samo przez się.
Może stosowną karą dla tych sadystów, byłoby wywieszanie w Internecie ich zdjęć oraz adresów, a następnie wzorem Bareji, odmawianie obsługiwania tych sadystów, przynajmniej w Polsce. Mówię to oczywiście pół żartem, pół serio. Niemniej jednak należy dać podobnym psychopatom stanowczy odpór.
Gdyby prześwietlić każdego z tych sadystów wyżywających się na polskich dzieciach i polskiej młodzieży, być może okazałoby się, że są to wnuki i prawnuki, litewskich szaulisów, którzy tak niechlubnie zapisali sie podczas II wojny światowej.
Filmy o Wilnie, otwarcie wystawy fotograficznej "Powroty Miłosza" Romualda Mieczkowskiego i koncert Eweliny Saszenko - reprezentantki Litwy na Eurowizji. Zapraszamy na imprezę o litewskim klimacie.
Na Festiwal Wilno zaprasza Edward Jasiński z Instytutu Środkowo - Wschodniego.
20 listopada 2011 od 10 do 20 w Gmachu Stowarzyszenia Wspólnota Polska, Krakowskie Przedmieście 64 Warszawa
Z Edwardem Jasińskim, który pochodzi z Kresów Wschodnich rozmawia Katarzyna Adamiak-Sroczyńska.
Film dokumenalny Aliny Czeniakowskiej. scenariusz, realizacja, komentarz: Alina Czerniakowska
zdjęcia: Henryk Kucharski, Grzegorz Torzecki
montaż: Hanna Kłoskowska http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=8u1SkfnUPps
Opis:
Jakiż Polak nie zna nazwisk związanych z Wilnem - Józefa Piłsudskiego, Jana Chodkiewicza, Adama Mickiewicza, Piotra Skargi, Juliusza Słowackiego, czy Józefa Mackiewicza. Film pozwala przypomnieć współczesnemu widzowi to wszystko na co składało się przedwojenne Wilno - wielonarodowość i wielokulturowość, zabytki i wielkie postacie wileńskiego życia. Czas, który przeminął wraz z I okupacją sowiecką.
Na zdjęciu obraz Matki Bożej Ostrobramskiej namalowany akrylem na desce olchowej, w koronie kamienie półszlachetne - głównie turkusy przez autora artykułu - Ryszarda Szilera. Więcej: http://wp.me/p1sZud-3Q6
WILNO
To jedno ze szczególnych miejsc porzuconych przez naszą zbiorową pamięć i poniekąd naszą wyobraźnię . Miejsc, od których odwracamy się plecami już od blisko siedemdziesięciu lat.
Tam w perspektywie oddalenia, ponad naszym zapomnieniem nieodmiennie od wieków , jakby na przekór historii, góruje Ostra Brama , ze Złotą Panną pochyloną w serdecznym zamyśleniu nad nami wszystkimi i szczególnie nad swoim miastem.
To w tym miejscu Mater Misericordiae, jak na obrazie Piotra Stachiewicza „ Modlitwa pielgrzyma” wsłuchuje się bez odrazy w nasze odwieczne prośby. Tuli nas do siebie i oddaje swemu Synowi.
Ciągle Ta sama…Ta, do której zwracał się ,nie tak dawno zresztą ,wielki poeta polski zapomniany dziś przez nas prawie tak samo jak i Wilno :
Maryjo, Bogarodzico,
Matko cierpiących nędzarzy,
Co nad Jagiełłów stolicą
W bramie stanęłaś na straży!
Spojrzyj na tłumy skruszone,
Co klęczą u stóp tej bramy:
Matko! Pod Twoją obronę
Z pokorą się uciekamy…
Człowiek , który to napisał leży teraz w cmentarnej ziemi Rossy i nadal modli się za nas pozostawionymi przez siebie strofami, których, dodajmy, nikt już prawie nie chce czytać . Co , powiedzmy sobie szczerze, bierze się stąd, że szkoła polska od lat uporczywie nie chce pamiętać o Ludwiku Kondratowiczu – Syrokomli.
Okazuje się , że po czasie wielkiego wynarodowienia Polaków, można zapomnieć prawie o wszystkim, w tym nawet o znaczeniu Wilna dla naszej kultury, nie sposób jednak zapomnieć o Pani Ostrobramskiej, zawsze w jakiś sposób obecnej w polskiej świadomości.
Bo Ją to przede wszystkim zabrali w swoich sercach, uważając za największy swój skarb, tułający się od 1945 roku wilnianie i przekazali go nam w rozlicznych kopiach, na przekór wszystkiemu, co się wydarzało .
O Wilnie pisano przez całe wieki, właściwie od chwili jego powstania.
Zachwycano się jego położeniem i zabytkami. Ze wzruszeniem wspominano znaczących dla Polski ludzi z nim związanych , jak też i wydarzenia historyczne, których było świadkiem. Ślady tych poczynań można znaleźć wszędzie od literatury pięknej po publicystykę . Od chociażby „Wilna” Jerzego Remera w znaczącej serii „Cudów Polski”, po resztki tych działań przedstawionych chociażby w „Małym leksykonie wileńskiej Rossy” prezentowanym przez Wydawnictwo Polskie w Wilnie w 1998 roku, więc każdy może po nie sięgnąć.
Rzecz jednak nie w ilości wydawnictw , a w zainteresowaniu tematem. W tym, że dla współczesnego Polaka, a dla młodzieży szczególnie, wychowanej bez mocnego poczucia przynależności historycznej i jedności ze światem swoich dziadków, Wilno staje się coraz bardziej miejscem egzotycznym, takim jak Lwów ,Grodno czy Łuck. W najlepszym wypadku jednym z pojęć kwitowanych słowami : „Coś tam może i było, ale się skończyło.”
Otóż niekoniecznie, bo przeszłość albo jest w nas, albo nie ma jej wcale.
Naszą tragedią jest teraz to, że poza obecnymi granicami Polski pozostały ważne, jeśli nie największe, polskie osiągnięcia w dziedzinie kultury. Przez wieki bowiem z różnych powodów inwestowaliśmy w rozwój ziem, które leżały na peryferiach kraju. Tu więc pozostały resztki naszej rzeczywistej wielkości, którą koniecznie należy przypominać pro publico bono.
Jej wyznacznikiem są dzisiaj najczęściej tylko zabytki architektury, a to dlatego, że one najdłużej opierają się destrukcyjnej działalności czasu i ludzkiej niegodziwości.
Zniknęło więc wszystko to co ulotne, a rzeczywiście ważne, niestety łącznie z ludźmi; a pozostała pamięć zamknięta w kamieniu. Trochę podobna do malowanego kiedyś akropolu w Atenach, szarego dziś, choć być może szlachetniejszego przez tę właśnie szarość.
Wędrując więc teraz po Wilnie i wyzbywając się niepotrzebnej raczej nostalgii ; bo nie o to tu przecież chodzi do kogo miasto należy , ale co zawiera - zachwyćmy się pięknem, które nasi przodkowie potrafili stworzyć lub inicjować i które, jak chociażby znane nam na co dzień zabytki Krakowa, świadczą dobitnie o naszej przynależności do rodziny wielkich twórców kultury europejskiej. Czego jakby szczególnie ostatnio oduczono naszą młodzież.
Wiec chlubą miasta są głównie kościoły. Tak jak i w całej Polsce. To one znaczą nasze ślady po wszystkich miejscach ziemi. Są też naturalnie na Podolu, Wołyniu , w Koronie i na Litwie. Głównie te siedemnastowieczne , kiedyśmy uwierzyli wreszcie w swoją szczególną wartość, zanim ją zabrał zaraz wiek następny.
Opowiedzmy tu o nich trochę, choć naszym celem nie jest tworzenia tutaj bedekera po Wilnie . W oczy rzuca się głównie barok ( kierunek, który tak mocno odcisnął się w polskiej kulturze, że mimo ciągłego pomniejszania jego roli, trudno ją sobie bez niego wyobrazić ) , więc Katedra, a w niej kaplica św. Kazimierza (C.Tencalla), dekoracja stiukatorska P.Perti`ego, freski Danckersa de Rij i Palloniego „ Otwarcie trumny św. Kazimierza” i „Wskrzeszenie dziewczynki”, a także popiersie biskupa Jerzego Tyszkiewicza.
Następnie kościół Bernardynek z nagrobkiem Krzysztofa Sapiehy.
Potem kościół św. Piotra i Pawła na Antokolu z amboną a także ołtarzami głównym i ołtarzem w transepcie oraz unikatowymi dekoracjami stiukowymi : figuralną P.Perti`ego i ornamentalną J.Galli`ego. Wreszcie kościół św. Teresy według projektu Tencalla no i - Ostra Brama w resztce murów, które kiedyś broniły wrogom dostępu do miasta.
Że miejsce miało z dawna swój niepowtarzalny klimat wynika po części z ujmującego serce krajobrazu . Jedynego i niepowtarzalnego, który zapełnialiśmy przez wieki, tak jak całe Kresy, naszymi marzeniami . Mniej lub bardziej mądrymi.
Trzy góry sterczą nad miastem : pierwsza najniższa, okrągła u podstawy, szpiczasta u szczytu, to Zamkowa, z tą Gedyminową basztą i szczątkami murów( którą teraz uważa się za symbol Republiki Litewskiej – ( R.Sz. )
Druga, oddzielona od niej wąskim korytem Wilejki, wyższa, dość stroma, u góry rozległa i płaska, to Trzykrzyska, zwana tak od trzech krzyży, które tam od wieków stawiano na pamiątkę trzech Franciszkanów, których pogańscy Litwini na tej górze do trzech krzyży przywiązali i zrzucili do Wilejki/…/Trzecia góra , mniejsza znowu nazywa się Bekieszową od Bekiesza przyjaciela króla Stefana Batorego – pisano kiedyś.
Wilno było sercem Litwy i Mekką Korony .
Przykładem choćby album zdjęć ( 1858 – 1915 ) Stanisława Filiberta , gdzie czytamy :
„ Wilno przełomu XIX i XX wieku było miastem o atmosferze dworu ziemiańskiego. Ton nadawała mu drobna szlachta i wywodząca się z tej warstwy miejska inteligencja…”
Ziemianie przez cały wiek poprzedni tutaj się zbierali, kiedy musieli z jakiś powodów porzucić swe siedlisko.
To tu kwitła kultura, którą chciała zabić Rosja. Raz wreszcie i na zawsze, żeby nie drażniła…
Pamiętacie Państwo tę niegdyś popularną podmiejską piosenkę lwowską z lat trzydziestych ubiegłego wieku? Tą , która wiele tłumaczy, chociażby w tej strofie : ” On jest ś Wilna – szyk bon ton„…Cóż, no tak właśnie do niedawna było…
A teraz, co można ważnego powiedzieć o Mieście ?
Chyba to, że po prostu – jest jeszcze. Bliskie chociaż odległe ? Dziwne lecz domowe. Takie samo ja Kraków tylko w obcej ziemi …
Wsłuchajmy się w echa dawnych zachwyceń, które więcej powiedzą niż najnowszy przewodnik, jaki można przecież zawsze przeczytać :
„ Rozrzucone nad brzegami Wilji i Wilejki wśród wyniosłych wzgórz posiada Wilno najpiękniejsze położenie z wszystkich wielkich miast polskich, a zarazem tak wiele zabytków architektury, że czynią one z Wilna prawdziwe muzeum. W harmonijnym skojarzeniu pierwiastków piękna przyrody i sztuki leży niezwykły urok miasta. Lesiste wzgórza, strzeliste wieże i majestatyczne kopuły kościołów ( w liczbie 43 ), parowy i wąwozy obok labiryntu zaułków i ulic starego miasta, pnących się po zboczach wzgórz, oraz koloryt czerwieni dachów, tonących w zieleni ogrodów – oto elementy składające się na swoisty charakter grodu Jagiellonów”
Podaje Encyklopedia Powszechna Gutenberga z 1932 roku. Ten urokliwy klimat, możemy dziś odnaleźć może tylko już w Sandomierzu i Kazimierzu Dolnym.
O tym że nas Wilno pamięta, krzyczą tu kamienie.
Każdy kamień, to pamięć; a oto chyba najważniejszy zbudowany z niego pomnik : kościół św. Anny wzniesiony na jednym z zakoli Wilenki w latach 1495 – 1500.
O kościółku św. Anny nie ma co mówić, każdy wie, że to cacko tak misterne, jakby było relikwiarzem robionym ze złota, a nie budynkiem z cegieł; każdy słyszał, że Napoleon żałował, że go na ręku nie mógł przewieźć do Paryża, każdy widział ( dziś zapytalibyśmy, czy aby naprawdę wie , czy naprawdę widział ? – ( R.Sz. ) na rysunkach i rycinach jego prześliczne okno i te gałązki i włókna ceglane, które je otaczają , rozchodzą się, łączą znowu; w kamieniu nie widzi się piękniejszych gotyckich koronek , w cegle chyba nic równego nie ma na całym świecie. Jest to bujność i elegancja i fantazja kwiecistego gotyku, ale też utrzymana w mierze, tak daleka od hiszpańskiego zbytku i przeładowania, albo od zbytecznej manierowanej cienkości i delikatności, że nic bardziej harmonijnego, nic doskonalszego być nie może. I czemu ta doskonałość nie stała się wzorem , typem, czemu podług niej nie wyrobił się osobny styl gotycki polski ? – pisze i pyta St. Tarnowski we wspomnieniach „Z wakacji” wydanych w Krakowie w 1888 roku.
Polskość była tu, i jest jeszcze, choć biedna i pogardzana przez Polskę po 1945 roku.
Ale ona trwa nadal mimo straszliwych represji sowietów i niechęci Litwinów. Żeby to rozumieć trzeba pamiętać, że przecież według spisu ludności , który władze polskie przeprowadziły w 1919 roku na 128476 mieszkańców Wilno zamieszkiwało: Polaków 56,09 %, Żydów 36,2 %, Rosjan 3,15%, Litwinów 2,26%, Białorusinów 1,38 %, innych 0,92%. Tak było też i wcześniej.
A potem Polaków wywieziono na nieludzką katorgę, a miasto programowo zapomniano.
Chociaż przecież :
Wilno słynęło posiadaniem w katedrze grobu św. Kazimierza, królewicza polskiego, wnuka Jagiełły, obrazem cudownym Matki Bożej Ostrobramskiej i akademią jezuicką, z której utworzono potem za Śniadeckich i kuratorii księcia Adama Czartoryskiego znakomity uniwersytet. W Wilnie zasiadał trybunał Wielkiego Księstwa Litewskiego.– co zauważa Zygmunt Gloger w „Geografii historycznej ziem dawnej Polski”.
Kościół św. Jana! Dawny uniwersytecki, ten sam co z małego Jagiełłowego przebudował i powiększył Batory; ten sam przy którym osadził Jezuitów; ten sam gdzie mieszkał rządził i kazał Skarga./…/ Te mury , które go otaczają to Uniwersytet Wileński,/…/ może najbardziej wzruszający z wileńskich pomników. Więc to tu ? Tu Czacki i książę Adam, tu Śniadeccy i Grodek i Borowski, tu Gołuchowski i ten uczeń tyle od mistrzów większy (!) tu na tym dziedzińcu może młodzież litewska przyglądała się ciekawie po raz pierwszy „ koronnemu Lelewelowi”, kiedy do niej zajechał. Tu po tych gankach i korytarzach wołali ludzie jedni na drugich niezapomnianymi imionami Zana, Czeczota, Domejki, Odyńca. Tu i Euzebiusz Słowacki i doktor B`ecu i ta ciemna szkolna sala, którą wspomina ich syn i pasierb. I tu nade wszystko Mickiewicz. Tu kolebka polskiej poezji, dla niej nie ma miejsca pamiętniejszego, świętszego niż to! - pisze znów Tarnowski .
Powinniśmy to pamiętać, prawda ?
W końcu , albo jesteśmy spadkobiercami Wielkiej Polski, albo prawie nas nie ma.
Chodzi tu, podkreślmy z całą mocą, nie o restytucję granic, a o przywrócenie pamięci, o co jeśli nie zaniedbamy, to przyszłe pokolenia mogą nam tego zaniedbania nie darować.
Więc znów, choć tylko myślą, wędrujmy za Niemen…, niech się nas nie wstydzą nasi pradziadowie .
Niech naszą pamięć prowadzi obwieszczający zmartwychwstanie wysmukły anioł, z grobu Izy Salmonowiczówny, ten który dobrze wie, gdzie leży serce Marszałka Piłsudskiego i jego matki, i wskaże je nam, bo my przecież nie całkiem już to wiemy. Pomyślmy też, może przez moment, jak daleko nam do tych harcerzy, którzy do końca swego młodego życia trwali przy tym grobie , aż je zgasiły kule sowieckich żołdaków…
Nazywam się Witold Kieżun. Nazwisko się pisze przez „ż” i „n” na końcu, bardzo często jest zmieniane na „Kierzuń”. Urodziłem się bardzo dawno, w roku 1922, w Wilnie.
W czasie okupacji, jeśli chodzi o moją działalność konspiracyjną, byłem żołnierzem w „Baszcie”, Batalionie Sztabowym, w kompanii „Lucjan”, tak to się wtenczas nazywało. To była kompania łączności prowadzona przez znaną obecnie postać, mianowicie reżysera i pisarza Stawińskiego. Kompania została rozbita na początku 1944 roku. Były aresztowania: Dunin-Wąsowicz, Przywecki. Dowódca „Lucjan” uniknął, uciekł. Potem jeszcze Ross był aresztowany. Zostaliśmy uprzedzeni, bo archiwum kompanii wpadło w ręce niemieckie. Kompania się rozleciała zupełnie. Wtenczas nawiązałem kontakt z ówczesnym batalionem „Gustaw”, który tworzył oddział specjalny, dywersyjny, dobrze uzbrojony, którego zadanie miało polegać na zdobywaniu zaopatrzenia, na kradzieży samochodów niemieckich dla potrzeb partyzantki. Potem w ramach zgrupowania „Harnaś”, oddziału specjalnego, przeżyłem całe Powstanie. Oddział zmieniał miejsce postoju. Zaczęliśmy od walki o Pocztę Główną, potem byliśmy na Woli, biliśmy się na Woli, potem biliśmy się na Powiślu, potem w Pałacu Staszica, szczegółowiej to opowiem.
Jeśli chodzi o moje pochodzenie, pochodzę ze środowiska kresowego. Rodzina Gieysztor to są najbliżsi krewni. Profesor Aleksander Gieysztor, Oleś, który niedawno umarł, usiłował ustalić dokładnie chronologię zarówno rodziny Gieysztorów (bardzo dokładnie mu się udało), jak i rodziny Kieżunów (tu były dość duże trudności). Jest spis szlachty litewsko-ruskiej pochowanej na Rossie w Wilnie i tam są takie nazwiska jak Giedroyć, Gieysztor, Kieżun. Między innymi znalazł w dokumencie w języku ruskim w Mińsku, że w czasie bitwy pod Grunwaldem wybił się Vytautas Kieżunas ¬– prawdopodobnie to mój przodek. Już w XVI wieku odnalazł nazwisko Kieżun. Pochodzę ze środowiska szlachty litewsko-ruskiej, która na początku XVI wieku spolonizowała się. To jest to, co opisuje Sienkiewicz w „Potopie”. Kmicic też z tego typu rodziny pochodził. Z tym że polonizacja była wielowiekowa, niesłychanie głęboka, patriotyzm był bardzo daleko posunięty. Dowódcą powstania na Litwie w 1863 roku był Jakub Gieysztor. Brał udział w tym powstaniu mój dziadek, który został zesłany potem na Syberię. Ponieważ był bardzo młody, więc był zesłany na osiedlenie. Po dwudziestu pięciu latach pozwolono mu na osiedlenie się na Kaukazie i tam już umarł. Na Kaukazie urodził się mój ojciec, brat mojego ojca, siostry mojego ojca. Wszyscy wrócili potem do Polski. Pochodzę ze środowiska, którego historia była bardzo skomplikowana, ale które jednocześnie reprezentowało bardzo wysoki poziom patriotyzmu polskiego. Przy czym patriotyzm polski wyglądał tak jak u Mickiewicza, który pisał: „Litwo, ojczyzno moja” po polsku. Pojęcie Litwy u Mickiewicza to było tak, jakbyśmy dzisiaj powiedzieli: jestem krakowianinem czy Mazowszaninem. To była część wielkiej Rzeczypospolitej Polskiej. Z Wilna przenieśliśmy się. W Wilnie umarł mój ojciec i mój brat. To była wielka tragedia, dlatego że brat umarł na zapalenie ślepej kiszki, dosłownie w ciągu jednego dnia. Mój ojciec praktycznie nie przeżył tego wypadku, wpadł w depresję i parę miesięcy później też umarł. Byliśmy szalenie związani z Wilnem, cała rodzina mieszkała w Wilnie, były tradycje. Ojciec był w Wilnie bardzo popularny, bo był filistrem korporacji „Polonia”. Był zresztą najwyższym mężczyzną w Wilnie, miał metr dziewięćdziesiąt pięć. Pomimo że tam było dużo osób wysokiego wzrostu, był bardzo wysoki. Był znany, był lekarzem.
Na Wileńszczyźnie Polacy są ludnością autochtoniczną i wszędzie wokół Wilna stanowią większość. Litwini, którzy się tam osiedlili po wojnie, zachowują się jak okupanci, traktując autochtoniczną ludność z pogardą. Premier polskiego rządu Donald Tusk, który jak nikt inny powinien znać dobrze wrogi stosunek władz litewskich do mniejszości polskiej na Litwie, kilka dni temu stwierdził (ta wypowiedź została później powtórzona przez ministra Sikorskiego), że „relacje między Polską a Litwą będą tak dobre jak dobre są relacje państwa litewskiego z polską mniejszością”.
Ta wypowiedź premiera Donalda Tuska i ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego o stosunkach polsko-litewskich jest nie na miejscu, jest skandaliczna, żałosna i.....głupia. Tak się polityki nie uprawia. Nawet jak się tak myśli, to się tak nie robi. Większość z nas jest wciąż szokowana niedojrzałością Tuska jako polityka.
61 lat temu - 8 września 1950 roku - w Bejrucie zmarła Hanka Ordonówna, jedna z największych gwiazd przedwojennych scen kabaretowych i teatralnych. Jej szlagiery "Na pierwszy znak" czy "Miłość ci wszystko wybaczy" należą do klasyki polskiej muzyki.
Była piosenkarką, tancerką, aktorką jedną z największych gwiazd przedwojennego polskiego teatru i filmu. Urodziła się w Warszawie, w biednej rodzinie mieszczańskiej, 25 września 1902 roku. Nazywała się Maria Anna Pietruszyńska. Jej prochy sprowadzono z Bejrutu do Polski w maju 1990 roku i spoczęły one w Alei Zasłużonych na Powązkach.
W 1929 r. Hanka Ordonówna była u szczytu swej kariery. Będąc gwiazdą teatru Qui Pro Quo w Warszawie, zaczynała śpiewać tanga i… zakochała się. Jesienią tamtego roku, w teatrze zjawił się pewien młody człowiek, miał ze sobą tekst, który napisał do nieznanej nikomu „hiszpańskiej” piosenki-tanga, i zapragnął go ofiarować, wraz z płytą, swej ukochanej solistce. Ordonce tak bardzo spodobał się zarówno tekst, jak i muzyka, że zdecydowała się włączyć piosenkę do swojego repertuaru. Utwór wykonany wspólnie z grupą wokalną „Chór Dana” odniósł wielki sukces i Ordonówna nagrała go w polskiej wersji. Na etykiecie płyty, pod polskim tytułem „Uliczka w Barcelonie” brakuje jednak nazwisk kompozytorów muzyki i autora słów. Wydawca je pominął i w tym tkwi sedno sprawy. A tym młodym człowiekiem, który w 1929 roku ofiarował słowa piosenki naszej gwieździe, był hrabia Michał Tyszkiewicz. Z młodym hrabią pobrała się niespełna rok później i zaraz po ślubie przyjeżdżają do nieodległych od Wilna Ornian, majętności męża.
„ŻYCIE JEST PRÓBĄ WARTOSCI CZŁOWIECZEJ” taką dedykację złożyła na fotografii mężowi Michałowi osoba bardzo wrażliwa na niedolę bliźniego, znająca i ceniąca wartość serca ludzkiego - Hanka Ordonówna.
Wilno, o czym milczą encyklopedie, było ważną kartą w życiu Hanki Ordonówny. Z tego miasta wyruszyła w ostatnią bohaterską drogę. Lecz zanim to nastąpiło, bywała tam wcześniej, grywała w wileńskich teatrach, m.in. w Wileńskiej „Lutni”. A po ślubie w 1931r. z Michałem Tyszkiewiczem mieli w Wilnie mnóstwo przyjaciół, a jednym z nich był Władysław Łukaszewicz, pseudonim sceniczny "Łukasz". Występował jako "artysta scen wileńskich", nie był wielką gwiazdą, tylko utalentowanym recytatorem. W Majątku Tyszkiewiczów w Ornianach na Wileńszczyźnie w 1935r. spotkała małżeństwo Natalię i Konstantego Ildefons Gałczyńskich. Aresztowana w Warszawie przez hitlerowców jesienią 1939 roku trafia Hanka Ordonówna na Pawiak, skąd wydobywa ją mąż, sprowadzając pieśniarkę do Wilna. Wynajmują mieszkanie przy placu Łukiski, obok kościoła Świętego Jakuba. Recitale - to jedna część artystycznego rozdziału Wilna Hanki Ordonówny.
Drugi wiąże się z teatrem, konkretnie z dwoma spektaklami, które także przeszły do legendy Pohulanki. Najpierw miała miejsce premiera „Pastorałek” Leona Schillera. Określono ją mianem „manifestacji patriotyzmu - głosem powalonej ojczyzny”. Władze (wówczas jeszcze litewskie) niechętnie przyglądały się owym w nadmiarze serwowanym elementom polskim...Potem urzekającą, pełną blasku Hankę Ordonównę wilnianie ujrzeli w lekkiej, pełnej wdzięku komedii Sardou „Madame Sans-Gene”. W 1940 r. Michał Tyszkiewicz zostaje aresztowany przez NKWD. Wkrótce podobny los spotyka jego żonę. Z łagrów uwalnia ich podpisanie paktu Sikorski-Stalin. Taszkient - Aszchabad - Indie - Liban. Uratowała, wywożąc z ZSRR, kilkaset polskich dzieci z deportowanych rodzin.
Na swoim portrecie w owalu w 1949 roku napisała: „Gdy już zabraknie łez trzeba się śmiać! „Poniżej: „Świat pomimo wszystko jest piękny!”.
Nad grobowcem wielkiej artystki na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie jest wizerunek Matki Boskiej Ostrobramskiej, bo przecież z Wilna wyruszyła Ordonka w swoją ostatnią bohaterską drogę. ....
Ps. Pseudonim sceniczny Hanka Ordon przybiera dzięki sugestii starszego kolegi z kabaretu „Qui pro Quo” Karola Hanusza na początku swej wielkiej kariery w 1922r. Dlaczego akurat tak? Okazuje się, że aktorowi na świeżo się skojarzyła przez kogoś recytowana Mickiewiczowska „Reduta Ordona”. W ten sposób się pojawiła replika nazwiska bohatera 1831 roku. Hanusz też uznał, że i imię Maria niezbyt się nadaje jako zbyt powszechne. Dla ciekawości, analogicznie w swoim czasie przyszła dyrektor „Mazowsza” z Marii stała się Mirą… „Hanka” zaś powstała z Anny – imienia, jakie zostało nadane na bierzmowaniu. Niemniej zamiast Anki Boy-Żeleński przyswoił publiczności imię Hanki. W encyklopediach zaś znajdziemy hasło: Ordonówna Hanka, Ordonka, Maria Anna Tyszkiewiczowa.
(ks. Jarosław Wąsowicz SDB http://braciawasowicz.blogspot.com/2011/08/z-suwak-do-ostrej-bramy.html
Pielgrzymowanie jest czasem specyficznych rekolekcji. Nie odbywają się one w kościele, szkole czy specjalnie do tego powołanym ośrodku duchowości, ale w drodze. Pośród trudu pokonywania kolejnych kilometrów w skwarze słońca, ulewnym deszczu, z odciskami na zmęczonych nogach. Ale jak na ironię, te wszystkie przeciwności wcale nie odstraszają kolejnych chętnych chcących je przeżyć.
W Polsce pielgrzymowanie do sanktuariów maryjnych jest bardzo popularne wśród młodzieży. Wszelkie statystyki pokazują, że młodzi stanowią ok. 70 % wszystkich uczestników. Najbardziej popularne są letnie pielgrzymki na Jasną Górę. Wyruszają prawie z każdej diecezji, a niektóre mają nawet kilku wiekową tradycję. Od 21 lat pątnicy z Polski mają także możliwość wędrowania do Matki Bożej Miłosierdzia w wileńskiej Ostrej Bramie. W tym roku odbywała się ona pod hasłem: „Żyć w komunii z Bogiem”.
Odnaleźć na szlaku Chrystusa
Jak mocnym doświadczeniem religijnym jest piesza pielgrzymka wiedzą dobrze ci, którzy chociaż raz się na nią wybrali. Pozostali są w zasadzie skazani na nieudolne próby zrelacjonowania piórem tego, co dokonuje się w sercach pielgrzymów. A zawsze dzieje się wiele. Kto chciał, mógł na pewno podczas wędrowania do Ostrej Bramy na nowo odnaleźć Chrystusa. A Bóg dawał się poznać niezwykle obficie: w codziennej eucharystii, w modlitwie, w dobrych ludziach spotkanych na trasie i w miejscach noclegowych, w braterskiej atmosferze wśród uczestników, w wygłoszonych konferencjach, w sakramencie pojednania, w pięknie przyrody ziemi wileńskiej. Wydaje się, że większość dobrze wykorzystała ten czas łaski dany przez Boga.
Uczestnicy pielgrzymki
W każdej pielgrzymkowej grupie (a jest ich osiem) spotkamy pątników dosłownie ze wszystkich stron Polski. Maryja z Ostrej Bramy gromadzi swoje dzieci, tak jak śpiewamy w pieśni: „od Bałtyku po gór szczyty”. Fakt ten wprowadza w pielgrzymkową wspólnotę piękny koloryt barwnych postaci, ludzi w różnym wieku, „oryginałów”. Ciekawe stają się rozmowy na szlaku: a jak tam u was jest…. Zawiązują się przyjaźnie ludzi z różnych zakątków świata. Bo w pielgrzymce uczestniczą także od lat Ukraińcy, Litwini, Niemcy, Słowacy, czasem Włosi, Anglicy czy Amerykanie.
Chociaż pielgrzymkę organizują salezjanie, swoje grupy mają tu także księża diecezjalni i pallotyni. W tym roku po raz drugi grupę czerwoną prowadzili franciszkanie. Ma ona na tej pielgrzymce swoja legendę. Przez 18 lat bez przerwy animował ją ks. Stanisław Szulc z Wyszkowa. Przez lata pątnicy pod jego duchowym przewodnictwem modlili się o beatyfikację ks. Jerzego Popiełuszki, kard. Stefana Wyszyńskiego, kard. Augusta Hlonda. Organizowali patriotyczne modlitwy na pielgrzymkowym szlaku. Dzisiaj grupa ma już trochę inny charakter, ale pielęgnowanie patriotycznych wartości na wileńskiej pielgrzymce przetrwało.
Chwała Bohaterom – przystanek Koniuchy
Na pielgrzymkowym szlaku znajduje się jedno miejsce, w którym pątnicy w sposób szczególny oddają cześć polskim bohaterom kresowych stanic. W drodze do Solecznik pielgrzymka zatrzymuje się we wsi Koniuchy, która leży na skraju Puszczy Rudnickiej. Na jej mieszkańcach sowiecka partyzantka w nocy z 28 na 29 stycznia 1944 r. dokonała zbrodni ludobójstwa. Otoczono wieś i ok. godz. 5 rano partyzanci przystąpili do ataku. Trwał on do dwóch godzin. W wiosce rozgrały się dantejskie sceny. Napastnicy podpalali pochodniami słomiane dachy domów, zaś do wybudzonych, uciekających mieszkańców strzelano na oślep. Jak ustaliło śledztwo IPN-u, w wyniku akcji sowietów zginęło co najmniej 38 osób, kilkanaście zostało rannych. Część ofiar spłonęła w swych domach, część zginęła od strzału z broni palnej. Wśród ofiar byli mężczyźni, kobiety i małe dzieci. Spalono większość zabudowań, ocalało tylko kilka domów. Atak na Koniuchy przeprowadziła 120-150 osobowa grupa partyzantów sowieckich pochodzących z różnych oddziałów stacjonujących w Puszczy Rudnickiej, takich jak: „Śmierć Okupantowi”, „Śmierć faszyzmowi”, „Piorun”, „Margirio”, oddział im. Adama Mickiewicza. Były one wielonarodowościowe. Należeli do nich m. in. partyzanci żydowscy, uciekinierzy z gett w Kownie i Wilnie.
Przez lata było to miejsce zapomniane. Dziś w Koniuchach stoi monumentalny krzyż z nazwiskami wszystkich ofiar. Pielgrzymi modlę się tu za Ojczyznę i wszystkich naszych rodaków rozsianych po Kresach. Wciąż o nich i ich problemach za mało pamiętamy.
Spotkania z rodakami
Na Wileńszczyźnie w każdej małej miejscowości, największy „twardziel” nie powstrzyma się, od chociaż jednej łezki w oku. Dla Polaków tam mieszkających pielgrzymka jest wielkim wydarzeniem. Niekiedy myślą o niej cały rok. I to nie dlatego, aby móc na chwilę spotkać się z pątnikami z Polski i porozmawiać. Chcą pokazać jak wygląda stara polska gościnność. Oddają wszystko, co mają. Są wioski, w których sołtys każdego miesiąca zbiera pieniądze na przyjęcie gości z Polski.
W każdej wiosce i miasteczku pielgrzymi natrafiają na „powitalne komitety”. Dzieci i młodzież mówią specjalnie przygotowane na tę okazję wierszyki, deklamują wiersze narodowych wieszczów. Śpiewają „Polskie kwiaty” i hymn Polaków na Litwie: „Ukochana moja ziemio – Wileńszczyzny drogi kraj”. Albo ichnim akcentem: „My Polacy z Wileńszczyzny, nas nie mało tutaj jest. Nie jesteśmy na obczyźnie, tu Ojczyzna nasza jest”. Obowiązkowo, każdy komitet powitalny, wita pielgrzymów chlebem i solą, a ksiądz proboszcz obficie kropi wodą święconą. Pielgrzymi wędrują po kwiatowych dywanach, które ciągną się niekiedy przez kilkaset metrów. Na mijanych domach spotkać można polskie flagi i portrety marszałka Piłsudskiego. Dzieci wyciągają rączki po cukierki, a starsi stoją często przy drogach ze łzami w oczach przesuwając paciorki różańca. Proszą, aby ich modlitwę także zanieść do Ostrobramskiej. Mówią o niej „Nasza Pani Wileńska”.
Na postojach chcieliby rozmawiać godzinami. Opowiadają o sobie, o swoich problemach, ale się nie skarżą i nie narzekają. Jeśli ktoś z pielgrzymów chciałby im pomóc, musi zrobić to bardzo dyskretnie. Bo ci ludzie są bardzo honorowi, łatwo można ich zranić.
Żeby godnie przyjąć pielgrzymów na noclegi, bywa i tak, że sami wyprowadzają się do letnich altanek. Każdy nocleg u Polaków jest podobny. Starsi wspominają jak było tu „za Polski”. Opowiadają, kto z ich bliskich po wojnie wyjechał. Wymieniają miejscowości w Polsce, gdzie mieszkają ich krewni. Po obfitej zazwyczaj kolacji, wyciągają albumy ze zdjęciami opowiadając przy tym całe rodzinne historie. Każdy ranek po noclegu u Polaków jest też podobny. Pielgrzymi tak naprawdę budzą się na którymś z kolei postoju.
Miejscowa prasa polska poświęca pielgrzymce miejsce na swojej pierwszej stronie. Dla polskich dziennikarzy to jest także ważne wydarzenie. Dokładnie opisana jest codzienna trasa, zamieszczane są wypowiedzi pielgrzymów. Kiedyś czytając te relacje śmialiśmy się, że relacjonują pielgrzymkę, jak „Wyścig Pokoju”.
Wspomożycielka Wiernych
Pątnicy także pragną zostawić rodakom cząstkę siebie, Polski. Od czterech lat z inicjatywy salezjanina br. Grzegorza Nowaka, salezjańska grupa żółta przy wsparciu pallotyńskiej niebieskiej, zostawia mieszkańcom Wileńszczyzny figurki NMP Wspomożycielki Wiernych, a oni budują jej piękne kapliczki. Gotowe stoją już w kilku miejscowościach - w Kjuciach, Dowgidańcach, Koleśnikach, w kaplicy w Mościszkach. Przez cały rok Polacy spotykają się przy nich na modlitwie czy to różańcowej, czy nabożeństwie majowym. A pątnicy starają się pamiętać o spotkanych rodakach na modlitwie w swoich domach. Tak ta piękna nić wzajemnego wsparcia wciąż się rozwija.
„Gazu, gazu do obrazu”
Do Ostrej Bramy pielgrzymka dociera 24 lipca. Grupa żółta odpaliła w tym roku przy wejściu na wileńską starówkę 21 rac, tyle ile było dotychczas pielgrzymek z Suwałk. Pątnicy kładą się krzyżem na wąskiej uliczce wiodącej do Tej co w Ostrej świeci Bramie. Płynie wtedy wiele łez. Oddają Panu Bogu wszystkie intencje, z którymi wędrowali kilka dni. Swoje i tych, którzy prosili o modlitwę. Na pielgrzymkowym szlaku często podaje się je w czasie wspólnotowej modlitwy różańcowej. Najwięcej jest próśb o zdrowie, nawrócenie członków rodziny, znajomych, o wyleczenie z nałogów, o miłość w rodzinach, znalezienie dobrych mężów i żon, o dar Bożego Miłosierdzia. Dobrze, że przyszli z tymi intencjami właśnie do Wilna. Bo tu Panu Bogu spodobało się w sposób szczególny objawić tajemnicę swojego Miłosierdzia. Bo przecież Pani Ostrobramska, to Matka Miłosierdzia. A kilka ulic dalej, jest kościół św. Ducha, i mały kościółek z obrazem „Jezu Ufam Tobie”. Właśnie w Wilnie Pan Jezus kazał namalować go św. s. Faustynie.
Powrót do domu
Po dwóch dniach pobytu w Wilnie pielgrzymi wracają do domu. W stronę granicy mknie kilkadziesiąt wynajętych autobusów. Powoli zaczynają się już wspomnienia z pielgrzymki. I smutek, że na następną trzeba czekać cały rok…
Tak naprawdę pielgrzymka rozpocznie się jednak po powrocie do domów, kiedy wszystkim przyjdzie się na nowo zmierzyć z życiem. Wtedy trudniej będzie rozpoznać Chrystusa i żyć z nim w komunii, bo już nie będzie tylu życzliwych ludzi, przyjaznej atmosfery, tyle czasu na refleksje i modlitwę. Świat nachalnie proponował będzie inne wartości niż te oparte na Chrystusowej Ewangelii. Wtedy okaże się jakie są owoce pielgrzymowania do Matki Miłosierdzia z Ostrej Bramy.
ks. Jarosław Wąsowicz SDB
„Gazeta Polska”, 24 sierpnia 2011. www.gazetapolska.pl
Zespół Turgielanka powstał w 1991 roku z inicjatywy księdza Józefa Aszkiełowicza. Składa się z czterdziestu osób, którymi kieruje Pani Władysława Szyłobryt. Jest to głównie młodzież gimnazjalna, w wieku od 13 do 18 lat, a również występują dzieci i seniorki. Turgielanka wykonuje pieśni ludowe polskie, litewskie i białoruskie. Stara się odtworzyć tradycje świąt ludowych. Akompaniuje jej harmonia, mandolina, łyżki, brzęczałka. Zespół występował mi. na Festiwalu Piosenki Kresowej w Mrągowie.
Ministerstwo Sprawiedliwości Litwy poszukuje prywatnych inwestorów, zainteresowanych udziałem w przeniesieniu, a następnie zarządzaniu słynnym wileńskim...
Ewelina Saszenko i Edmund Sztengier w minioną sobotę wywalczyli, a raczej wyśpiewali, szczęśliwy bilet do finału telewizyjnego projektu muzycznego "...
Litwa weźmie udział w programie kontroli naziemnej NATO, w którym są wykorzystywane niewielkie samoloty bezpilotowe (drony). Według doniesień litewskiego...
Polska Grupa Energetyczna (PGE) dopuszcza możliwość powrócenia do udziału w budowie elektrowni jądrowej w Wisagini - informuje „Dziennik Gazeta Prawna”....
Już po spotkaniu prezydentów w Warszawie. Prezydenci Łotwy i Estonii wrócili do swoich krajów. Prezydent Litwy nie wróciła, bo i nie wyjeżdżała. Decyzja...